Pociągiem aż do końca świata

Jestem jak pies – jeżdżę koleją (i nawet to lubię). Studiując tak daleko od domu, pociągi siłą rzeczy stały się mi bliskie. A ponieważ to, co się w nich dzieje, z całą pewnością zasługuje na uwagę – ten wpis poświęcam właśnie PKP.

Na trasie ZG – Trójmiasto spotkałam już różnych ludzi. A to zakonnice, które przez bite 8h odmawiały różaniec, innym razem marynarz odradzający związki na odległość („Chyba, że chcesz, Mała, mieć kochanka, wtedy idealnie.”). Jechałam z biznesmenem, który zapodał disco polo z laptopa, wyciągnął wino i namawiał do rozkręcenia przedziałowej imprezy, brałam udział w dyskusji politycznej po tym, jak konduktor przy sprawdzaniu biletów skomentował moje nazwisko, grałam w kapsle z dzieciakami współpasażerów, uczyłam krasnala dotknąć nosa czubkiem języka po tym, jak obwieścił, że ma go w paszczy, słowem: dużo się działo.

Zdarza się również, że pasażerowie podróżują w większych grupach. Najpopularniejszą są, oczywiście, żołnierze, którzy zwykle bardzo obrazowo opowiadają o życiu w jednostce, ZAWSZE opowiadają jeden lub dwa sprośne dowcipy, a są nawet tacy, którzy zwierzali się ze swego żołnierskiego celibatu…

Jak wiadomo, podróże kształcą: miałam okazję jechać pociągiem z grupą akrobatek spieszących na jakieś zawody, przez co zostałam wtajemniczona przez 3 urocze trenerki w wymogi dotyczące krojów i materiałów, z których robione są stroje dla młodych sportowców. Wiedza całkowicie mi niepotrzebna, ale kto wie, może kiedyś Hubert Urbański zada pytanie o milion właśnie z tej dziedziny i będę mogła z dumą ustawić sobie na fb/nk/gg, że znałam na nie odpowiedź 🙂

Podróżowałam również z Hiszpanem, który opowiadał o kolei w jego kraju. Wspominał o klimatyzowanych przedziałach, bezprzewodowym internecie, telewizorze w każdym wagonie… Szok przeżył po skorzystaniu z polskiej toalety, nie muszę chyba tłumaczyć, dlaczego.

Jeśli myślicie, że podróże pociągami to wyłącznie rozmowy – mylicie się. To również przygody! 🙂 Koleżanka szukała walizki po całym wagonie, a ta prawie wyszła z pociągu: pamiętajcie: DO NOT kupujcie walizek na obracanych kółkach, bo lubią odjeżdżać przy hamowaniu. Jeśli chodzi o mnie, to przytrzasnęłam się drzwiami łączącymi dwa wagony, spaliłam podeszwę buta trzymając go na grzejniku, topiłam się w przedziale z włączonym ogrzewaniem, kiedy temperatura za oknem wynosiła 20 stopni na plusie i zamarzałam przy -15 stopniach, gdy ww ogrzewanie było zepsute w środku zimy. Na brak atrakcji nie narzekam, prawie (a czasem ponad) 9h jazdy z miasta studiowania do miasta rodzinnego to sporo czasu, aby wydarzyło się coś ciekawego.

Są nawet tacy, którzy PKP miłują do tego stopnia, że byli w stanie rąbnąć przedpotopowe, przedziałowe zasłonki i uszyć z nich sobie portki na w – f. No cóż, każdy ma swoje upodobania.

Jednak tym, co najprzyjemniejsze w podróżowaniu pociągami, są stacje końcowe. Bo można jechać w zapyziałym wagonie z irytującymi ludźmi, przez kilka godzin znosić płacz dziecka czy wywody moherowej babci na temat krzyżówek typu „Jolka”. Ale cudownym wynagrodzeniem tych trudów jest widok bliskich osób czekających na Ciebie na peronie 🙂

Reklamy

Komentarze 4 to “Pociągiem aż do końca świata”

  1. Agnieszka Biczuk Says:

    podoba mi się jak piszesz 😀

  2. Agata Says:

    Bardzo mnie to cieszy:)

  3. ola k. Says:

    czytając Ciebie mam wrażenie, że wchodzę do bajecznie kolorowego pokoju.

  4. Agata Says:

    Hehe:D Nie wiem,co powiedzieć:) Chyba się zarumieniłam:P

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s


%d blogerów lubi to: