Archive for Styczeń 2010

escape into the music :)

Styczeń 22, 2010

Sytuacje społeczne mające miejsce w autobusach czy tramwajach, może nie są źródłem specjalnie ważnych informacji, ale zwykle świetnie wpływają na moje samopoczucie. Dzisiaj na przykład, byłam świadkiem konfrontacji między dziewczyną w moim wieku, a starszym panem, który na biedaczkę wręcz nakrzyczał, gdy ta odebrała telefon, jadąc autobusem. Donośnym głosem stwierdził, że ma ona „ugotować z niego zupę!”. Kiedy nikt z podróżujących nie zrozumiał jego wypowiedzi, pan X. podkreślił, że „wszyscy powinni iść do salonu, nakupować sobie telefonów za złotówkę i ugotować z nich zupy!”. Osobiście w to nie wchodzę, dla mnie to jednak zbyt ciężkostrawny posiłek, ale przyznaję, uśmiałam się. A sądząc po minach innych pasażerów – nie byłam jedyną osobą, którą to rozbawiło 🙂

Ale nie o tym, nie o tym. Wpis dzisiejszy jest „ku przestrodze”, ponieważ – jak donosi jeden z portali internetowych – synoptycy ostrzegają, że w nocy z niedzieli na poniedziałek temperatura może spaść nawet do -30 st. C. Mnie zastanawiają dwie rzeczy – jaka będzie temperatura odczuwalna i czy będę w stanie założyć na siebie jeszcze jeden sweter tak, by móc się przemieszczać, co już teraz jest nie lada wyzwaniem. „Podziwiam” dziewczyny, które nie noszą rękawiczek, bo mają zbyt długie paznokcie, lub zostawiają czapki w domu, ponieważ szkoda im fryzur. Ja tam wychodzę z założenia: lepiej wygodnie niż modnie, a jedna wizyta w szpitalu pod kroplówką z powodu grypy wyczerpała moje limity na następne 100 lat (fakt, że owinięta szalikami wyglądam jak kluska i na ulicy nikt mnie nie poznaje – pomijam :P). A, jak słusznie zauważył chłopiec na zajęciach w przedszkolu, „trzeba nosić czapkę, żeby uszy nie zamarzły na kość”. I miał, krasnal, rację 🙂 Pomyśleć tylko, że w Rio de Janeiro od kilku dni jest 40 st. C. Na plusie oczywiście…

Nie wiem, jak Wy, ale ja w takie mroźne dni, kiedy staram się z mieszkania nie wychodzić, by nie utknąć w zaspie, bądź na Zaspie, między innymi słucham muzyki. Uwielbiam covery, zwłaszcza, jeśli są lepsze od oryginałów. Ten pan jest zdecydowanie moim podobasem. Nowa zdobycz, którą powtarzam jak mantrę, udając, że potrafię śpiewać:

O facetach słów kilka :)

Styczeń 15, 2010

Dostałam ostatnio maila (od faceta, żeby nie było), którego temat brzmiał: „Dlaczego chłopcy potrzebują opieki?”. Mail ten zawierał wyłącznie zdjęcia, zajrzałam więc do niego z wyraźnym zainteresowaniem (czytanie poważnych rzeczy w okresie sesji jakoś mnie przeraża :P). Obejrzałam sporo fotek, których, myślę, komentować nie trzeba. Najlepsze – moim zdaniem – wybrałam i zostawiam Wam do przemyśleń 🙂

Przyznaję, rodzice dostawali palpitacji serca, gdy wrzucałam do ogniska butelki, które wystrzeliwały w powietrze niczym fajerwerki. Mam za sobą zjeżdżanie z górki, prosto na wystający korzeń, jedyny na drodze. Notorycznie spadałam z kamieni/płotu/trzepaka, wlazłam na gwoździa, znak drogowy, a nie tak dawno na słupek, stojący na środku chodnika (na swoje usprawiedliwienie dodam, że akurat to jest winą mojej wadliwej koordynacji wzrokowo – ruchowej, o czym mogą poświadczyć wszyscy pracujący ze mną wfiści). Mam za sobą historię, jak to któregoś dnia postanowiliśmy z misiem gotować jajecznicę. Niestety, zgubiłam jajko i trzeba je było czymś zastąpić na plastikowej patelni. W szufladzie znalazłam opakowanie tabletek na gardło, postanowiłam je wykorzystać. Chyba nie muszę mówić, że po ugotowaniu jajecznicy z tylu jajek, trzeba ją było zjeść (w dzisiejszych czasach już dawno zająłby się mną psychiatra, a to przecież wina misia, że zgubił – pierdoła – jajko)…

Jak widać, jestem wyjątkiem potwierdzającym regułę, że dziewczynki są spokojne i nie przysparzają rodzicom (aż takich) zmartwień. Historii, których głównymi bohaterami byli chłopcy, słyszałam znacznie więcej, co potwierdzają tylko wyżej zamieszczone zdjęcia. Przytaczać ich nie będę, myślę, że każdy czytający ten wpis facet doskonale potrafi odtworzyć je w głowie. Jednak z doświadczenia mojej – choć krótkiej (aczkolwiek ma się to zmienić w najbliższym czasie) – pracy z dziećmi, wiem, jak dziwne i niespodziewane pytania zadają chłopcy i jakie ekstremalne pomysły przychodzą im do głów. I jeśli któraś z dziewczyn myśli, że „oni z tego wyrastają”, radzę się pożegnać ze złudzeniami, ja już dawno tak zrobiłam 🙂

Najbardziej zaskakujące jest jednak to, że w przypadku mężczyzn, takie – intuicyjne? – pakowanie się w kłopoty i często infantylne sytuacje, staje się ich pożądaną cechą charakterystyczną. Większość z nas – kobiet lubi przecież typ nawiedzonego rock’n’rollowca, ja osobiście za takim przepadam. Nic dziwnego, że to właśnie kobiety mają instynkt macierzyński, nawet, jeśli nie posiadają dzieci (taki facet potrafi zadbać o piwo w lodówce, z ciepłym obiadem już gorzej). Panie lepiej też sprawdzają się w roli pielęgniarek, które w małym palcu mają opatrywanie ran i wszelkiego rodzaju zadrapań, czy to po wejściu na drut kolczasty, czy upadku po jeździe na rolkach bez ochraniaczy. Ktoś przecież tymi chłopcami musi się opiekować, często do końca życia 🙂 A podobno: „Jeśli mężczyzna robi coś bardzo głupiego, to zawsze z motywów najszlachetniejszych”. Podobno 🙂

BTW specjalne pozdrowienia dla Cz., który wczoraj obchodził urodziny, a ja – sierota – zapomniałam. Kajam się w tym miejscu, życząc mu spełnienia marzeń 🙂

Urodzinowe sto lat również dla M. . Kolejne Twoje urodziny w podobnym gronie, również z balonami, oby tak dalej 🙂

Pan da tę pandę :)

Styczeń 11, 2010

Zaczęło się. Każdy student doskonale zna zdanie: „Pan da tę pandę…” i znienawidzone słowo „Sesja”. Mnie ten czas jakoś specjalnie nie przeraża (zaletą III roku jest niewielka ilość egzaminów. Wadą natomiast licencjat, który sam pisać się nie chce, zupełnie nie rozumiem, dlaczego). Zaobserwowałam natomiast dwa bardzo charakterystyczne typy studentów, szczególnie ciekawe właśnie podczas sesji, każdy ze swoich własnych powodów.

Typ pierwszy: Pinki Łinki Plastik Girl

Cechy charakterystyczne: Cyce jak donice, odpad materiałowy stylizowany na spódnicę.

Wiedza: Jeśli chodzi o wiedzę tego typu studentów (głównie płci sfeminizowanej), zdania są podzielone: wykładowcy twierdzą, że uczyć się trzeba. Potencjalna Pinki Łinki Plastik Girl uważa jednak, iż „Królowa jest tylko jedna”, więc od wiedzy pospólstwa oddala się najdalej, jak tylko może, twierdząc, że „tym zajmie się jej menadżer”. Doskonali jednak umiejętności praktyczne – do perfekcji opanowała przyklejanie prawą ręką kryształów do tipsów lewej dłoni.

Typ drugi: Dexter

Cechy charakterystyczne: Bryle jak denka od butelek, sweter z szafy dziadka.

Wiedza: Dexter posiada wiedzę kosmiczną, odwrotną do tej, którą prezentuje osobnik Typu Pierwszego. Do snu czyta encyklopedię, bądź ciekawostki z zakresu fizyki kwantowej. Przejawia zachowania antyspołeczne. Wróży mu się karierę programisty portalu Miejsca Spotkań.

Oba te typy fascynują mnie niesamowicie i za ciekawy moment uważam możliwość ich obserwowania. Chociaż osobiście nie zaliczam się do żadnego z nich, podziwiam ich (na swój sposób), a w czasie sesji życzę powodzenia.

