Archive for Wrzesień 2010

:)

Wrzesień 26, 2010

Dobiegła końca era szmacianych lalek. Przy ostatniej dostawie towaru nie mogłam oderwać wzroku od lalki – termoforu. Otwierając zawór na plecach, dołączonym lejkiem napełnia się ją ciepłą wodą. Lalka nagrzewa się, przez co do złudzenia przypomina prawdziwego niemowlaka. Wyjątek jest taki, że nie wydaje z siebie żadnych dźwięków i nie trzeba jej zmieniać pieluch, co w sumie wychodzi na plus.

Pierwsza myśl, jaka przyszła mi do głowy, gdy ją zobaczyłam: „Mam nowy termofor!”. Po namyśle doszłam jednak do wniosku, że nie miałabym sumienia wpychać biednej lalki między stopy, aby je ogrzać 😀 Tym bardziej, że kupując lalkę musiałabym podpisać dołączony do niej Certyfikat Miłości: „Moja laleczka jest taka prawdziwa, taka kochana i taka miła. (…) obiecałam jej, że będę ją kochać, troszczyć się o nią i stworzę jej dom.” A spanie „w nogach” z troską ma chyba niewiele wspólnego 🙂 Swoją drogą, za moich czasów kochało się lalki „dlatego, bo tak” i nikt nie wymagał podpisywania jakichkolwiek certyfikatów. Bezwarunkowa miłość też przechodzi do lamusa?

Za tydzień o tej porze będę już w Gdańsku, więc skończy się zabawa lalkami, a przyjdzie czas na upychanie swoich gratów na tych moich kilku metrach. Ponieważ na chwilę obecną trwa wielkie pakowanie, ku uciesze przygrywają mi Soko …

… i Raul Midon z Mrazem

Reklamy

Nie jestem idiotka, jestem słodka :)

Wrzesień 21, 2010

Słyszałam kiedyś historię o studentce, która poszła na praktykę i na pytanie nauczyciela prowadzącego, jaki cel wyznaczyła sobie podczas zajęć, odpowiedziała: „Przeżyć!”. Rozumiem, co miała na myśli. Mnie udało się ujść z życiem. Podejrzewam jednak, że mój wyraz twarzy po usłyszeniu pytania ucznia mógłby być doskonałą reklamą MasterCard – bezcenny. Bo przecież tylko zdziwieniem mogłam zareagować na czystą prowokację: „Czy dozwolone jest uprawianie stosunku płciowego na korytarzu szkolnym?”. Swoją drogą nie przypuszczałam, że te małe potworki potrafią tak operować językiem polskim.

Zrozumiałam jednak, że bycie gimnazjalistą to ciężka harówka: godziny spędzone przed lustrem, aby wyglądać lepiej, niż nauczycielka (a na pewno lepiej niż praktykantka), wyćwiczone spojrzenie „spod byka” – nad tym trzeba pracować. Tylko na nic taki wysiłek, skoro próbowałam wtłoczyć dzieciakom do głów odmianę czasownika „to be” (!), a one patrzyły na mnie jak na kosmitę i udawały, że nie potrafią mówić. Wymowne były za to koszulki niektórych dziewczyn: „Nie jestem idiotka, jestem słodka”. Hym…

Tak czy siak etap praktyk w gimnazjum mam – całe szczęście – za sobą, bez większego uszczerbku na zdrowiu (kolana powoli wracają do normalnego koloru) 🙂

Muzycznie doszłam do wniosku, że jeśli mój książę z bajki dalej będzie się tak opitalał, to wyjdę za Jasona. Będzie mi śpiewał tak, jak robi to teraz z moich głośników 😀

A na koniec perełka znaleziona przypadkowo:

Agnieszka foci Agatę :)

Wrzesień 16, 2010

Ostatnia niedziela minęła pod znakiem dobrej zabawy z A. Zdjęcia wyszły dość mroczne, ale był w tym ukryty cel: słyszałam, że gwiazda Roberta Pattinsona zgasła i panuje deficyt wampirów. A mnie zawsze zastanawiało, jak wygląda mechanizm wysuwania się zębów u bohaterów „Czystej krwi”, chętnie bym przetestowała 🙂

A tu kolorystyka ciut inna, ale słońce dawało nam w twarze, co było dziwne, biorąc pod uwagę ostatnie warunki pogodowe 🙂

Fot. Agnieszka Biczuk

Muzycznie „I wanna do bad things with you”, skoro już mowa o „Czystej krwi”:

Gdyby kózka nie skakała

Wrzesień 13, 2010

Pamiętacie te czasy, kiedy ganiało się po podwórku i nie myślało się o tym, żeby patrzeć pod nogi? Po upadku zawsze spoglądało się na rodziców: jeśli wyglądali, jakby mieli się rozpłakać – następowała reakcja łańcuchowa i zaczynało się ryczeć. Jeśli wyciągali ręce z uśmiechem na twarzy – mały człowiek wmawiał sobie, że go nic nie boli, można wstać i biec dalej.

Dzisiaj moja mama była daleko i jedynymi osobami, których twarze widziałam, byli gimnazjaliści obserwujący mój, jakże spektakularny, upadek przed samą szkołą. Już mam w nosie fakt, że podarłam mój ulubiony sweter, dżinsy są do wyrzucenia, moje kolana mają w tej chwili piękny niebieski kolor, a siniaki zostaną ze mną pewnie do Gwiazdki. Istotne jest to, że mogę pożegnać się z budowaniem autorytetu, w oczach gimnazjalistów jestem już na przegranej pozycji. Naprawdę wolałabym zobaczyć wtedy mamę, niż wyciągnięte palce w stronę „pani praktykantki” leżącej na chodniku. Człowiek z wadliwą koordynacją wzrokowo – ruchową ma przekichane w życiu 🙂

Muzycznie Ingrid Michaelson 🙂

Koniec na dziś, idę wykombinować, gdzie się jutro schowam w szkole przed tymi okropnymi dziećmi 😛 I pamiętajcie: nigdy, ale to nigdy nie wybierajcie drogi na skróty. Chodniki potrafią być złośliwe 😀

Wrzesień 10, 2010

Dzień pod hasłem: „Co głupiego może jeszcze powiedzieć lub zrobić Agata, żeby wyjść na kretynkę?”. Powiedziałam gimnazjalistom na praktyce, że „na wycieczkę do Londynu zabrałabym psa, bo ładnie wyglądalibyśmy razem na zdjęciach” (pomimo tego, że nie mam psa i nawet nie lubię psów), w pracy trzymałam się wersji, że wrotki to rolki, na „do widzenia” odpowiedziałam „dzień dobry” i wbiłam sobie włączony długopis w rękę (dlaczego – nie mam zielonego pojęcia, ale dłoń mam nadal spuchniętą). Widocznie nadszedł jeden z tych dni, kiedy to lepiej nie wychodzić z domu, bo nieświadomie (!) można popełnić harakiri 🙂 Więc jeśli słyszę: „Nic się nie zmieniłaś przez ostatnie lata”, nie wiem, czy mam traktować to jako komplement 🙂

Codziennie przez sklep przewija się tłum dzieci, na które już dawno przestałam zwracać uwagę (chyba, że usiłują zrzucić na siebie piramidę z aut, które potem muszę układać przez pół dnia. Zdarzyło mi się również, że dziewczynka wpadła pieluchą do kartonu, o czym dowiedziałam się dopiero wtedy, gdy usłyszałam wycie dochodzące z pudła). Dzisiaj jednak odwiedził mnie mały mężczyzna, który całkowicie skupił na sobie moją uwagę. Przystojniak, jestem pewna, że wyrośnie na łamacza kobiecych serc. Cieszę się, że mogłam go poznać. Był i jest najlepszym wyborem, najlepszą decyzją, jaką życie mogło podjąć.

Muzycznie Lissie, Lissie, Lissie, robię się monotematyczna. Polecam „Everywhere I Go”, do wysłuchania tutaj.

Katalogi, katalogi, czyli co kupić dzieciom pod choinkę :)

Wrzesień 2, 2010

Oglądałam dziś katalogi produktów na sezon jesień/zima 2010 i cieszę się, że byłam dzieckiem, które wisiało godzinami na trzepaku, skakało przez gumę do majtek i swoje pierwsze bity wybijało metalowymi widelcami po teflonowych garnkach mamy. Bo jeśli myślicie, że w sklepie z zabawkami znajdziecie lalkę – księżniczkę, to uprzedzam, będziecie potrzebowali dużo cierpliwości. Bez problemu dostaniecie jednak Barbie snowboardzistkę, reporterkę czy kierowcę wyścigowego. Moją faworytką jest jednak Barbie Video Girl:

„Dzięki tej lalce dziewczynki mogą zobaczyć świat z zupełnie innej perspektywy. Barbie Video Girl umożliwia nagrywanie filmów z kamery ukrytej w naszyjniku oraz odtwarzanie ich na ekranie wbudowanym w lalkę. Na plecach Barbie znajduje się ekran LCD (o rozdzielczości 1024×756 pix), na którym można oglądać filmowane obrazy. Maksymalna długość filmu, który można nagrać przy pomocy Barbie Video Girl wynosi 27 min. Za pomocą dołączonego różowego kabla USB można z łatwością kopiować filmy do komputera.” *

W zestawach do lalek, które – moim zdaniem – wyglądają jak stare pudernice, są też ciekawe akcesoria:

„Barbie ma małe szczeniaczki! Dziewczynki mogą je karmić, podając im wodę i ucząc załatwiania się na gazetę, która zmienia kolor na żółty i brązowy! Każdy piesek jest inny i każdy załatwia się inaczej! Mały piesek siusia, gdy podniesie się jego tylną nogę, mała suczka – gdy naciśnie się ją z tyłu. Trzeci piesek załatwia się po naciśnięciu na brzuszek […]”

Szkoda tylko, że prawdziwy mechanizm załatwiania się psów działa trochę inaczej i nie można im podsunąć pod nos zmieniającej kolor gazety 🙂

Zabawki dla chłopców również prezentują się ciekawie:

„Pokonaj szaloną ośmiornicę, wysadzając jej głowę w powietrze za pomocą bohaterskiego pojazdu z kolekcji Autokreatury! W pojemniku z wodą zmień kolor pojazdu na tryb walki, a następnie uruchom wyrzutnię. Jeśli będziesz zbyt wolny, utkniesz w zbiorniku z wirem, gdzie ośmiornica będzie oblewać Cię wodą swoimi ośmioma szalonymi mackami. Doładuj samochód ponownie, wystrzel go z jeszcze większą mocą, a może uda Ci się przeskoczyć nad wirem i trafić ośmiornicę w czuły punkt. Zobaczysz wtedy, jak jej głowa eksploduje!”

Muszę przyznać, że zabawki robią wrażenie, a osoby, które piszą katalogi to „mistrzowie pióra” 🙂 Tylko co z wyobraźnią? Kiedy powiedziałam dziewczynce, że „zagrodę dla zwierzątek może zrobić sama z kartonu po butach”, spojrzała na mnie, jakbym spadła z księżyca. I mów tu ślepemu o kolorach. Równie dobrze mogłabym ględzić po japońsku i witać klientów okrzykiem: Konicziła…

No, cóż, pozostaje mi tylko mieć nadzieję, że w przyszłości moje dzieci będą miały ochotę biegać po dworze ze skakanką i grać „w kręconkę”, spędzać czas z rodzicami na grze w „Monopol” i bawić się garnkami mamy. A nóż, wyrośnie mi kiedyś perkusist(k)a 😀

[*Wszystkie cytaty pochodzą z katalogu produktów Mattel jesień/zima 2010]