Archive for Październik 2009

ach, co to był za ślub

Październik 19, 2009

Z Miastem Rond jest tak, że zaskakuje mnie zawsze, kiedy tam jestem. Ostatni weekend był męczący, muszę przyznać. 4 kawy w jednym dniu to zbyt dużo, szczególnie dla mnie, ale za to wspomnienia ciekawe.

IMG_7460

Na pierwszym planie sesja i ślub. Fakt, jeśli robi się to w każdą sobotę, można wpaść w rutynę. Jednak dla mnie była to nie lada atrakcja, kiedy poprawiałam Młodej suknię, chodziłam za nią nosząc koronki, czy składałam blendę, którą K. chowa w 2 sekundy, natomiast ja składałam się szybciej niż ww blenda:) Na zdjęcia trzeba mieć dobry pomysł, a ja na własne oczy zobaczyłam, że pstrykanie nie jest wcale takie łatwe, jak się wydaje. Świetny aparat nie czyni z nikogo fotografa, a i nagadać się trzeba, żeby komuś nie zepsuć najważniejszych pamiątek ze ślubu, jakimi są fotografie i film z wesela. Tak czy siak, cieszę się bardzo, że w tym wszystkim uczestniczyłam i mam cichą nadzieję, że w przyszłym sezonie będzie potrzebna osoba do noszenia sprzętu, z blendą poćwiczę 😀

IMG_7808

IMG_7811

IMG_7813

W tym całym zamieszaniu szkoda tylko, że spotkanie z panią K. nie doszło do skutku, bo plany były ciekawe, a i K. przy winie i wciąganiu chipsów zrobiła na mnie pozytywne wrażenie. Ale co się odwlecze, to nie zdechnie – zapraszamy do Trójmiasta.

W Gdańsku dalej zimno, a już od dziś trzeba pedałować na zajęcia. Zacznie się: „Pan da tę pandę” i wstawanie z rana (zawsze zbyt wcześnie). Czas przeznaczony na praktyki dobiegł końca, ale nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło (byle nie przez okno :P).

Reklamy

:)

Październik 15, 2009

Dzień dobry z miasta sztormu i gradu.

Przyjechałam do Gdańska, a tu pogoda raczej nie zachęca. Głowę urywa na wietrze, grad, mróz i kij go wie, co innego. Całe szczęście, że mam jeszcze kilka dni wolnego, więc nawet do sklepu nie wychodzę. Lękam się o moje życie, gdyż do Greenpeace’u nigdy nie należałam i gałęzie nie są mi przyjaciółmi, szczególnie te, które nisko latają. P. jest przerażona, bo przyjechała z Opola do Trójmiasta, niby to kraina mlekiem i miodem płynąca, a tu za oknem gradobicie, więc pozostaje tylko siedzieć w mieszkaniu i łuskać orzechy z nudów.

Dzięki pani K. oglądacie właśnie to, co działo się wczoraj. Swoją drogą K. założyła wordpressa, zwalając na mnie, że namówiłam ją do tego czynu, co jest całkowitą nieprawdą, bo sama dawno chciała, a ja nie odezwałam się ani słowem 😉 Tak czy siak, szukajcie w odnośnikach.

DSC_0390

DSC_0400

DSC_0435

Co do mieszkania – zmiany, zmiany, zmiany. Raz, że widzę je teraz z innej perspektywy i ciągle trwa u mnie Przyzwyczajeniowy Adapciak. Nie przypuszczałam nawet, że kiedyś będę tu spędzała więcej czasu, a tymczasem – borem lasem – przez wichurę nie wychodzę stąd już 2 dzień (zaczynam się tylko martwić, że jak już się zbiorę na dłuższy spacer, to nadmiar świeżego powietrza mnie zabije 🙂 )  Dwa – zrobiliśmy małe przemeblowanie. Jedynie łóżko S. nie zmieniło miejsca, więc myślę, że niektórzy mogą się trochę zdziwić, jak zobaczą efekty. Dostaliśmy od M. i P. kompleks Wypoczynkowy Bocian, idealny do nocnych maratonów filmowych, w zamian oddając im magiczne pudełko z obrazkami, przez ludność kaczorowego kraju nazwanego telewizorem (który spalił się w czasie przenoszenia, ech). To całe przemeblowanie sprawiło, że jest jakoś bardziej „po domowemu”, o ile można tak powiedzieć o mieszkaniu studenckim.