Ja natomiast czekam na wiosnę. Mam już dość chodzenia w dwóch szalikach, ubrana na cebulę tak wielką, że gdyby mnie przewrócić w okolicach pagórka, spokojnie bym się z niego sturlała.

Wiosną wszystko robi się przyjemniej: przyjemniej się uczy, przyjemniej wstaje się na uczelnię – nawet w niedzielę – w ogóle wszystko jest ciekawsze, kiedy słychać, jak rośnie trawa, a świat „zazielenia się na śmierć”. Kupię sobie koszulkę z Kermitem i wtopię się w tło 🙂

Są tacy, którzy zarabiają całkiem niezłe pieniądze na tej ludzkiej tęsknocie do ciepła i słońca all day long, oferując ceny promocyjne zagranicznych wycieczek. Reklama jednej z nich powaliła mnie na kolana: „Jedź na wycieczkę, a otrzymasz srebrną łyżeczkę!”. Dosłownie 🙂 Za cenę tych zagranicznych wojaży kupiłabym sobie cały komplet, a nie jedną sztukę. Ale jeśli takie mają być dla niektórych „pamiątki z podróży”, to nie wnikam, może być i jedna łyżeczka. Za to specjalna, bo srebrna 😀

– dni, których jeszcze nie znamy –

Styczeń 4, 2010

2009 za nami. Cieszę się, że już zagościł w przeszłości, chociaż nie uznaję minionego roku za stracony. Było w nim mnóstwo fajnych momentów, szczególnie jeden wielki z magiczną datą 04.04 i niech tak zostanie. Były łzy, przyznaję, ale było też mnóstwo roześmianych twarzy. Mieszkanie z dziewczynami, ptactwo za ścianą, maratony filmowe, których jednak mi brakuje, chociaż ostatnio nadrabiamy je z A. i W. przy uśmiechniętych kanapeczkach – jedynej potrawie, która zawsze mi wychodzi 🙂 Były emocje: te małe i wielkie, które teraz objawiają się szczelnym zamykaniem okien i pewniejszym stąpaniem po ziemi. Cieszę się, że w tym nowym, 2010, spotykamy się wszyscy w tym samym gronie, a nawet większym.

Żałuję, że w moim kalendarzu zabrakło miejsca na wpisy naprawdę ważne. Na te chwile nagłego szczęścia (bo jesteśmy). Zbyt wiele znalazłam w nim pośpiechu, telefonów do wykonania, spraw do załatwienia. Postanowień noworocznych nie robiłam, ale może teraz się to zmieni. Mam nowy kalendarz.

A na Nowy Rok kącik „Agata poleca”, czyli co warto zobaczyć.

Uwielbiam filmy, których fabuła mnie intryguje i pod koniec nie mam pojęcia, czy je dobrze zrozumiałam, ale jestem przekonana, że chętnie obejrzałabym je raz jeszcze. Lubię też magię, bo troszkę przenosi mnie w czasy dzieciństwa, kiedy to wszystko było niezwykłe i zagadkowe. Do takich filmów należą zdecydowanie „Prestiż” i „Iluzjonista”, oba z 2006 roku, więc obsada specjalnie nie zaskakuje. Są jednak tak zakręcone, że radzę oglądać uważnie. Jest to mój ulubiony klimat filmów z naprawdę świetnym tematem, więc polecam gorąco 🙂

Gdyby ktoś znał podobne, będę wdzięczna, chętnie zobaczę 🙂

Kolejna rzecz to piosenka, która za mną chodzi, a wydaje mi się, że świetnie komponuje się z dzisiejszą notą, zwłaszcza z kącikiem, wiec miłego słuchania. Ladies and Gentlemen I give You „One Republic” :

I rzecz ostatnia – reklama, bo uważam, że rzeczy dobre reklamować trzeba. Tym sposobem przypominam się również pani K., z którą ugadane jesteśmy na coś podobnego, nie mówiąc już o tym, że obiecała wpaść do Gdańska na herbatę, a z Torunia jej jakoś ciągle za daleko 🙂 http://www.kamilwysocki.com/load.php?act=l20

Tym sposobem do zobaczenia już w Nowym Roku 2010. Najważniejsze jest i tak to, co przed nami 🙂

xxxx

xxxx

/   * * *

– Szczęście? Dla mnie to chwila, która się nie spieszy, gdy piję herbatę. Nie sama, zawsze na dwa kubki.

– A miłość?

– Miłość to te dwa kubki.   /