Life in plastic, it’s fantastic! :)

Takie widoki uwielbiam: lady in blue, lat – na oko-4, ubrana w białą czapkę z daszkiem, która zasłaniała jej pół twarzy. Weszła do sklepu, stała w drzwiach chyba z 2 minuty  z głową podniesioną do góry (założę się, że gdyby była starsza, przeklinałaby w takiej chwili swój daszek :P), ogarniając wzrokiem całe pomieszczenie z rozdziawioną buzią. Musiała złapać paszczą jakąś muchę, bo nagle się ocknęła, wybąkała „dzień dobry” i natychmiast pognała w kierunku landrynkowego różu, świadczącego o tłumie lalek Barbie, z których każda chce zrobić jak największe wrażenie na rywalce, różniącej się jedynie kolorem butów.

Oczywiście- jak to bywa w 60% przypadków –wizyta dziewczynki skończyła się płaczem, gdyż babcia stanowczo zapowiedziała, iż „kolejnej zabawki nie będzie”. Jednak obraz rozbieganych oczu, westchnień i rozdziawionej paszczy zapada w pamięć. Ciężko opisać jej zachwyt, musielibyście to po prostu zobaczyć. Mój chleb powszedni:)

Zresztą nie tylko dzieci to ciekawy widok: babcia, która na pytanie, jaką kwotę chce przeznaczyć na prezent, z wyrzutem wręcz odpowiada, że „cena nie gra roli, bo ona kocha swojego wnuczka!”; kobieta, która regularnie przychodzi już 3 rok (średnio raz na dwa tygodnie) w poszukiwaniu odpowiedniego misia (jeszcze nigdy nic nie kupiła, gdyż miś ma być dla niej, a ona „jest niezwykle wymagająca, jeśli chodzi o przytulanie się do kogoś”; cała zgraja piszczących nastolatek na widok puzzli Hannah Montana (z ciekawości obejrzałam jeden odcinek i doszłam do wniosku, że najwyraźniej się starzeję- dnooo); dziadek, który przychodzi po wędkę, a wychodzi z kompletem plastikowych garnków i filiżanek dla wnuka; panie, które pytają o piłki, a gdy im pokazuję gumowe Disneya, są oburzone, że nie ma w sklepie piłek do gryzienia dla ich piesków (swoją drogą brawo za dokładne sformułowanie pytania), czy wcześniej opisani przeze mnie Choinka i Gadżet –takich ludzi jest mnóstwo, można się uśmiechnąć:)

Fajne są te matki, które myślą trzeźwo („Nie kupię dziecku różowego konia, nie będę robiła konkurencji Joli Rutowicz.”), gorzej, jak przychodzi kobieta z wyjcem pod pachą i mówi, żeby jej doradzić, bo „skoro jesteśmy w tym samym wieku”, to muszę się znać. Zatyka mnie wtedy, bo do „tego samego wieku” brakuje mi jeszcze z 10 wiosen i zamiast skupić się na doradzaniu, zastanawiam się, w który krem na zmarszczki powinnam zainwestować, zapobiegając oznakom starzenia się (to by w sumie tłumaczyło mój brak zrozumienia wobec rosnącego uwielbienia do panny Montany).

Wniosków z wakacyjnej pracy mam jeszcze trochę. Np. to, że ja w dzieciństwie bawiłam się pchełkami, czy całymi dniami skakałam w gumę (A. i O. mówią, że najlepszą zabawką był gruz na podwórku, nic dziwnego, że studiują architekturę:) ).Teraz dzieci przychodzą po Inwazję Obcych Ben 10, gumę znają jedną (szok, że w tak młodym wieku), a zasady gry w chowanego trzeba im tłumaczyć (kolejny dowód na moje starzenie się. Kurze łapki pod oczami to mogą być już w tym wieku?:P). Mimo wszystko, lubię tę pracę: na nudę narzekać nie mogę, a i temat do wordpressa jak znalazł. Swoją drogą- wordpress uzależnia 🙂

Wrzucam Garou, bo jestem jeszcze świeżo po spotkaniu z J. On zawsze mi przypomina, jak to któregoś Sylwestra J.- z nosem przyklejonym do ekranu- siedziała przez Tv i twierdziła, że pewnego dnia wyjdzie za niego za mąż 😀 Młode byłyśmy, głupsze niż teraz, a plany- całe szczęście- ulegają zmianom:)

 

 

I jeszcze: wieczorku nie będzie. Decyzja Z Góry, wytłumaczona jakimiś „zawirowaniami personalnymi”. Chociaż z początku było mi trochę szkoda (można się przyzwyczajać do myśli, nic trudnego), to jednak w gruncie rzeczy cieszę się z takiego obrotu sprawy. Pozbyłam się stresu, który towarzyszył myślom o tych wszystkich przygotowaniach, które by mnie czekały. A tak Winobranie i przyjazd gdańskiej rodziny będzie o wiele spokojniejszy, więc co za tym idzie- pełniejszy:)

Ps Emily Giffin kradnie mi scenariusze. Chociaż jej książki do życia wnoszą niewiele (służą jedynie jako siła napędowa mojego rozleniwienia), polecam mimo wszystko:) 

Reklamy

komentarzy 6 to “Life in plastic, it’s fantastic! :)”

  1. katarzynakiliszek Says:

    hahahahaha.
    zdanie z gruzem mnie rozniosło 😀

    ej ja też gralam w pchełki i skałałam w gumę jak szalona
    i jeszcze siedziałam całymi dniami na trzepaku,o.

  2. Kamil Says:

    Jak to kradnie scenariusze? 😉 Przyjemnie się czyta te twoje przygody sklepowe, może założę bloga o przygodach na weselach? 😛
    (Wymyśliłaś nazwę książki? :P)

  3. Agata Says:

    Taaaak,zapomniałam o trzepaku! Jej,a ile razy się z niego zleciało:) To były czasy:)

  4. Agata Says:

    Kamil,a wymyśliłeś już swoją?:P

  5. Karola Says:

    chodzi mi po głowie założenie wordpressa
    popisze sobie
    a poza tym ja mam przygody sklepowe i to z kilku lat
    mleczarz, listonosz, handlarze…
    listonosz w tym roku przynosił mi krówki i ciasto, które sam piekł

  6. Kamil Says:

    WordPress sie stal synonimem takiego bloga dla „doroslych”, ze to niby juz nie blog nastolatkowy ale po prostu „wordpress”… W sumie to bardzo dobrze 😛

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s


%d blogerów lubi to: