Archive for Sierpień 2010

Wpis o tym, co robią dzieci podczas deszczu :)

Sierpień 30, 2010

Jesień idzie coraz większymi krokami. Kilka dni temu biegałam w krótkich portkach, dziś przeprosiłam ciepłą kurtkę i nie ruszam się bez parasola. Dla mnie wszystko dzieje się zbyt szybko, bo przecież nie można przez 3/4 roku spać w skarpetkach. A na to się zapowiada.

Na poprawę deszczowego humoru, praca zabrała mnie ostatnio do hurtowni zabawek. Nie przypuszczałam, że istnieją na świecie tak kolorowe miejsca! Przytulałam się do misiów większych ode mnie, sprawdzałam, czy lalki płaczą w odpowiedni sposób i buszowałam w kartonach z puzzlami. Mój rozwój emocjonalny zatrzymał się na etapie „ochów” i „achów”. Są miejsca na świecie, gdzie mogłabym zamieszkać! 🙂

Co do mieszkania, powoli zaczynam przeprowadzkę do Trójmiasta. Na podstawie 3 zdjęć próbuję wyobrazić sobie mój nowy pokój i jakoś go urządzić. Czuję się jak członek akipy „Dekoratorni” lub pracownik sklepu Ikea. Wybieram karnisze, latam z miarą, by określić szerokość mebli, staram się kolorystycznie dobierać detale (z marnym skutkiem). A potem siadam i myślę, że to wszystko bez znaczenia. Bo kolory 4 ścian nie są ważne, tylko ludzie, którzy będą ze mną w nich przebywać 🙂

Nad moim sklepem otworzyli Kebabiarnię i jestem tam ostatnio częstym gościem. Przychodzę na ploty do przesympatycznych właścicieli, którzy już zacierają ręce na hasło: „Winobranie”. Ja nie jestem aż tak entuzjastycznie nastawiona do Dni Zielonego Miasta, bo oznaczają one dla mnie sporo niemieckich klientów, a ten język ograniczyłam do słowa „szajse”, którego wolałabym nie nadużywać 🙂 Nie mogę się jednak doczekać występów Elizy Doolittle i grupy Manchester – jakoś trzeba umilić sobie tę deszczową porę 🙂

A w międzyczasie odwiedzam Multikino. Polecam „Jak ukraść księżyc”. Pomimo rozproszenia wywołanego tym, że w kinie służyłam jako stojak na colę dla jakiegoś dziesięciolatka, który siedział obok mnie – uśmiałam się do łez. I nikt mi nie powie, że jestem za stara na filmy animowane! 🙂 A dziewczynki tak słodkie, że można się do nich przylepić, tym bardziej, że w 3D 🙂

Ps Ktoś chętny na teatr muzyczny/operę jeszcze przed Bożym Narodzeniem? 🙂

Reklamy

Marchewkowe przyjemności i inne radości

Sierpień 23, 2010

Gdyby kilkanaście miesięcy temu ktoś powiedział mi, że będę wpychała warzywa w słoiki i robiła jakiekolwiek przetwory – wyśmiałabym go. Dzisiaj, kiedy sama od początku do końca zrobiłam coś, co nadaje się do jedzenia i zalicza do kategorii: „losprzetworos” – czuję, że rozpiera mnie duma. Pierwsze w tym roku (i mam nadzieję, że nie będą ostatnie) ogórki z chilli na eksport do Trójmiasta 🙂

Powiększyłam ostatnio swoją kolekcję o kolejną herbatę. I może nie cieszyłabym się aż tak, gdyby nie fakt, że herbata jest z suszoną marchewką! 😀 Czegoś takiego jeszcze nie miałam, a ponieważ pachnie przecudnie… No, musiałam, po prostu musiałam ją kupić 🙂 Marchewkowa przyjemność 🙂

Co do przyjemności, „uratowałam dzisiaj życie” pewnemu mężczyźnie. Chociaż wg mnie, sprzedanie komuś piłek do tenisa, których podobno nigdzie nie można dostać, niewiele ma wspólnego z ratowaniem życia, facet był przewdzięczny. Poczułam się tak, jakbym właśnie oddała mu nerkę. Albo chociaż krew. Tak czy siak, ludzie potrafią mnie zaskakiwać 🙂

Za to ja chciałabym być czasem jak Superman, zaskoczyć samą siebie. Być kimś innym, mieć fantastyczne moce zaraz po tym, jak zdejmie się okulary. Nawet, jeśli gołym okiem widać, że jest się tą samą osobą.

Muzycznie interesuje mnie ta pani, może bardziej ze względu na teledysk, a dokładniej na taniec w teledysku. Ja musiałabym ćwiczyć latami, by robić takie obroty, a podejrzewam, że i tak prędzej czy później wylądowałabym twarzą na podłodze, gdybym ubrała podobne buty 🙂

Sposób na podryw

Sierpień 15, 2010

Podryw na dobry tekst kojarzy mi się z amerykańską komedią: zabawny ale pusty. Zwykle bowiem okazuje się, że wyćwiczenie pierwszego zdania zajmuje panom tyle czasu, że nie wystarcza go już na obmyślenie dalszej części rozmowy 🙂

Osobiście nie lubię takiego sposobu zwrócenia na siebie uwagi, doceniam jednak starania, bo czasem naprawdę potrafią rozbawić. Do moich ulubionych tekstów należą: „Kiedy patrzę w twoje oczy żałuję, że nie zostałem okulistą”, „Która godzina? [po usłyszeniu odpowiedzi] A jesteś wolna o 17.00?” i klasyk: „Mam na imię Adam. Wiesz, że pochodzisz z mojego żebra?” 🙂 Jednak ostatnio zobaczyłam podryw na paprykarz – mój obecny nr 1. Słowa dopisane były do plakatu na jednej z witryn sklepowych w moim mieście:

Dwie kromki… Hym 🙂 Szyby tylko szkoda.

Znalazłam swojego prywatnego rozweselacza:

Aż zachciało mi się mieć żabę. Albo chociaż kota 🙂

Dziwne rzeczy śnią mi się ostatnio. Raz, że opowiadam gimnazjalistom na praktykach fabułę „Czystej krwi”, innym razem, że jeżdżę na rowerze z Kubą Wojewódzkim. Kiedyś śniło mi się nawet, że oglądam syrenki z plazmy w mojej łazience… 🙂 Budzę się i nie wiem, co mam o tym myśleć. A potem zaczynam się śmiać 🙂

Muzycznie chodzą za mną covery:

Destruction

Sierpień 10, 2010

Dzisiaj jest jeden z tych dni, kiedy wróciłam z pracy naprawdę zmęczona. Dostawa towaru = przekładanie kartonów + szukanie dla nich miejsca + układanie + wyciąganie + na koniec wielkie zamiatanie, a potem szukanie zabawek, które wsadziło się gdzieś chwilę wcześniej. A jak już stwierdziłam, że mam sytuację pod kontrolą, to wpadł mi do sklepu dzieciak w koszulce „I’m so cute”, porozrzucał wszystko jak w filmie katastroficznym, a na koniec został wyniesiony przez rodziców po głośnym klapsie. Jeśli on był „cute” to ze mnie jest Królewna Śnieżka. Na miejscu rodziców dałabym mu koszulkę z napisem: „Destruction!” 😀

Ostatnio pomagałam mamie robić ciasto, kiedy pan w TV kulinarnej zwracał uwagę na gorące naczynia, którymi „łatwo można zrobić sobie krzywdę”. Chwilę później smarowałam palce maścią na oparzenia. Zagadał mnie 😛 Coś złego czyha na moje życie, bo kilka dni wcześniej wylądowałam na kafelkach w łazience po tym, jak postanowiłam użyć odżywki do włosów. Pamiętajcie robaczki: spray, który rozpylicie (oczywiście przypadkowo) nie na włosach, działa tak samo jak pasta do podłogi 🙂 Powinnam dodać również, że ktoś mądry wymyślił kapcie, bo bieganie po domu w samych skarpetach jest dość niebiezpieczne 🙂 Siniaki na moim udzie mają już kolor dojrzałej śliwki 😛

Muzycznie dogadzam sobie taką oto wesołą nutką:

Tomek foci Agatę

Sierpień 6, 2010

Czasem mam wrażenie, że zachowujemy się jak bohaterki „Seksu w wielkim mieście”. Potykamy się o kolejnego Mr.Big’a, aby znaleźć się w mieszkaniu jednej z nas z paczką chipsów, martini i lakierem do paznokci w dłoniach. Minus jest taki, że widujemy się rzadko, ale coś za coś, jeśli chciało się studiować nad morzem. Zaczyna się właśnie 10ty rok naszej znajomości 🙂

Oprócz spotkań z dziewczynami wolne chwile przeznaczyłam ostatnio na nowe zdjęcia: trochę mejkapu, sukienka, wysokie buty… Hym, może warto przerzucić się z dżinsów na coś bardziej kobiecego, skoro tak zmienia się wtedy ogólny look. Tak czy siak, miło jest zobaczyć siebie w trochę innym wydaniu 🙂

Fot.: Tomek Potrzeba

Muzycznie dalej zachwyca mnie Lissie…

… i jeszcze Sarah Blasko – lubię taki klimat, zarówno w muzyce, jak i w teledysku: