Brakowało mi wolnego weekendu, kiedy to można tylko siedzieć w mieszkaniu i patrzeć w ściany. Czekaliśmy z K. na ten piękny czas, bo plany nicnierobienia były konkretne.
Przyszło co do czego, a ja budzę się z napadami kaszlu, temperaturą, dreszczami i jeszcze przynajmniej z 5 innymi objawami, wypisz – wymaluj: grypa jak bum cyk – cyk. O 2.00 w nocy K. zaciągnął mnie do zaspowego szpitala, bo objawy się nasilały, a ja przed oczami miałam już różowe prosiaczki. Teoretycznie mogłabym rozpisać się na temat polskiej służby zdrowia i cyrków, jakie tam odchodziły, ale K. zrobił to -> tutaj . Ja dodam tylko, że kroplówka kapie baaardzo wolno. W środku nocy doprowadza to zmęczonego człowieka do szału, tym bardziej, gdy lekarz zbywa moje pytania rozwiązywaniem krzyżówek i wciąganiem czekoladowych batonów, na których widok robi mi się niedobrze.
Ponad 3 godziny czekania na informacje i jest diagnoza: przyjdzie do pani Inspektor Sanitarny. Nie wiem, po co, skoro lekarz na wyleczenie z prosiaczkowej przypadłości zapisał mi zasra** gripex.
Plusem z tej całej sytuacji jest to, że dostałam bezwzględny nakaz leżenia w łóżku przez tydzień (przy utrzymującej się temperaturze nawet nie myślę o jego pogwałceniu), no i pewnie schudnę, bo jest mi słabo już na samą myśl o spędzeniu kolejnej nocy nad ubikacją, więc apetyt jakoś nie dopisuje. A, no i zmusiło nas to do kupienia temperaturomierza.
Tak czy siak, nie ma sensu wizyta u lekarza, skoro można zaaplikować sobie gripex i parę innych witamin. A trąbią o epidemii, szczepionkach, K. znosi tylko ulotki z aptek o świńskiej grypie… I po co to wszystko, jak jeszcze nawrzeszczą, że coś Was boli i przyszliście do lekarza?
Chore to wszystko.















![23[1] 23[1]](http://chwilopylnie.files.wordpress.com/2009/10/231.jpg?w=312&h=312)
![kermit04[1] kermit04[1]](http://chwilopylnie.files.wordpress.com/2009/10/kermit041.jpg?w=373&h=400)
![kermit[1] kermit[1]](http://chwilopylnie.files.wordpress.com/2009/10/kermit11.jpg?w=450&h=314)