Co do kaczorów – zamieszkała z nami pewna rodzinka. Proszę Państwa, przedstawiam Wam naszych nowych współlokatorów. Myślę, że przyzwyczaili się już do spania w łazience, a mydła bronią bardzo dzielnie, dlatego dumnam z nich strasznie 🙂 Mam nadzieję, że nie będą zbyt konfliktowi.

kaczki

A w starym mieszkaniu (de facto za ścianą) remonty. Pół dnia chodzą wiertarki, młotki i inne cuda. Ale rezultat miałam okazję zobaczyć i byłam w szoku, gdy na miejscu starej, czerwono – czarnej tapety w „moim” pokoju, zobaczyłam błękitne ściany i gigantyczne łóżko, obok toaletkę, a całe mieszkanie w panelach. Ładnie, muszę przyznać. Ale straciło urok studenckiego życia, obiadów A., polówki w przedpokoju… Jednak to, co mnie rusza zdecydowanie najbardziej, to cisza na korytarzu w tym bloku. Nikt nie trzaska już drzwiami wejściowymi, nie słychać tego charakterystycznego „pstryk” od światła i przestałam się spodziewać, że zaraz przyjdzie B. i zapyta, czy mamy coś do jedzenia 😀 Ech, to były piękne czasy 🙂

A z Tu I Teraz – uczę się gotować. Jak do tej pory to M. i P. zakopcili całe mieszkanie, więc tym razem dym nie był z mojego powodu (ich miód ciągle ma kolor sadzy 🙂 ). K. głodny nie chodzi, a i W. na kopytka się załapał. A skoro żyją do tej pory, to myślę, że jakoś damy radę (ciągle tylko próbuję zrozumieć, dlaczego K. tak bardzo chce dziś zrobić kolację :P).  Poza tym jutro jedziemy do Kwidzyna. Plany są ciekawe, więc myślę, że relacja z tej wyprawy do Miasta Rond będzie na pewno. Jednym słowem: si ju sun, Krokodajls 🙂

It’s not easy bein’ green

Październik 2, 2009

23[1]

Dzisiejszy wpis sponsoruje żaba Kermit :). Jesień przyszła, szaro jakoś, A. wyjechała już do Wrocławia i zwyczajnie brakuje mi zielonego. Poza tym Kermit był moją pierwszą, wielką miłością, więc – przy okazji nadchodzących zmian – zebrało mi się na wspomnienia.

kermit04[1]

Płakałam, gdy on płakał, śmiałam się, kiedy mnie rozśmieszał i wściekałam się na Ciasteczkowego Potwora, gdy ten zjadał Kermitowi drugie śniadanie. W wieku przedszkolnym moja miłość do płazów nie znała granic.

Dorosłam, więc Kermit boleśnie spadł z piramidy moich uczuć i nie jest już na pierwszym miejscu. Jednak nie da się ukryć, że sentyment pozostał. A przecież trzeba czasem obejrzeć Mappety, bo „od nadmiaru inteligencji człowiek by zwariował” (zawsze lepszy Kermit, niż śpiewanie po całym domu piosenki z Troskliwych Misiów, przynajmniej sąsiedzi nie stukają w rury :D).

kermit[1]

W ramach rozrywki w piątek – tygodnia koniec i początek, ostatnia już relacja z praktyk. Tym razem zeszyty. Przyznaję, uśmiałam się. Może na Was nie zrobi to jakiegoś specjalnego wrażenia, ale ja – po sprawdzeniu trzydziestu takich prac – chodziłam z bananem na twarzy. I, jak to mówi M., w takiej sytuacji, gdyby nie uszy, miałabym uśmiech dookoła głowy:):

„Niedaleko zamku żył smok, który w nocy latał nad królestwem i śmiecił.” (nowa wersja legendy o smoku wawelskim miała pointę związaną z segregacją śmieci! :P) 

„Niezgadzam się, bo ponieważ jak komuś pomożesz to on niebendzie twoim przyjacielem albo będzie.” [? :D]

„Nazywam się O. i chodzę do klasy czwartej. Mam 10 i 2/12 lat.”

„Mam na imię K., mam 10 lat, mieszkam w Zielonej Górze. Chcę się z tobą spotkać w FALUBAZIE, BO TO PANY.”

Zawód nauczyciela to jednak ciężki kawałek chleba 🙂