Archive for Lipiec 2009

Pink your world!:)

Lipiec 21, 2009

Wasze spore zainteresowanie wordpressem (A. do tej pory nie może uwierzyć, że to zrobiłam :)), jak i dzisiejsza wizyta w sklepie niecodziennych gości, sprawiły, że poczułam nieodpartą ochotę pisania. A jak to z ochotą bywa -lepiej ją spełnić, niż czekać, aż człowiek wybuchnie (bo jeszcze głupota zacznie parować uszami, a wtedy to już tylko wstyd :P). Ale, ale, zacznijmy od niezwykłych odwiedzin:)

Siedzę sobie w sklepie, słonko świeci, dobrze jest, a tu nagle-trzymając się za ręce-wchodzą Inspektor Gadżet z Choinką. Dosłownie. A dokładniej połączenie Inspektora Gadżeta z Jerzym Kryszakiem i kobieta ubrana jak bożonarodzeniowe drzewko. Tak błyszczących wisiorków, kolczyków i korali to moje oczy w życiu nie widziały:) Oboje mieli na sobie kolorowe daszki (brakowało tylko kręcących się wiatraczków), zdecydowanie za duże buty (Inspektor różowe adidasy!) i różnobarwne ubrania. Blask bił od nich taki, jak włączone reklamy na Pasażu Grunwaldzkim. Dwa neonki:)

Myślicie, że się nabijam? Nawet nie miałabym odwagi. Początkowo -fakt- pomyślałam, że trudno byłoby ich przyporządkować do Klasycznej Grupy Osób Normalnych. Bądź co bądź, BYLI dziwni. Ale to, co zrobili potem, rozczuliło mnie baaardzo.

Na ladzie leżą pierścionki -plastik, szału nie ma. Choinka podchodzi, przygląda się im, podziwia, a Gadżet na to wyjmuje portfel, wyciąga złotówkę i kupuje jej pierścionek z różowym serduszkiem. Choinka zachwycona, z ozdobą na palcu błyszczy jeszcze bardziej. Trzymając się za ręce, wychodzą.  A ja, z otwartą paszczą, gapię się na tę parę (dobrze po 40-stce) i przypominają mi się słowa z książki K., które spokojnie mogę przypisać do siebie: „Widzicie, my (…) mamy tak nierówno pod sufitem, że używamy sobie, na kim możemy. [A] każdy (…) znajduje się tak dalece poza światem normalnych ludzkich doświadczeń, że uważa całe otoczenie za wariatów, sam cały czas będąc tym największym.”

Na swój sposób chcę zwariować tak, jak oni! (Chociaż biorąc pod uwagę żuczki, ślimaki i inne takie, to niewiele mi brakuje. Muszę jedynie popracować trochę nad choinkowym wizerunkiem :P)

 That’s all, Folks!:)

Ps I tylko żeby nie było: K. z własnej nieprzymuszonej woli przywdział róż. Ja nie mam z tym absolutnie nic wspólnego, chociaż dumnam okropnie za jego dystans do własnej osoby:)*

Teraz już tylko trampolinek brak:(

Reklamy

Komputer dla opornych, czyli jak Agata zakładała wordpressa

Lipiec 18, 2009

K. mówi, że WordPress nie gryzie i powinnam go mieć. Biorąc pod uwagę odwtorkowodopiątkowe dni, nadchodzący wieczór autorski oraz to, że w ostatnim czasie z pisaniem jakoś mi pod górę, stwierdziłam, że może nie jest to aż tak głupi pomysł i postanowiłam spróbować czegoś nowego. Jednym słowem: dzień dobry na WordPressie:)

Założenia upadły już na samym początku, bo nie pomogła nawet książka Komputer dla opornych, jedynie cierpliwość K., która -podejrzewam- szybko się skończy, jak tak dalej pójdzie (przypomina mi się: „Agata, ty sobie bogatego męża szukaj, bo Ciebie to nawet do Tesco na rolki nikt nie będzie chciał.” i myślę, że ten, kto powtarzał to regularnie, miał trochę racji:))

Podobno słowo pisane skomentować najtrudniej. No cóż, łi łyl si, mam nadzieję, że będziecie dzielni i wytrwacie:)Gdyby komuś się zapragnęło, żeby zrobić tutaj reklamę jego linka, nie wahajcie się mówić, po to też jest Chwilopylnie, a ja muszę poszerzać horyzonty i opanować, niezgłębione przeze mnie do tej pory, tajniki wordpressowych ustawień:)Teraz wrzuciłam te, które uważam za ciekawe, oby ten zbiór się powiększył (szczególnie Kolczykolandia, bo patrząc przez rok na te cuda, a będąc teraz w ZG,tęsknię bardzo za ich autorką:*)

 No i jeszcze dwie rzeczy:

1)      Pastelove, bo czym byłby pierwszy wpis bez tego? (gdańska rodzino, wiedzieliście, że to cover?!:))

 

2) Sok z żuka! Ja też 🙂 :*

 Także tego…Si ju lejter, Krokodajls:)