Archive for Luty 2010

– wiosna –

Luty 28, 2010

Wróble się naćwierkały – wiosna przyszła. A wraz z nią rozpoczęły się pielgrzymki, bynajmniej nie do Częstochowy. Ja, skuszona ładną pogodą, a zmuszona przez A. , też postanowiłam przejść się po plaży. Okazało się, że molo w Gdańsku jest czymś w rodzaju miejsca kultu i dostać się na nie wcale nie było tak łatwo. Nie wiem, co zaskoczyło mnie bardziej: rolkarze, którzy jeździli mimo ciągle leżącego śniegu, handlarze watą cukrową – jak na odpuście, „numerek 24 zapraszam po odbiór” w knajpce z rybą, kiedy jeszcze tydzień temu przebijałam się przez zaspy śnieżne? Wszystko wyglądało trochę tak, jakby wiosna obudziła pół Gdańska z zimowego snu. I chociaż moja pogodynka pokazuje tylko 5 stopni na plusie, widok spacerowiczów bez kurtek nie był rzadkością.

Jednak lubię te uroki, jakie roztacza wczesna wiosna. Rosnę w podziwie.

Reklamy

‚Chocolate, men, coffee: some things are better rich’ :)

Luty 25, 2010

Nie jestem specjalną fanką kawy. Owszem, piję, ale okazjonalnie i raczej ze zmęczenia, niż z zamiłowania do jej smaku. Lubię jednak na nią patrzeć i myślę, że znajomość z baristą byłaby dla mnie spełnieniem marzeń. Zwrot: „Wpadnij na kawę” nabrałby nowego znaczenia 😛 Jeśli jeszcze nie spotkaliście się ze sztuką parzenia kawy, wklepcie na jutuba „Latte art” i zobaczcie filmiki, a zrozumiecie, że można się tym zachwycić 🙂 Ja zamieszczam zdjęcia, bo liczy się efekt końcowy:

Pozostaję jednak wierna herbacie. Słuchałam ostatnio wywiadu z babeczką, która zarabia na życie tym, że pija herbaty i opowiada o nich. Długo rozważałam zmianę zawodu 😀 Mogłabym kolekcjonować filiżanki, mieszkać w sklepie sieci Five o’clock i patrzeć na to godzinami:

Co do rzeczy, którym długo mogłabym się przyglądać (a uciekając trochę od tematu kofeiny/teiny), jest również fragment filmu „Nine”. W roli głównej Fergie. Chociaż film mnie nie zachwycił, a nawet uznałam go za dość nudny, ta scena ogromnie mi się podoba:

Prawdopodobnie wynika to z faktu, że moja koordynacja wzrokowo – ruchowa jest wadliwa, nad czym ubolewam, więc nigdy nie uda mi się tak poruszać biodrami, żeby nie oglądać podłogi z baaardzo bliska 😀

To byłoby tyle na dziś.

Sajonara 🙂

:)

Luty 24, 2010

Do kina chodzę rzadko – to jedno z tych miejsc, w których trzeba się zachowywać: nie wolno pokazywać palcami, komentować tego, co się ogląda, nawet jeść trzeba cicho, a co to za przyjemność, kiedy nie mogę łapką zamerdać w pudełku popcornu, jak w maszynie losującej… 😀

Jednak dziś wpis pod hasłem „Cuda się zdarzają”, bowiem Agata wygrała 4 bilety do kina (to ten cud) i z mieszkania wyjść musiała (tylko głupi siedziałby na tyłku, kiedy może zobaczyć coś, czego jeszcze nikt przed nim (legalnie) nie widział :P) 🙂

Kliknęło mi się parę razy z rozpędu w linka na portalu pod nazwą Wiesi i Poldka, a 3 dni później dostałam wiadomość, że oto jestem posiadaczką 2 podwójnych zaproszeń. Miło, że w tym kraju dają ludziom coś za darmo 🙂 Żeby było śmieszniej, bilety były na pokazy przedpremierowe, więc z racji tego, że zaszczyt kopnął mój zadek, zabawię się w recenzenta i postaram się opowiedzieć o filmach, zachęcając Was lub zniechęcając do tych produkcji.

„W chmurach”. Teoretycznie połączenie komedii i dramatu. Teoretycznie, bo ja na filmie jakoś specjalnie się nie uśmiałam, a i słowo „dramat” kojarzy mi się z czymś zupełnie innym. Tak czy siak, jeśli macie zamiar wybrać się na romantyczną randkę do kina – nie polecam, bowiem motywy przewodnie (zwolnienia z pracy vs samotność) są smutne, a wnioski, jakie powinno się wynieść z całości –zbyt banalne, by chciało się poświęcić chwilę na refleksję po wyjściu z sali. Poza tym, po kobiecemu, zawiodłam się, bo licząc na kreacje rodem z „Seksu w Wielkim Mieście” dostałam szare żakiety, a te były dalekie od moich wyobrażeń mieniącego się barwami Wielkiego Świata.

Mimo wszystko film ogląda się przyjemnie (to dobre słowo), tak, jak większość produkcji  USA: przystojny pan i ładne panie, lotniskowe terminale, druhny rządkiem przed ołtarzem, kariera i rodzina, seks bez zobowiązań, nawet alkohol w ładnych szklankach – niczego, co amerykańskie, w filmie nie zabrakło (no, może z wyjątkiem prezydenta na tle Białego Domu). Przyjemnie pomyśleć, że ludzie potrafią się zmieniać (a przynajmniej starają się to robić, nawet, jeśli nic im z tego nie wychodzi). A na koniec  westchnąć, że wszędzie dobrze, ale w domu najlepiej 🙂

Co do „Wilkołaka” – no, cóż, ciężko mi coś powiedzieć, bo przez większość filmu zasłaniałam rękami uszy, a twarz wbijałam w oparcie fotela bądź w ramię K., który bezczelnie się ze mnie śmiał i ani drgnął przez cały seans.

Widziałam już filmy, które naprawdę siadają na głowę („Widmo” – ooobrzydliwe), a tu scenariusz był wyssany z palca, jak powiedziała dziewczyna na widowni:  „pewnie nie mieli już o czym filmów robić”, więc zabrali się za odgrzewane kotlety z wilkołaka. Muszę jednak przyznać, że krew się lała, głowy i wnętrzności latały, a odgłosy były tak straszne, że ręce na uszach niewiele mi dawały. Po prostu wolę komedie 🙂

Może i byłam jedną z nielicznych osób na widowni, na której jelita na podłodze „robiły wrażenie”, ale i tak cieszę się, że należę do grona tych, którzy „kiedyś coś wygrali”, miłe uczucie 🙂 A to, jaki film się ogląda, chyba nie jest najistotniejsze. Ważne, że w dobrym towarzystwie 😀

Kamil foci Agatę

Luty 19, 2010

Więcej na http://www.kamilwysocki.com/ lub http://kamilwysocki.com/wordpress/, zapraszam 😀

Tak, teraz mogę jechać do Mediolanu, kupować szpilki od Louboutina, ubierać się u Prady, a zamiast torebki nosić pod pachą pudla 😛

Musca domestica :)

Luty 18, 2010

Nic mnie tak nie bawi, jak maile od D. Tym razem tytuł wiadomości brzmiał: „Co robić, gdy nudzi Ci się w pracy?”. Na myśl przyszło mi natychmiast mnóstwo pomysłów (student na nudnych wykładach zawsze przecież jakoś zorganizuje sobie czas), jednak do czegoś takiego kartka i ołówek nie wystarczą:

Zastanawiające jest, gdzie pracuje osoba, która wpadła na ten pomysł i miała pod ręką aż tyle much 😛

Tak czy siak, chociaż mucha to zwierzę głupie, co siada na kupie, oby było ich jak najwięcej. Bo – jak mówi stare ludowe porzekadło – „Srały muchy, będzie wiosna, będzie trawa lepiej rosła.” 😀

Kermit,aj low ju!

Luty 16, 2010

Dzięki połączonym siłom kwidzyńsko – warszawskim (:*) Kermit mieszka już w mojej szafie. Bez skrępowania mogę mu teraz wyznawać miłość. Przynajmniej mam z głowy ekspedientki, które dziwnie mi się przyglądały, gdy robiłam to w sklepie.

Muzycznie na ostatki:

O zimie i Zielonym Mieście pełnym strachu

Luty 9, 2010

„Myślę sobie, że ta zima kiedyś musi minąć. Zazieleni się, urośnie kilka drzew (…)”, chciałoby się zaśpiewać za Voo Voo. Tymczasem za oknem – bez zmian- śnieżne zaspy, a słońce jeszcze zbyt nieśmiałe, żeby się im postawić. Tak to widzę. Ciągle śpię w skarpetkach z tyłkiem przy grzejniku odkręconym na maksa, a i tak mam wrażenie, że kuper mi marznie (chociaż może jestem już przewrażliwiona).

Oglądam zdjęcia na różnych portalach i dochodzę do wiosku, że podobne widoki w Polsce też by się znalazły:

Mimo wszystko – jestem optymistką. Przeglądam na aukcjach internetowych baleriny i kupuję bluzki na krótki rękawek. Wiosna mnie nie zaskoczy, wręcz przeciwnie – jestem do niej przygotowana i czekam z utęsknieniem. U mnie w głowie i tak już od dawna rosną konwalie  🙂

Z przerażaniem czytam i oglądam, co dzieje się w moim Zielonym Mieście:

http://www.tvn24.pl/12690,1642145,0,1,zielona-gora-w-strachu-setka-policjantow-na-ulicach,wiadomosc.html

http://www.tvn24.pl/-1,1642350,0,1,gwalciciel-przyszedl-na-poczte,wiadomosc.html

Aż strach wyjść na ulicę, skoro są ludzie, którzy mają tak nierówno pod sufitem. Na takie okoliczności powinno się wystawiać papiery koloru żółtego. Brak mi słów. Współczuję tym dziewczynom, ciesząc się poniekąd, że jestem teraz w Gdańsku i dalej, niż 100 km w najbliższym czasie się nie wybieram.

Chociaż mam mieszane uczucia: uważam, że media sieją panikę. Może nie tyle w młodych dziewczynach (młodość zaprząta sobie głowę innymi sprawami), co w ich przerażonych rodzicach. Po ziemi chodzi pewnie więcej takich ludzi, ale zasiane ziarenko strachu kiełkuje, zwłaszcza w mieście niewielkim, jakim jest Zielona Góra. Dla mnie relacja urzędniczki niewiele do sprawy wnosi, skoro i tak policja na pocztę się nie pofatygowała. Z drugiej strony, gdyby problemu nie nagłośniono, nie byłoby żadnej reakcji ze strony społeczeństwa. Tak czy siak, ciężko. Mam tylko nadzieję, że przeczytam niedługo o końcu tej psychozy…