Keep calm and drink tea

Styczeń 21, 2012

Mam ten komfort, że ani studia ani praca nie zmuszają mnie do wstawania bladym świtem. Korzystam więc z tego przywileju i gniję w łóżku ile się da, irytując tym samym moich współlokatorów, którzy muszą budzić się w środku nocy i wypominają mi to przy każdej nadarzającej się okazji. Ja jednak cieszę się, że mam czas, aby delektować się z rana herbatą bądź kawą, co uważam za chyba najprzyjemniejszy moment w ciągu całego dnia (chociaż ten, w którym zajadam się czekoladą również jest przyjemny).

A co robię podczas picia herbaty? Oczywiście przeglądam milion niepotrzebnych mi stron internetowych, na których znajduję cuda rujnujące zawartość mojego portfela. Dzisiejszy wpis poświęcam kubkom i filiżankom, z których chętnie popijałabym herbatę każdego ranka.




I filiżanki, czyli to, co uwielbiam najbardziej! Ubolewam nad tym, że przepiękne wzory filiżanek można znaleźć już tylko w mieszkaniach naszych cioć i babć, bo młodzi ludzie – przepraszam, ale tak wynika z moich obserwacji – nie potrafią prawidłowo ich trzymać, a co za tym idzie, zniechęcają się i wybierają kubki.

Ja często daję filiżanki w prezencie, głównie z okazji ślubów i rocznic. Istnieje mnóstwo firm, które malują na porcelanie, więc przy zamawianiu zwykle proszę o umieszczenie na nich fragmentów z moich tekstów – mam wtedy pewność, że nikt go nie powtórzy, a prezent staje się bardziej osobisty. Poza tym wydaje mi się, że jeśli, przykładowo, Młoda Para zaczyna swoje wspólne życie, to poranna kawa w 2 filiżankach jest widokiem dość romantycznym (wychowałam się na bajkach Disney’a, na mnie zrobiłoby to wrażenie).

Jak już będę stara i bogata, mam zamiar jeździć po świecie i kupować filiżanki w każdym kraju, który odwiedzę. Potem będę chwaliła się nimi w mojej kawiarni, poustawiam je na szafce i każdego dnia będę przecierała z nich kurz, jak stara matrona. Trzeba mieć przecież jakieś plany na przyszłość, prawda?





Ps W Gdańsku śnieg pada jak szalony. Ponieważ ogarnianie się życiowo nie idzie mi najlepiej, rozważam zjeżdżanie z górki dla relaksu. Nie mam sanek, ale myślę, że metoda „auf die Pupen” też się sprawdzi.

Paranormal activity

Styczeń 14, 2012

Nikt tak nie potrafi dowartościować nauczyciela jak jego uczniowie. Od moich dowiedziałam się, że jestem jakimś paranormal activity, bo przeprowadziłam ćwiczenia o „szóstym zmyśle” i wszystkie pytania w quizie wyszły mi pozytywne, im nie.

Całe życie myślałam, że to naturalne widzieć kolory lub kształty, które otaczają ludzi. Czasem myśląc o danej osobie mam w głowie też konkretny dźwięk, który mi się z nią kojarzy i takie zjawisko towarzyszyło mi odkąd pamiętam. Ale jeszcze nikt mi nie potwierdził, że aura jest nieodłącznym elementem jego myślenia o konkretnych jednostkach.

Często śnią mi się ludzie, którzy już nie żyją. Mama zawsze mówiła, że trzeba się wtedy za nich modlić, bo są w czyśćcu i widocznie pokazują nam przez sny, że potrzebują naszej pomocy, aby się stamtąd wydostać. Ciekawe, co na to Pan Freud?

Nie, nie oglądam horrorów, boję się potem siedzieć sama w mieszkaniu, bo Tryb Ninja nie jest trybem energooszczędnym. Jednak jest coś w opowieściach o zjawiskach paranormalnych w stylu: „Marcin powiedział, że jego tata powiedział…”, co mrozi krew w żyłach, jeśli nie da się tego wyjaśnić naukowo, a czego już „od dzieciaka” bardzo lubiłam słuchać, chociaż potem płakałam rodzicom, że nie chcę sama spać, a czego w pustych mieszkaniach nie lubię do tej pory. Pamiętam, jak oglądałam z kuzynką „Nie do wiary” i „Strefę tajemnic”. Ona jednak po emisji każdego odcinka straszyła mnie i gasiła wszędzie światła, co wywoływało u mnie napady paniki i być może miało wpływ na moje obecne zachowania.

Być może mam w sobie jakieś zalążki szóstego zmysłu, być może tylko zbyt rozwiniętą wyobraźnię i dlatego trzęsę portkami na słowa o niewyobrażalnych historiach. Uważam jednak, że są rzeczy, których wyjaśniać nie trzeba, bo są zadziwiająco – zachwycające same w sobie. Przykładowo – ja jestem wielką fanką górskiego Widma Brockenu, czyli monitorowania własnego cienia na chmurze znajdującej się poniżej obserwatora. Ponieważ cień zwykle otoczony jest obwódką w barwach tęczy (tzw. glorią), ludzie, którzy takie zjawisko widzieli, zwykle myślą o duchach i ci, których znam, takie spostrzeżenia mi potwierdzili. Nic dziwnego, skoro każdy widzi tylko swoje Widmo Brockenu…

I uroczyście przysięgam… wszystkie wzloty, każdy dół dzielić z Tobą pół na pół

Styczeń 8, 2012

Uważam, że nie ma nic piękniejszego, niż śmiech z samego siebie. A jakie to zdrowe! Być może dlatego ludzie starają się przekształcić te najbardziej stresujące chwile w życiu w zabawne sytuacje, które można potem wspominać latami.

Zwykle zaczyna się od zaręczyn, na które trzeba mieć pomysł:

Kiedy już nadchodzi dzień ślubu, trzeba pokazać światu:

a)wielkie wejście…

b)…pierwszy taniec…

c)…i jak ładnie bawią się goście wraz z Młodą Parą. Amerykanie robią to tak:

Polacy kopiują i jest w tym też coś uroczego:

A kiedy goście rozejdą się już do swoich domów, Zakochani do sypialni wprowadzają… kamerzystę (chociaż nigdy nie zrozumiem, dlaczego i po co niektórzy to robią):

Mnie osobiście marzy się stworzenie listy piosenek z największymi tanecznymi przebojami, począwszy od „Lambady”, po „Rhythm is a dancer”, na „Kokodżambo” i „Majorce” skończywszy. Nie jestem bowiem przekonana do „instytucji” wodzireja i zamiast brać udział w żenujących konkursach, wolałabym potańczyć. Zostawiałabym jedynie zwyczaj rzucania bukietem, bo jest parę dziewczyn, którym dobrze życzę i chciałabym je pacnąć wiązanką kwiatów na szczęście (w tym miejscu muszę wspomnieć o moim Tacie, który za każdym razem jak jesteśmy na rodzinnym weselu, powtarza Pannie Młodej: „Ale pamiętaj, jak się umawialiśmy – tylko nie w Agatę”).

Bo jeśli ślub ma być wydarzeniem na całe życie, to resztę życia można spędzić uśmiechając się na jego wspomnienie :)

Somebody that I used to know

Styczeń 8, 2012

Zdarzyło Wam się, że zgodziliście się z absolutnie każdym słowem w jakiejś piosence? Mam w sercu 3 takie, które – przyznaję – do najweselszych nie należą. No cóż, jakie wybory w życiu podejmujemy, takie słowa nam o nich przypominają. Gotye razem z Kimbrą stworzyli zdania idealne, ale w tej wersji – moim zdaniem – wybrzmiewają one mocniej, dosadniej:

Dla porównania oryginał:

Myślę, że ta piosenka skończy jak jej dwie poprzedniczki: chociaż będzie mi wychodziła bokami od słuchania jej częściej, niż ustawa przewiduje, za każdym razem rozczulę się w środku jeszcze trochę. Bo przecież każdy „can get addicted to a certain kind of sadness”.

2012

Styczeń 4, 2012

Witajcie w Nowym Roku!

Za nami już święta i huczny Sylwester. Przed nami nowe dni, nowe marzenia, nowe przez wielkie N, jak każdego Nowego Roku. Jak to mówią, jesteśmy starsi niż kiedykolwiek byliśmy, a jednak młodsi niż kiedykolwiek będziemy, więc chyba wypada się z tego cieszyć. Ja osobiście nie mam nic przeciwko, bo lubię niespodziewajki i jeśli coś ma mnie w tym roku zaskoczyć, to jestem otwarta na propozycje.

Co do Sylwestra, dzięki M. spędziłam go w ciekawym towarzystwie, które udowodniło, że prawdziwy mężczyzna gardzi sałatkami i przed północą wyjmuje w lodówki swojską kiełbasę, a ludzie najlepiej gibią słoninką w rytm „Lambady” i „Kokodżambo”, nawet, jeśli trzeba kogoś wziąć na ręce i znieść z parkietu, żeby przestał skakać jak sprężyna.

Pomimo tego, że 1. dzień Nowego Roku rozpoczęłam od przywitania się z Orbitrekiem, po świątecznym obżarstwie jestem doskonałym przykładem działającej grawitacji, a moim środkowym imieniem mogłoby być „Kulka”, gdyż zamiast chodzić – toczę się. Nie tracę jednak motywacji, co więcej mam kilka postanowień, które wprowadzę w tym roku w życie. I nie będą to: „Więcej się uczyć”, lub „Przestać być takim leniem”, gdyż te – jak już wiem z doświadczenia – raczej sprawdzają się do pierwszego styczniowego weekendu. Ja zamierzam raz w miesiącu kupić nową sukienkę, żeby zwiększyć poziom swojej atrakcyjności, bo noszenie spodni podobno znacznie go obniża. I to się nazywa noworoczne postanowienie, hej! Chciałam też zrezygnować z nadmiernej ilości słodyczy, ale dziewczyna współlokatora odwiedziła mnie z czekoladą, więc już wiem, że ten cel będzie trudny do osiągnięcia…

Najpiękniejszego w 2012! :)

Świątecznie

Grudzień 23, 2011

Święta, święta. W tym całym zamieszaniu brak mi słów. Może dlatego, że ciągle wpycham do paszczy moje ulubione (bo mamine) przysmaki. Gdyby nie one, nie czułabym atmosfery tego, co nadchodzi. I chyba nie jestem w tym osamotniona, bo chociaż śnieg to tylko chlapa i mróz, słyszałam postękiwania, że go brak. A jest on dość istotny, przynajmniej w Wigilię.

Życzę Wam spokoju, bo sama wiem, jak trudno go osiągnąć i czasu, który poświęcicie swoim bliskim. Ja w tym roku bardzo doceniam, że ich mam, tu w domu i tam trochę dalej.

I don’t need it but I really want it

Grudzień 18, 2011

Jakiś czas temu pojawił się na Chwilopylnie wpis o wyposażeniu mieszkania, które chciałabym mieć tylko po to, żeby na nie patrzeć, nawet jeśli do niczego nie pasuje (znajdziecie go -> tutaj ). Szukając świątecznych prezentów dla moich bliskich, znalazłam zdecydowanie więcej przedmiotów, które sama chciałabym mieć w posiadaniu. Postanowiłam więc kontynuować wątek mojego przyszłego mieszkania, przedstawiając Wam kilka, moim zdaniem, ciekawych rzeczy, które w każdym domu znaleźć się powinny:

Kuchnia

Jako najważniejsze pomieszczenie w całym domu, musi zostać otoczona specjalną opieką dekoratorską.A że ze mnie raczej kiepski matematyk, deska do krojenia, która dodatkowo sprawdza się jako waga, byłaby w niej mile widziana. Może to jest jakieś rozwiązanie mojego „gotowania na oko”.

Akcesoria kuchenne wcale nie muszą być „klasyczne”, a pieprzniczka i solniczka wyglądem przypominające baterie, to – wg mnie – zabawny i udany pomysł. Pod warunkiem, że nie usłyszę od M. „Przesoliłaś zupę, kobieto!” :)

Oryginalne pomysły na śniadania już mi się skończyły, a kanapki zdążyły znudzić. Dlatego patelnią, która zrobi jajka w kształcie serca – nie pogardzę. Sieć sklepów „Flo” sprzedaje takie w granicach 10 zł, ale ja nie znalazłam jeszcze serca.

Ludzie, jak to ludzie, lubią sobie komplikować życie. A ja bym chciała mieć w domu kilka przedmiotów, które mi to życie ułatwią, skoro mam już „robić sobie pod górkę” poza kuchnią.

Łazienka

Przyznaję, mam problemy z szybkim wychodzeniem z łazienki. I gdyby rachunki za wodę nie były dla mnie takim utrapieniem, chciałabym mieć swój prywatny wodospad. Najlepiej, żeby miał jeszcze wbudowane radio i wodoodporny mikrofon.

Pokój

Kącik do czytania książek? Dlaczego nie! Pod warunkiem, że będzie blisko okna, zaopatrzony w wygodne poduchy.

Łapię się na tym, że jako dziecko XXI wieku zegary ścienne nie są mi potrzebne, bo zwykle mam pod ręką telefon, który wyświetla godzinę. Ten jednak podoba mi się niesamowicie i kto wie, może kiedyś zawiśnie na mojej ścianie.

Przeglądając mnóstwo stron internetowych, natrafiłam na tysiące sukienek i butów, którymi z chęcią wypełniłabym wszystkie możliwe szafy w moim przyszłym mieszkaniu, książki, które chciałabym przeczytać, biżuterię i gadżety niepotrzebne do niczego, ale cieszące oczy. Może to i lepiej, że jako studentka muszę gardzić rozrzutnością.

Muzycznie

Ps Ciężko myśli mi się o nadchodzących świętach, jeśli za oknem ani grama śniegu. Skoro już i tak mam marznąć, to wolałabym chociaż bałwana ulepić na tym mrozie.

My friends say I’m crazy ’cause I sing all the time

Grudzień 7, 2011

Nie ukrywam, że cały temat wpisu zerżnęłam, za pozwoleniem, od K. (klik-> tutaj), pozwoliłam sobie jedynie wprowadzić drobne zmiany. Uznałam jednak, że takie zestawienie utworów, które znaczą coś w moim życiu jest ciekawe, biorąc pod uwagę, że muzyki słucham sporo, wydając przy tym straszliwe dźwięki.

Nie mam ulubionej piosenki, bo to, co akurat „jest na tapecie”, zależy od ludzi, z którymi przebywam, mojego humoru, pogody, nastawienia do życia etc. Sami zresztą zobaczycie, że ciężko byłoby określić wspólną kategorię dla wszystkich wymienionych przeze mnie utworów.

Korzystając z okazji i pomysłu K., prezentuję Wam więc listę piosenek, które w jakiś sposób miały/mają na mnie wpływ. Może akurat którąś dodacie do swoich zestawień:

  • Piosenka, którą uwielbiam: Mikromusic i „Dobrze jest”, chociaż jest to jedna z wielu, które mogłabym nazwać ulubionymi.
  • Piosenka, którą ostatnio lubię: Coma i „Jutro”, być może dlatego, że M. zabrał mnie niedawno na koncert i ciągle ich utwory siedzą mi w głowie. Chociaż do tego zespołu mam mieszane uczucia, Roguckiego uważam za totalnego świra, co idzie mu „na plus” w moich oczach, nawet, jeśli czasem jego twórczość zalatuje mi grafomanią.
  • Piosenka mojego ulubionego wykonawcy: „Siódmy rok” Kuby Badacha. Nie wiem, ile to już lat jestem bezgranicznie oddana temu facetowi. Mam taką fantazję, kiedy gaszę światło, a Kuba do mnie mówi. Może mi nawet recytować treści ulotek reklamowych z supermarketów, nie dbam o treść.
  • Piosenka z mojego ulubionego albumu:  „Gdy zostaniesz u mnie na noc” Pidżamy Porno z krótkiej „Zamiast burzy”. Ach, biegało się w glanach na koncerty do zadymionych klubów. Glany zamieniłam na obcasy, ale sentyment do muzyki pozostał.
  • Piosenka, którą dzielę z kimś: Być może ta osoba już o niej zapomniała. Ja pamiętam. „Biegnę” Harlemu.
  • Piosenka, która opisuje mnie: Nie poznałam jeszcze takiej, której co drugie słowo brzmiałoby: „Czekolada!”. Gdybym miała jednak wybrać jedną, która mówi coś o mnie, postawiłabym na „Dygoty” Strachów. Lubię w niej absolutnie wszystko, od tekstu z idealnym dla mnie: „Mam w głowie zawroty, daj mi jakiś znak”, po wykorzystane instrumenty.
  • Piosenka, w której znam wszystkie słowa: Jestem mistrzem w śpiewaniu pieśni pasyjnych. I nie znam nikogo innego, kto, zaraz po organiście, potrafiłby wyśpiewać wszystkie 14 zwrotek „Ciebie Boga Wysławiamy”. Nie wiem tylko, czy ten imponujący fakt z mojego życia nadaje się do zamieszczenia na liście.
  • Piosenka, która kojarzy mi się z jakimś miejscem: Kawałek Kulki, „Kolegi tata” i zamek na Zaspie. Moje 3. i – jak do tej pory najfajniejsze – mieszkanie w Gdańsku, prawdziwy akademik. Historie na kilka dobrych książek.
  • Piosenka, która kojarzy mi się z jakimś wydarzeniem: Garou to nie jest mój ulubiony wykonawca. Ale słysząc jego piosenkę, widzę przed oczami J. przyklejoną nosem do telewizora w jedną z sylwestrowych nocy. Uśmiecham się na wspomnienie tego widoku :)
  • Piosenka, której słucham, kiedy jestem wesoła: Julia Marcell ma, wg mnie, bardzo pozytywne piosenki z ciekawymi tekstami. Mój ulubiony fragment Billy’ego to: „(…) my friends say I’m crazy ’cause I sing all the time”, co jest prawdą, może dlatego tak mi się podoba.
  • Piosenka, której słucham, kiedy jestem zła: Serj Tankian „Baby”. Najgłośniej drę się na „nananana”, oczywiście. Nie wiem, na jakiej zasadzie działa ta piosenka, ale po wysłuchaniu jej z 10 razy, opuszcza mnie ochota rzucania przedmiotami.
  • Piosenka, po której nigdy nie spodziewałam się, że ją polubię: „Małgocha” Piotra Bukartyka. Mój stosunek do niej zmieniło cudne wykonanie, które miałam okazję usłyszeć, a którego wykonawcy za nic w świecie nie pamiętam: klik-> tutaj
  • Piosenka, która sprawia, że chce mi się tańczyć: Co mi przypomina, że chętnie poszłabym na wiejską potupaję do remizy. Kolejne marzenie na liście: „To do”.
  • Piosenka, która sprawia mi przyjemność: Wybrałam „Notion” Kings Of Leon, ale równie dobrze mogłaby to być każda inna nuta tego zespołu, bo niesamowicie pozytywnie mi się kojarzy.
  • Piosenka, którą chciałabym usłyszeć na własnym ślubie: Nic nie mogę poradzić na to, że poezję śpiewaną, stety – niestety, mam we krwi. Mówcie sobie, co chcecie, mnie to rozczula – Iwona Loranc „Naszej przestrzeni”: klik-> tutaj
  • Piosenka, którą chciałabym usłyszeć na własnym pogrzebie: A można zrobić mix przebojów?

To byłoby na tyle. Miłego słuchania.

December, please be good to me.

Grudzień 3, 2011

Absolutnie uwielbiam robić prezenty. Nie mówię tu o samym ich kupowaniu, wydawaniu na nie pieniędzy, ale o pakowaniu, wymyślaniu co i dla kogo, a potem ich dawaniu. Nawet, jeśli godzinami błąkam się po sklepach w poszukiwaniu czegoś sensownego, lubię wiedzieć, że robię to z myślą o konkretnej osobie. I chociaż moje prezenty zwykle są bardziej praktyczne, niż oryginalne, to i tak każda okazja do ich przygotowania wydaje mi się dobra. Bez względu na to, czy jest to Boże Narodzenie, czyjeś urodziny, lub Dzień Geologa.

Podchoinkowe niespodzianki mam już w większości gotowe, co pozwala mi spać spokojnie. W ogóle tegoroczny okres przedświąteczny jest dla mnie wyjątkowo opanowany. Jeszcze tylko spadnie pierwszy śnieg, wyciągnę z kartonu lampki, moją miniaturową, studencką choinkę i zacznę śpiewać: „Last Christmas I gave you my heart, but the very next day your body rejected the transplant and you died.” No cóż, każdy świętuje tak, jak lubi.

Oczami wyobraźni widzę już, jak mama robi krokiety, na kutię, makowce i pierogi z kapustą też nachodzi mnie ochota. Zanim jednak objem się jak dziki bąk i grawitacja zacznie jeszcze bardziej przyciągać mnie do paneli, przede mną cały grudzień. A lubię ten miesiąc, bo to bardzo fajny czas oczekiwania, nawet jeśli jest tak zimno, że muszę przytulać kuper do kaloryfera, do którego zwracam się czulej, niż do M.

Tak więc, December, please be good to me.

Prezenty, prezenty, czyli świąteczne propozycje zakupoholiczki

Listopad 17, 2011

Pamiętacie wpis o rzeczach, które chciałabym mieć w swoim mieszkaniu? Dziś kontynuacja.

Ostatnio przeglądam dużo stron internetowych w poszukiwaniu ciekawych pomysłów na świąteczne prezenty (tak, jestem osobą, która zastanawia się nad nimi pół roku przed Bożym Narodzeniem, a kupuje zawsze w ostatniej chwili). Niestety, zamiast planować prezenty dla kogoś, systematycznie powiększam własną listę dla Św. Mikołaja.

Poniżej kilka propozycji, które może pomogą Wam w przedświątecznych zakupach:

Miarka do gotowania makaronu

Mój odwieczny problem, ile makaronu muszę wrzucić do garnka, żeby wszyscy się najedli / nie zostało nic do wyrzucenia. Sprytne. Zawsze mam wyrzuty sumienia, jeśli – zwłaszcza jako studentka – wyrzucam jedzenie, a wiadomo, że makaron z poprzedniego dnia do najlepszych nie należy i, biedaczek, wszyscy nim gardzą.

Ciepłodajka na kubek

Zima idzie, co odczuwam po wątpliwej szczelności okien w moim pokoju (historia widocznie lubi się powtarzać…). A że herbatę piję litrami, sweter na kubek mógłby się przydać. Z tego, co widziałam, sklepy Home&You zaopatrzyły się w zestawy takich kubków połączone z innymi domowymi akcesoriami, np. metalowymi pudełkami na herbatę. Całość w granicach 30 zł.

Foremki do jajek

Pomysłów na śniadania zawsze mi brakuje, bo przecież ile można jeść jajecznicę i kanapki. Może dzięki takim foremkom polubiłabym jajka sadzone? Jak do tej pory widziałam, że można kupić je wyłącznie na zagranicznych stronach internetowych, w polskich sklepach ich jeszcze nie spotkałam, ale myślę, że pomysł klawy, szczególnie, jeśli ma się w domu małe niejadki. A musicie przyznać, że wyglądają cudnie.

Pokrowiec na deskę do prasowania

Nie oszukujmy się – to kobiety zajmują się prasowaniem, mężczyzna, który to robi – rzadki widok. A skoro już mamy, drogie Panie, godzinami prasować te sterty wymiętolonych ubrań, dlaczego nie umilić sobie tego zajęcia? Co więcej, można wybierać w różnych panach, którzy będą się rozbierali, bo pod wpływem ciepła ręcznik, którym są okryci, znika i żaden z panów nie będzie miał przed nami nic do ukrycia. Szukajcie na aukcjach internetowych.

Generator tęczy

Jako dziecko podkradałam kryształy z wiekowego żyrandola mojej babci, zawieszałam je na nitkach i mocowałam przy oknie, żeby odbijały światło. Do tej pory widok tęczy jest dla mnie zjawiskiem niesamowitym i pomysł, że mogłabym mieć własną, domową przypadł mi do gustu.

Wąsate poduszki

Motyw wąsów wykorzystywany jest dość często, dlatego nie dziwi mnie, że pojawił się również na pościeli. Chociaż zanim zabiorę się za kupowanie poduszek, powinnam zastanowić się, czy pod choinką zmieści się duże łóżko,a takim nie pogardzę.

Niby pomysłów sporo, a kiedy przychodzi do kupowania prezentów – coroczny dylemat. No, ale przecież nie o prezenty chodzi, ale o sam fakt zastanawiania się nad nimi. Dla mnie to najprzyjemniejszy etap, chociaż taki zajmujący. Bo – nie wiem, czy wiecie – ale ja uwielbiam robić prezenty. Nawet, jeśli kończą się na banalnych swetrach czy książkach, bo szukam ich z myślą o kimś. A jeśli jest o kim myśleć, to warto.


Follow

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.