Archive for Kwiecień 2010

Stresogennie? Nie! Chwilopylnie :)

Kwiecień 24, 2010

Mam nową pasję. Przeglądam okładki Vogue’a.

Lubię też zaglądać ludziom przez okna. Patrzeć, jakie mają kolory ścian, co ustawiają na parapetach, czy ktoś w ogóle wiesza jeszcze obrazy. Raz zauważyłam fototapetę – fuj. Innym razem, jeszcze latem, w doniczkę ktoś wbił patyk z głową Barbie. Kripi. Ale na przykład widok chłopaka gotującego w kuchni i dziewczyna, która podchodzi, żeby dać mu cmoka jest już przyjemniejszy, prawie jak na filmach. No cóż, niektórzy ignorują rolety, nawet, jeśli mieszkają na parterze.

Hubbę Bubbę też lubię. Uwielbiam. Dinozaury musiały wyginąć, żeby mógł urodzić się człowiek, który ją wymyślił 🙂

A muzycznie:

Moje sposoby na odreagowanie licencjatowego stresu.

Reklamy

Latawce, wiatr i kalambury

Kwiecień 18, 2010

W dzieciństwie nie było mi dane bawić się latawcem. W zasadzie sama nie wiem, dlaczego, bo – jak się okazuje – to bardzo fajna zabawka. Problem polega jednak na tym, że troszkę nam nie działa tak, jak powinna 😛

Próbowaliśmy różnych sposobów, żeby nasz latawiec wzniósł się w górę:

Jednak on latać nie chciał…

…a my nie mieliśmy pojęcia, jak go do tego namówić.

Co nie przeszkodziło nam w dobrej zabawie,

a mi pozwoliło na rozwijanie umiejętności portretowania.

Jednym słowem: latawce i tak są fajne, nawet, jeśli nie latają 😀 Więcej na http://kamilwysocki.com/wordpress/ 🙂

Co do fajnych rzeczy, muszę wspomnieć ostatnie spotkanie u nas w mieszkaniu. Dzięki A. odkryliśmy bowiem kolejną studencką grę, mianowicie „Pictionary” czyli tzw. „Kalambury”. Jakie to są emocje! 😀 Dobrze, że mamy fajnych sąsiadów, bo gdyby wezwali policję za zakłócanie ciszy nocnej, to panowie mundurowi mogliby się zdziwić, że grupa studentów siedzi przy grze planszowej i rysuje hasła typu: „kompost”, „flaming”, „sztafeta” czy jeżozwierz” 🙂

Nad przebiegiem gry czuwał pomysłodawca i sędzia w jednej osobie 🙂

Lubię te nasze spotkania 🙂

„Mam smoka i nie zawaham się go użyć!”

Kwiecień 14, 2010

Jak poinformował mnie jeden z portali o filmach, DreamWorks Animation postanowił zareklamować kolejną część przygód zielonego ogra „Shrek Forever” w niecodzienny sposób. No cóż, żyjemy w czasach, gdzie animowane kadry z filmu mogą już nie wystarczyć.

Sesja, która ukaże się 20 kwietnia w magazynie Vman, według twórców filmu, jest jednak… „zbyt ostra” (co swoją drogą można poddać osobnej dyskusji). A szkoda, bo mnie te obrazki, o dziwo, przekonują. Znudził mi się już schematyzm filmów o Shreku i księżniczce Fionie, więc uważam, że taki pomysł to dobry pomysł. A na pewno kasowy. Bo teraz, czy DreamWorks Animation tego chce czy nie, po nagłośnieniu sprawy, fani pobiegną do sklepów, żeby zdjęcia zobaczyć.

Poniżej zwiastun filmu i obrazki, o które tyle szumu 🙂

Fociła Ellen von Unwerth.

No i mam. Ostateczny termin oddania pracy (i po co było mi to w mailu wielkimi literami pisać? przecież wieeem 😦 ). A wraz z nim skończyły się wszystkie moje pomysły na ten licencjat. Ale piszę, piszę. Jak coś, to „mam smoka i nie zawaham się go użyć! 😀 Tylko, że po tym wszystkim będę musiała poddać się jakiejś terapii. O, już mi oko lata…”

Alf, tatuaże i gotowanie na ekranie :)

Kwiecień 13, 2010

Pamiętacie Alfa z planety Melmac, który zamieszkał u Tannerów po tym, jak jego statek kosmiczny rozbił się na dachu ich domu? No cóż, internet to zło, które zawsze podsunie mi najciekawsze seriale z dzieciństwa, żeby tylko odciągnąć od nauki 😛 O dziwo, Alf był chyba jedynym stworem, którego się nie bałam (co innego trauma po każdym odcinku Muminków). Buszując po internecie, znalazłam takie oto zdjęcia:

Jak widać, niektórzy nadal szukają inspiracji w tej postaci, pomimo, że serial już dawno przestał być nagrywany. Nie jestem tylko pewna, czy postępują słusznie 🙂

Przyglądając się tatuażom z Alfem, natrafiłam też na takie obrazki:

Ciężko mi wyobrazić sobie, o czym myślały osoby, które pozwoliły na coś takiego. Jako osoba wykonująca tatuaż bałabym się wezwania do sądu Anny Marii Wesołowskiej za oszpecenie klienta 🙂

Ps Dziś odbyło się gotowanie na ekranie z K., w roli głównej sałatka grecka. Więcej tutaj 🙂

>Tonight I’m not takin’ no calls ’cause I’ll be dancin<

Kwiecień 9, 2010

Święta to czas, kiedy bezkarnie czytam magazyny plotkarskie, skaczę po kanałach muzycznych i udaję, że licencjat sam się pisze.

(…)

Jestem zakochana w muzyce Palomy Faith. Ta kobieta ma coś z Amy Winehouse – uwielbiam słuchać jej głosu, ale wolę nie oglądać, bo jej wizerunek w ogóle mnie nie przekonuje. Chociaż obie panie równie dobrze mogłyby skrytykować mnie. Może nie za wizerunek (powiększyłam szafę (dobrowolnie) o dwie sukienki), ale za interpretację ich utworów. No cóż, moja domowa orkiestra na patyki i trzcinę ma jeszcze sporo braków do nadrobienia – sąsiadów przepraszam 🙂

Nie wiem, z czego chciałaby być znana Lady Gaga, mam jednak wrażenie, że raczej nie z muzyki. Te wszystkie kosmiczne stylizacje sprawiły, że miałabym problem z rozpoznaniem jej twarzy, gdyby przyszło mi ją spotkać na ulicy.W wolnym czasie obejrzałam chyba wszystkie jej teledyski, jakie znalazłam na jutubie i  mam mieszane uczucia co do jej pomysłów. Trudno mi ocenić, kim jest Lady Gaga: gwiazdą znaną z dziwacznych ubrań czy dobrą piosenkarką.

A tak swoją drogą, kogo jeszcze zabije Lady Gaga, żeby mieć się w co ubrać?

Ps 1

Święta już za nami, więc zamiast czekoladowych zajączków czas na zajęczy bounce w jakimś klubie 🙂 Głównie po to, żeby zrzucić te mazurki, makowce i inne pyszności odkładające się po boczkach 🙂 To co, Kwadrat, koleżanki i koledzy? 😀

Ps 2

Zawsze uważałam, że dinozaury wyginęły tylko po to, aby mógł urodzić się człowiek, który wymyślił Hubbę Bubbę. Gdzie podział się ten człowiek? Gdzie podziała się Hubba Bubba? 😦

Kwiecień 4, 2010

rok to dużo czasu

posprzątałam, ugotowałam zupę, byłam tu i tam, wróciłam, napisałam wiersz /może dwa/, potem odłożyłam do szuflady – wolę prozę, coś zepsułam, naprawiłam, zbierałam, układałam, wiązałam w całość

resztę zrobię jutro, może za rok

 mamy czas