Kto by pomyślał – Agata na motorze (i to na motorze, a nie na jakiejś pralce czy komarku). A jednak. Rondo – ziuuum, Agata na prawo. Kolejne rondo – ziuuum, na drugą stronę. I ten wiatr włażący w portki i muchy na szybce kasku, i takie klasyczne bruuum, bruuum. Czad, mogłabym to polubić (może z wyjątkiem robali przed oczami). J. zabrał mnie na wycieczkę krajoznawczą do Niemiec przy okazji mojej wizyty w Zgorzelcu. Ludzie prowadzą tam całkiem inne życie. Kolorowe ulice: domki w barwach tęczy, kobiety o różowych włosach… Środek tygodnia, a nad jeziorem grille, tańce – bawią się w najlepsze. Miałam wrażenie, że wraz z przekroczeniem granicy wjechałam do kreskówki.

Po powrocie do domu musiałam kolorowy świat zestawić z pracą, co było już mniej atrakcyjne, niż jazda na motorze. Jednak zastałam w sklepie ciekawe powitanie, bo okazało się, że mam 2 nowych klientów: chłopców na oko po 8 lat. Kiedy na stwierdzenie: „Jak tutaj przyjdziemy następnym razem to wykupimy cały ten sklep!” odpowiedziałam: „Bardzo mnie to ucieszy.”, chłopcy postanowili zgasić mój entuzjazm i usłyszałam: „Niech się pani tak nie cieszy, bo nie będzie miała pani gdzie pracować, o!”. Tym sposobem powitali mnie pierwszego dnia w pracy. Zapowiada się interesująco.

Odkryłam nowe zjawisko na zielonogórskich ulicach, mianowicie Pudzian wystający z okna. Polega ono na tym, że siedzi taki koks z przedramionami na poduszce, próbując wcisnąć się we framugę. Musi mieć ciemno w pokoju, bo zajmuje w oknie tyle miejsca, że światło z całą pewnością nie ma jak się przecisnąć. Chyba, że odbija się od jego wyglancowanej łysiny, nie wnikam. Początkowo myślałam, że takie koksy się opalają (siedzenie w oknie jest tańsze niż chodzenie do solarium, a i pogoda sprzyja). Kiedy jednak zobaczyłam któregoś z kolei koksa z poduszką na parapecie i usłyszałam dochodzące z jego mieszkania dźwięki typu Rammstein – zwątpiłam. Dziwny ten nowy trend.

Co jeszcze zaskoczyło mnie w Zielonym Mieście to zmiany, o których nie miałam pojęcia, mieszkając w Gdańsku. Przedwinobraniowe remonty, nowe knajpki – powoli Zielona Góra staje się miastem studenckim, takim, jakim powinna być od dawna. Prawdziwą Ameryką jest nowy basen. Przyzwyczajona do kluczyków na gumce, modliłam się przed szafką, aby zechciała się łaskawie otworzyć, bo nie miałam pojęcia, dlaczego przyciskając „to małe zielone na pasku” do odpowiedniego okienka, szafka ani drgnie. Sposobem na sierotę nakłoniłam jakiegoś pana do pomocy. Zawsze działa. Tylko szybko uciekałam z miejsca mojej porażki, mając nadzieję, że nie wpadnę na tego pana obok zjeżdżalni, czy na tych fajnych masażerkach z bąbelkami.

Prywatnie porządki. Właśnie pakuję walizkę z najcenniejszymi dla mnie rzeczami. Tylko tej walizki nigdzie już ze sobą nie zabiorę.

Reklamy

Komentarze 2 to “”

  1. Sowa Says:

    A ja całe lato z utęsknieniem czekam na kolejną porcję kiślu ananasowego;P

  2. Agata Says:

    Sowaaa,dla Ciebie to i kisiel i galaretkę, i bezy, i w ogóle:)

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s


%d blogerów lubi to: