(‚ nie myśl, że o tobie nie myślę. ‚ )

Praktyki polonistyczne to istny koszmar. Płakałam ja i płakały dzieci. Ja, bo musiałam sprawdzić zeszyty i ocenić wypracowania, mając temperaturę i widząc przed oczami różowe słonie. Dzieci – bo nie zmieściły się w kluczu i posypały się dwóje. Moje wrażliwe serduszko nie polubiło specjalnie wypisywania: „Praca nie na temat – dop”, „Brak zadania domowego – ndst”…Jedynym plusem tych zeszytów było to, że dowiedziałam się, jak to Mickiewicz zmarł na raka cholery 😀 No cóż, człowiek dowiaduje się na praktykach całkiem nowych rzeczy, jak widać:)

W dalszym ciągu nie chcę zostać nauczycielką i trzymam się wersji: „Jak dorosnę, to zostanę policjantką!” (jeśli K. się nie zgodzi, to ewentualnie strażaczką, baletnicą – niestety – już nie mogę, bo tyłek zbyt chętnie poddaje się sile grawitacji).

Z krasnalami jest tak, że wizyta praktykanta zawsze cieszy się dużym zainteresowaniem: „A do kiedy pani zostanie?”, „A pani nie będzie krzyczała tak, jak pani od matmy?”, „Nie będzie lekcji!”. No cóż, chyba ich trochę zawiodłam. Czasem musiałam się drzeć jak stare prześcieradło, by zapanować nad nimi zaraz po przerwie. A jak miałam już dość, a moje gardło kwalifikowało się do ponownej wizyty u laryngologa (moja, jak to mówi pani doktor, „tylna ściana gardła” nie chce, abym została nauczycielką, ona też nie ;P), rozsadzałam chłopaków do pierwszych ławek z dziewczynami i – po chwili przeklinania pani praktykantki pod smerfowym nosem – miałam względny spokój.

Nawet, jeśli dzieci cieszą się, że lekcje prowadzi ktoś inny, niż ich wychowawca, to ciężko ich zmusić do myślenia. Ogólne otępienie tłumaczę sobie przysłowiem: „Kto cię słucha? Baba głucha, dziad bez ucha!”. W takim razie może powinnam odbywać praktyki na Uniwersytecie Trzeciego Wieku? Miałabym przynajmniej lepsze statystyki:)

Były jednak przyjemne momenty. Kiedy po 2 dniach nieobecności weszłam na korytarz, podleciało do mnie montaniątko z bananem na twarzy i tuli mi się do pasa, bo wyżej nie sięga. „Jak dobrze, że już pani wróciła!”, a ja, z książkami w jednej łapie, torebką wypchaną resztą zeszytów w drugiej, patrzę na tego krasnala i mam karpia na twarzy. Oczywiście mnie zatkało jak wannę korek.

Na koniec sprawa najważniejsza, bo wszystkie inne są i tak pretekstem, żeby to napisać:

Sto lat:*

Reklamy

Komentarze 3 to “(‚ nie myśl, że o tobie nie myślę. ‚ )”

  1. Kamil Says:

    Takie uwielbienie wśród krasnali dobrze ci wróży na przyszłość 😀
    Dziękuję :*

  2. musek Says:

    Taki długi wpis urodzinowy i tylko Sto lat:*. łee, a nastawiłem się na życzenia zawierające ok 3000 znaków;pp moja mama uczy takich krasnali od 21 lat:D

  3. Agata Says:

    Ważne, że ze środka, a nie ile;)
    Pozdrów mamę,Musek.Ja czekam,aż skończę te praktyki,oddam dzienniki i wsio:)Krasnale są fajne w krasnolandach,już kiepsko,jak trzeba je czegoś nauczyć i jeszcze cię obserwują:P

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s


%d blogerów lubi to: