Telefony, karetki i szpitalne korytarze, czyli jak Agata spędza czerwcowe noce

Wyobraźcie sobie sytuację, że przychodzi do Was znajomy i nagle coś mu strzyka w kręgosłupie. Kładzie się on na podłogę i każdy ruch sprawia mu niewysłowiony ból. Dzwonicie na pogotowie. Dyżurny informuje Was, że lekarz z pogotowania przyjeżdża tylko do zawałów, wylewów, udarów, czyli klasycznych stanów zagrożenia życia, po czym kieruje Was do przychodni rodzinnej. W przychodni pani mówi, że skoro Wasz gość nie jest z Gdańska i jego lekarz rodzinny znajduje się w innym mieście, to oni nie mogą udzielić mu pomocy, bo nie będą mieli co wypisać w dokumentach. Dzwonicie po raz drugi na pogotowie, aby dowiedzieć się, jak można pomóc koledze w nagłym przypadku urazu kręgosłupa. „Bardzo sympatyczny” pan tłumaczy, że macie domagać się wizyty lekarza z poradni. Dzwonicie więc do poradni po raz drugi prosząc, aby ktoś przyjechał i zbadał kolegę mimo braku lekarza rodzinnego w Gdańsku. Po długim błaganiach lekarka zgadza się przyjechać pod warunkiem, że wypisze dane z Waszej książeczki (?!). Czekacie na lekarkę ponad pół godziny. Pani doktor przyjeżdża, wbija koledze igłę w miejsce bólu i wystawia rachunek na 50 zł, informując, że lek zacznie działać po 20 minutach od chwili podania. 1,5 h później kolega dalej wyje z bólu, wisząc nad łóżkiem, bo nie ma mowy, aby położył się w jakiejkolwiek pozycji. Dzwonicie więc do poradni, gdzie pani doktor od igły mówi, iż nie ma mocniejszego leku, nie przyjedzie ponownie i jedyne, co możecie zrobić, to zadzwonić na pogotowie, co też czynicie. Wykonujecie jeszcze 5 telefonów, ponieważ na pogotowiu znów odsyłają Was do poradni i odwrotnie.

W końcu, po obietnicy złożenia skargi na pana dyżurnego z pogotowia, dzwonicie po taksówkę i jedziecie do poradni, aby ktoś wypisał Wam skierowanie do szpitala na SOR.  Mając skierowanie dowiadujecie się, że pomimo tego żadna karetka z pogotowania do Was nie przyjedzie (chociaż kolega chce sobie odgryźć nogę, aby wykrwawianie się spowodowało stan zagrożenia życia), więc wykłócacie się o numer prywatnego przewoźnika od karetek. Ten na słowa: „nagły uraz kręgosłupa” krzyczy na Was, że „takie sprawy załatwia się z pogotowiem”, bo prywatny przewoźnik to tylko jedna osoba w karetce, więc chory będzie musiał zejść z 5go piętra sam. Chory schodzi, prawie kładzie się na krawężniku, na co pan z prywatnej karetki (ten sam, który 3h wcześniej przyjechał z panią doktor od igły!) „zaprasza” go do środka dopiero po zwróceniu mu uwagi, że „kolegę boli i ledwo stoi”. Dodatkowo pan informuje Was, że skierowanie do szpitala nie wystarczy, ponieważ nie macie skierowania na przewóz karetką, chociaż odległość między Waszym blokiem a szpitalem to 5 minut drogi piechotą. I znów telefony, telefony, telefony…

Potem już trochę łatwiej: do 4.00 nad ranem w szpitalu czekacie z kolegą, którego zabierają pod kroplówkę, a następnie od 8.00 aż przyjdzie do niego neurolog. Kolegę wypuszczają o 11.00 z przepisaną receptą na tabletki przeciwbólowe i zwolnieniem z zajęć na uczelni.

Na chwilę obecną kolega wisi nad Waszym dywanem, bo leżenie nie wchodzi w grę, a lekarz zalecił mu płaskie powierzchnie. Od czasu do czasu rozważa możliwość uderzenia się w głowę (aby zapomnieć chociaż na chwilę o bólu kręgosłupa), powtarza, że „chciałby umrzeć w rodzinnym domu” i nadużywa słownika wyrazów niecenzuralnych.

No cóż, ostatnio w ciekawy sposób spędzam noce. Jak to K. dziś stwierdził, „w szpitalu jesteśmy w tym roku częściej, niż w klubach”. A pan dyżurny tak skutecznie wyprowadził mnie z równowagi, że gdyby chłopcy wcześniej podsunęli mi pomysł skontaktowania się z TVN24, to chętnie wykorzystałabym tę opcję. Przynajmniej S. szybciej znalazłby się w szpitalu.

Podsumowanie z dzisiejszej nocy: trzeba mieć końskie zdrowie, aby chorować. Okazuje się też, że podstawowa zasada pierwszej pomocy, czyli „nie ruszaj osoby podejrzanej o uraz kręgosłupa” nie sprawdza się w polskich realiach. Zawsze wydawało mi się, że dobro pacjenta powinno być na pierwszym miejscu. Jak widać, nie jest.

I pozdrawiam pana taksówkarza, który okantował mnie na 8 zł, chociaż zostawiłam u niego prawie 50, burak jeden.

Reklamy

komentarzy 8 to “Telefony, karetki i szpitalne korytarze, czyli jak Agata spędza czerwcowe noce”

  1. Leszek Says:

    Tacy przyjaciele to skarb…
    Może wordpress to za mało – jakiś donosik do prasy by się przydał?
    Ale raczej to Sowa powinien o tym pomyśleć…
    Szkoda, że tego nie nagraliście…
    A uczelnia to co? Nie interesuje się zdrowiem studentów?

  2. Agata Says:

    Do przychodni studenckiej najpierw trzeba się zapisać, a człowiek mądry dopiero po szkodzie. Ja sama to wszystko załatwiłam dopiero 2 dni temu i całe szczęście, bo inaczej chyba w ogóle by mu nie pomogli, a tak przynajmniej poszło na moją książeczkę, co jest w sumie dość absurdalne.

    Teraz emocje już opadły, nikt o tym nie myśli, ale dziś w nocy miałam taki nastrój bojowy, że już widziałam S. w czołówce programu „Uwaga!” 😀

  3. assamite Says:

    Ja w ogóle gratuluję stalowych nerwów, bo mnie szlag trafił w połowie czytania. To byłoby śmieszne gdyby nie było tak poważne. Żarty o służbie zdrowia powoli zaczynają nabierać niepokojących kształtów. Biedny Sowa :/

  4. Julien Says:

    Lolz.
    Ja uciekłbym z miejsca wypadku…
    Btw udostępniłem znajomym link tutaj i zyskałaś opinię „wgl fajny tytuł bloga-chwilopylnie, ogarnieta umyslowo kobietka musi z niej byc”

  5. Sowa Says:

    W ogóle ktoś kto stworzył serial „Daleko od noszy” musiał mieć dużo do czynienia z naszą służbą zdrowia bo takich absurdów nikt o zdrowych zmysłach by sobie nie wymyślił

  6. Kamil Says:

    Ja na swoje usprawiedliwienie dodam tylko, że chciałem nagrywać i pisać dalej ale Agata mi zabroniła i mnie opitoliła 😛

  7. Agata Says:

    Bo Ty byś zaraz machał ludziom telefonem przed twarzami i wyzywał wszystkich od beznadziejnych kierowców 🙂
    A jak uciekać z miejsca wypadku, kiedy była to moja kuchnia ? 😀
    Btw, „ogarnięta umysłowo kobietka”,haha, lajk yt, pozdrowienia dla znajomych 😀

  8. musek Says:

    Dzielna Agata. Biedny Sowa;/

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s


%d blogerów lubi to: