Archive for Marzec 2010

Happy Easter Everybunny!

Marzec 30, 2010

Wiosna już pełną gębą, a z nią pierwsze grille pod akademikami, więcej ochoty do pracy (może mój licencjat się w końcu doczeka) i słonkooo 🙂 Nareszcie można wozić się jak Star z piaskiem, zakładając przeciwsłoneczne okulary 🙂

Na ten cudny czas, polecam produkcję z moją ulubioną Rachel McAdams w roli głównej. Film trochę sentymentalny, raczej dla kobiet, bo gdy ja zalewałam się łzami, K. ani drgnął. Jednak już od kilku lat trzymam się przekonania, że ta kobieta ma jeden z najpiękniejszych uśmiechów wśród aktorek i „The time traveler’s wife” tylko mnie w tym utwierdził.

Muzycznie piosenka reklamująca nową kolekcję Big Star, ślicznaaa:

A w naszej lodówce już siedzą pisanki 🙂

Taaak, razem z wiosną przychodzą mi do głowy różne pomysły. Dziwi mnie tylko, że moi współlokatorzy, otwierając lodówkę, nie pytają już: „Kto to zrobił?”, tylko: „Znów Agata?” 😛

Na święta, już dziś, chciałabym Wam życzyć mokrego dyngusa, smacznego jajka (z tym ostatnim nie przesadzajcie, bo jajka i cholesterol – jak dzieci w przedszkolu – lubią chodzić parami 🙂 ), a przede wszystkim dużo, dużo miłości, bo every bunny needs some bunny to love 😀

Reklamy

Kuchnia z Agatą

Marzec 24, 2010

Zwykle, gdy Agata zabiera się za pieczenie ciast, to albo wyglądem przypominają węgiel, albo ma się wrażenie, że pochodzą z epoki kamienia łupanego. No cóż, przywykłam, że zwalam winę na piekarnik. Tym razem jednak w naszej kuchni doświadczyłam cudu: wyszło, po prostu wyszło mi ciasto 🙂 Być może dlatego, że w przepisie napisane było: „Dla tych, którzy nawet wodę potrafią przypalić”, nie wnikam. Nie wpadłam na to, żeby zrobić zdjęcie, a szkoda, musicie jednak uwierzyć na słowo, że coś tam potrafię. I tym razem nie był to placek z pudełka, ha!

Uradowana tym faktem, podaję przepis, gdyby ktoś chciał spróbować (i mam dziwne przeczucie, że dziewczyny z Miasta Rond się skuszą :P):

Ciasto marchewkowe:

Składniki:

– 2-3 jaja (ja dałam 3)
– 1 szkl. cukru
– 1 szkl. mąki
– 2 szkl. utartej marchwi
– 1 łyżeczka: proszku do pieczenia, cynamonu, sody
– szczypta soli
– ¾ szkl. oleju
– ½ szkl. siekanych orzechów

Jak to zrobić, żeby się wyrobić?

Jajka, cukier, mąkę, proszek do pieczenia, cynamon, sodę, olej oraz sól potraktować mikserem. Dodać marchew i orzechy, dokładnie wymerdać.  Piec około 1h w temperaturze 170-180 st. C. Nasz piekarnik męczył się 1,5h, aż uznałam, że nikt się nie zatruje.

Lubię naszą kuchnię. Szczególnie w czasie imprez, bo – jak pisała pani Ewa Andrzejewska – „(…) w czasie przyjęcia zajrzyj do kuchni / w kuchni ludziska bardziej poufni (…)”. A no, prawda, prawda 😀 Ale jest więcej powodów – fajne rzeczy można tam stworzyć:

Książki dla dzieci – źródło inspiracji dla studenta 🙂

Wiosna, ach, to ty:)

Marzec 21, 2010

No i jest – poprzedzony Ogólnopolskim Dniem Wróbla – PIERWSZY DZIEŃ WIOSNY 🙂 Marzanny nie topiłam (O. z C. to zrobili – jestem w stanie wyobrazić sobie ich Emo Marzannę :P), ale swoje odświętowałam, wrzucając zimowy płaszcz na dno szafy i wykorzystując ostatnią szansę jazdy na łyżwach z S. i M. (dzięki, Chłopaki 🙂 ). Kręgosłup boli mnie już 3 dzień, ale wywaliłam się tylko trzy razy: 1) bo mnie nie uprzedzili, że lód jest troszku śliski 2) bo mi jakiś dzieciak zajechał drogę (ale głośno krzyczałam do pana, na którego wpadłam, że na niego wpadam :P), 3) bo sztuką jest zakończyć z klasą prosto przez ochroniarzem, który obwieszcza „Koniec jazdy!”. I tak uważam, że – jak na pierwszy raz w życiu na łyżwach – poszło mi nieźle, bo nie byłam osobą, która kurczowo trzymała się barierki. Dumnam 🙂

Tak czy siak, teraz już tylko czekam na konwalie, moje kolorowe baleriny i dużo, dużo słońca 🙂

Ania foci Agatę

Marzec 19, 2010

Mam kłopot z pudlem. Nie mieści się w torebce.

Więcej Ani na http://fissha.deviantart.com/

‚Mamusię oszukasz, tatusia oszukasz, ale grawitacji nie oszukasz!’ :D

Marzec 16, 2010

Zabawy traumatyczne :)

Marzec 16, 2010

Mieliście w swoim życiu przygody, które zakończyły się bliznami/szwami/guzami itp? Ja żadnej aż tak traumatycznej nie pamiętam. Owszem, skakałam z huśtawki, rozdzierając portki na zadku o wystające gwoździe, będąc nad morzem biegałam po kamieniach, nie zwracając uwagi, że skoro są zanurzone w wodzie, to siłą rzeczy MUSZĄ być śliskie, raz nawet pobiłam się z kogutem (on zaczął!)…

Po przeczytaniu „Wielkiej księgi zabaw traumatycznych” doszłam jednak do wniosku, że mam niespecjalnie rozwiniętą wyobraźnię, bo moje zabawy zwykle kończyły się jedynie zadrapaniami. Pomysły niektórych internautów, jak mówi pani K., „złamały mi klatę” 😀 I mam nadzieję, że nigdy nie będę świadkiem, jak dzieci wkładają palce do temperówek (btw wiedzieliście, że na Pomorzu mówi się „ostrzałki”/ „ostrzynki”? :P), urządzają rodeo na krowie, czy wkładają stopy w rowerowe szprychy. Takie historie śmieszą po fakcie, ale widoku krwi wolałabym sobie oszczędzić 🙂

Przykładów szukajcie tutaj

http://www.joemonster.org/art/13520/Wielka_ksiega_zabaw_traumatycznych_CXC ,

http://www.joemonster.org/art/8511/Wielka_ksiega_zabaw_traumatycznych_CXXVIII

lub tu http://www.joemonster.org/art/13633/Wielka_ksiega_zabaw_traumatycznych_CXCII . Uprzedzam jednak, że niektórych internautów poniosło,więc ich szczegółowe opisy mogą być troszkę drastyczne 🙂

Muzycznie uważam, że to bardzo ciekawy cover

:)

Marzec 10, 2010

Przyznaję, należę do tych osób, które zachwycają się mnóstwem rzeczy (zazwyczaj wydając z siebie głośne: „Jaaaa!” w miejscu publicznym;/ Nie mogę pozbyć się tego nawyku). Odkryty niedawno sklep z herbatami mnie zachwyca (Mamo, Tato, chcę tam zamieszkać!), dobre filmy też mnie zachwycają (chyba, że mówimy o „Słyszeliście o Morganach?”, bo to dno, pomimo tego, że uwielbiam nieogar na twarzy Hugh Granta).

Ale – jak w przypadku obrazków na kawie – sztuka przybiera różne formy. I tym razem siedziałam przed komputerem, zastanawiając się, dlaczego, kiedy ustawiałam się w kolejce po talent, ktoś mi nie wskazał tabliczki z napisem „Wrong way”. Zdolności manualne nigdy się mnie nie trzymały, a takie cuda zawsze można byłoby opchnąć na allegro 🙂

Proszę Państwa, dzisiaj przed Państwem origami:

Aż się wierzyć nie chce, że coś takiego można zrobić z papieru 🙂 Gdyby ktoś chciał spróbować – polecam:

Bo – jak mawia R. – „najlepsze pomysły wpadają do głowy w miejscu, do którego nawet królowe chodzili piechotą” 😀

flower power

Marzec 8, 2010

Drobne marzenia jednak się spełniają – dostałam od K. dwie „kwitnące herbaty”. Problem polega na tym, że ww herbaty średnio kwitną. Owszem, mała kulka przeobraża się w coś na kształt wodorostów, ale żebym miała kwiat w dzbanku – jak na filmiku kilka wpisów temu – to nie. Cierpliwie merdałam łyżką, czekałam, ale chyba moje obserwacje musiały ją speszyć, bo odpadło od niej kilka liści i wsio, na tym koniec.

Mimo wszystko, tak pięknie wypuszczała bąbelki powietrza, że już zaczęłam sie cieszyć, jak to ze „środka na pewno wyskoczy jakieś zwierzątko i będę je karmiła, i głaskała, i kochała!” 😛 Niestety. Ale w przyszłości planuję kupić kota. Nazwę go Kermit 🙂 Jednak, chociaż mój prezent nie wyrósł tak, jak obiecywały jutubowskie reklamy, była pyszna i chyba o to chodziło, a nie liczy się przecież, co się dostaje, ale sam fakt, że ktoś się dla nas stara 🙂

Jak już o kwiatach mowa – przytaczam krótkie wyjaśnienie niektórych nazw, oczywiście dzieło Batmana:

  • Piwonie („piwo” + ”nie”) – kwiatki dla abstynentów
  • Żonkile („żona” + z ang. „to kill” ) – rośliny do zabijania żon
  • Tulipany („tulić” + „pan”) – kwiaty dla romantyków ze skłonnościami do: „Przytul misia…”
  • Na zakończenie kwiatostany („kwiaty” + „Stany”), czyli amerykańskie podejście do florystyki 🙂

W głowie muzycznie już długi, długi czas, a od dziś (dzięki W.:*) również w telefonie:

„She wants companionship, love, children. And jewellery.”

Marzec 7, 2010

Za Dniem Kobiet nie przepadam. Podobnie jak za Walentynkami, Dniem Dziecka itp. Jak dla mnie, te święta powinny być obchodzone codziennie. Nie potrzebuję doszukiwać się w sobie kobiety raz w roku, bo ja swoją kobiecość świętuję każdego dnia, chociaż preferuję spodnie. Inna sprawa, że „ja noszę spodnie kiedy chcę” i jest to mój świadomy wybór, bo faceci takiego wyboru nie mają 🙂

Nie przekreślam jednak takich dni, bo do świętowania każdy powód jest dobry. Lubię konkursy „Tylko dla pań”, bo większa szansa na wygraną. Promocje w sklepach, gratisy do zakupów i darmowe próbki też. No, cóż, wszak jestem kobietą asertywną: „Nie pogardzę”. Lubię obejrzeć film w dobrym towarzystwie, bo przynajmniej mam wymówkę, że „dziś nic nas nie goni – przecież wszyscy świętują” (a najbardziej kwiaciarki 😀 ).

Skoro jesteśmy w temacie kobiet – Artur Andrus na swoim Bloogu Niecodziennym  http://arturandrus.bloog.pl/ poruszył ciekawy wątek, mianowicie: komplementy. Pozwólcie, że zacytuję te, które mnie najbardziej rozśmieszyły:

  • „Bardzo ładnie się pani nadwaga rozkłada”.
  • „Zdarzyło mi się usłyszeć od znajomego, że wyglądam z tyłu jak Porsche Boxter. Do dziś nie wiem, czy chodziło o styl, czy gabaryty – wolałam nie dopytywać”.
  • „Kiedyś będąc w klubie, usłyszałam od pewnego mężczyzny bardzo miły komplement: Ej ty, fajno żeś jest z ryja”.
  • „Usłyszałam od swojego narzeczonego, że mam nos jak wloty powietrza w F-16. Zazdroszczę pani, która wygląda jak Porsche”.

Ciekawe okazały się też komentarze do wpisu:

  • „Jesteś mi tak bliska jak drewno do ogniska”.
  • „Jesteś piękna jak 100 zł znalezione przed wypłatą.”
  • „Jesteś lepsza od smalcu.”

Poezja 🙂 Polecam lekturę, chociaż myślę, że każda dziewczyna mogłaby dopisać własny komentarz do takiego tematu. Bo, chociaż czasem są to teksty z kosmosu, prawda jest taka, że my – kobiety, kochamy facetów z wyobraźnią 😀 Dla przykładu, ja od K. usłyszałam: „Pachniesz wanną.”, innym razem „Pachniesz Oplem.”… 😀

Prawda o nas ( ta na pieeerwszy rzut oka) prezentuje się natomiast tak:

A ja? No cóż, przyznaję, wzdycham na komediach romantycznych i – jak większość dziewczyn – wychodzę z założenia, że „pieniądze szczęścia nie dają, dopiero zakupy”. Jednak na tapecie w komputerze nie mam Roberta Pattinsona. Czy wszystko ze mną w porządku?! 😛

‚Indyjski’ rock :)

Marzec 3, 2010

Lofciam ich 😀