Lato, lato, lato :)

Lato. Nareszcie nie jest mi zimno w stopy i mogę objadać się lodami w ramach śniadania, obiadu i kolacji. Tylko te komary wlatujące do pokoju, kiedy chce mi się spać… W zasadzie to ciężko mi stwierdzić, co irytuje mnie bardziej – komary czy ukrop, który sprawia, że pierwszy raz w życiu cierpię na bezsenność. Nawet mój termometr pokojowy odmówił współpracy, bo 30 stopni to max na co go stać, więcej nie pokazuje. Gdybym była psem, pewnie rozwaliłabym się na kafelkach w łazience i tak przeleżała te upały. Teraz pocę się jak szczur i jedno, co przychodzi mi do głowy to: „Mamo, mamo, moja buzia świeci się jak pomidorek!”. Nic dziwnego, że rodziciele twierdzą, że studia zrobiły ze mnie wariatkę. Jakby studia miały z tym coś wspólnego 😀

Szkoda tylko, że minęły czasy, kiedy rodzice mieli ochotę wyjeżdżać ze mną na wakacje. Zaczęło się od tego, że postanowili zabrać mnie i moje 1001 klamotów z Gdańska, a ja stwierdziłam, że przy okazji oprowadzę ich po starówce. Przechodząc nad Motławą byłam tak przejęta opowiadaniem o zabytkach, że nie zauważyłam koszulki, która musiała wypaść jakiemuś przegrzanemu słońcem turyście i leżała na środku chodnika. Oczywiście na nią nadepnęłam i zaczęłam drzeć się jak stare prześcieradło, ku uciesze moich rodziców i przechodniów. BYŁAM PRZEKONANA, że stanęłam na zdechłego kota, a to, co mi się majta między palcami to jego ogon… Skutek był taki, że musiałam schować się za okularami i udawać, że jestem całkowicie normalna, co po kociej traumie było dość trudne 🙂

Rodzice postanowili, że na plaży nie powinno być więcej „zdechłych kotów”, a i upał doskierwa mniej, więc obraliśmy Jelitkowo za kolejny cel naszej wycieczki. Kiedy oni podziwiali żaglowce, ja postanowiłam zostać Szefową Piaskownicy. Uklepywałam piasek nad samym brzegiem, aby następnie wypisywać na nim hasła typu: „Lofciam misia” albo „Falubaz górą”. Biorąc pod uwagę moje zdolności do publicznego robienia z siebie wariatki, również i ta sytuacja okazała się świetną rozrywką dla plażowiczów. Poświęciłam się bowiem rozwijaniu mojego warsztatu pedagogicznego i uczyłam dzieci, jak się bawi w „tablicę”. Szkoda tylko, że dzieci bardzo szybko stwierdziły, iż one „niczego klepać nie będą”… Żałuję, że nie było tam W., podejrzewam, że on chętnie narysowałby ze mną królika 😛

Czuję, że to będą ciekawe wakacje, skoro tak się zaczęły 🙂 Żeby tylko zrobiło się odrobinę chłodniej, a nie miałabym wrażenia, że siedzę w piecu.

Reklamy

Komentarze 4 to “Lato, lato, lato :)”

  1. photofisha Says:

    Uwielbiam czytac Twoje opowiesci i wyobrazac sobie to wszystko o czym piszesz 🙂 Masz nieopisany dar pisania 😀 I zawsze wtedy, kiedy czytam, wyobrażam sobie Twoja roześmianą minę! 🙂 Wtedy i ja się szeroko uśmiecham 🙂 Czekam z niecierpliwością na październik 😀

  2. Agata Says:

    Miło słyszeć:D
    Ja też,obiecałaś mi już chyba ze 3 herbaty:P

  3. jassminum Says:

    drzeć sie jak stare prześcieradło-dobre 🙂

  4. photofisha Says:

    Oj wiem wiem, że obiecałam, ale się wywiążę 😀

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s


%d blogerów lubi to: