Archive for Grudzień 2010

Kolor i smak

Grudzień 22, 2010

Jechałam pociągiem i podziwiałam zaśnieżoną okolicę. Zima potrafi być piękna, zwłaszcza, gdy siedzi się w ciepłym pomieszczeniu, a – o dziwo – taki właśnie był przedział. A może tylko tak mi się wydawało, bo jechałam stęskniona do domu i wszystko zdawało się być jakieś przyjemniejsze.

Teraz zostało już tylko podzielić się opłatkiem, zasiąść przy wigilijnym stole, a potem ogołocić choinkę z czekoladowych bombek.

Dorwałam ostatnio grudniowe „Zwierciadło”, w którym Tomasz Jastrun pisze: „Kiedy byłem młody i głupi, zdawało mi się, że panuję nad swoim życiem. Teraz nieco bardziej rozumny wiem, że miłe zdarzenia i straszliwe ciosy przychodzą niespodziewanie. I nigdy z tej strony, z której ich się spodziewamy.” . Podoba mi się ten komentarz. Bo nauczyłam się, że nigdy nie jesteśmy przygotowani ani na to dobre, ani na złe. Chociaż ja wolę być zaskakiwana przez dobre.

Nie lubię robić grudniowych podsumowań i noworocznych postanowień. Te pierwsze utwierdzają mnie w przekonaniu, że nie jestem aż tak konsekwentna jakbym chciała, drugie – są zwykle listą rzeczy do zrobienia w pierwszym tygodniu stycznia (w lutym nie pamiętam już, gdzie podziałam tę listę). Nie da się jednak ukryć, że rok 2010 obfitował w różne emocje. I dobrze, przynajmniej nie mogłam narzekać na nudę.

A co na rok 2011?

Chciałabym w końcu nauczyć się mówić: „Spokojnie, zaraz się to ogarnie”.

A Wam życzę, abyście zapamiętali wszystkie zdarzenia w nadchodzącym roku. Nie dni, ale właśnie zdarzenia, ich kolory oraz smaki. I osoby, z którymi je przeżyjecie.

I jeszcze jedno: żebyście potrafili wydestylować bezinteresowną miłość z tego, co Was przenika.

Pada, pada śnieeeg

Grudzień 13, 2010

Przyszła zima. Okazuje się, że od poprzedniego roku nic się nie zmieniło i znów mamy Zimę Stulecia, która zaskoczyła kierowców. A ja dostaję zawału serca za każdym razem, gdy śnieg spada z ostatniego na mój pierwszopiętrowy parapet. Plusem jest to, że skutecznie odstrasza gołębie, które w Gdańsku chyba mnie prześladują.

Znów jest zimno i mokro, ale przynajmniej można „rzucić wszystko i iść lepić bałwana”. Może za przykładem Krzysztofa Ibisza cofam się w rozwoju, ale już nie mogę się doczekać, kiedy pójdę pozjeżdżać z górki, czy wygospodaruję wolną chwilę, aby stoczyć bitwę na śnieżki. Zima ma swój urok, nawet jeśli mam chodzić z czerwonym nosem i wyglądać jak zmarznięty Rudolf. Bo śnieg może sprawić wiele radości, chociaż to tylko woda w proszku 🙂

Najbardziej podziwiam ludzi, którzy potrafią upiększyć zimę jeszcze bardziej, wykorzystując śnieg i lód do tworzenia takich oto cudów:

(Festiwal Rzeźby z Lodu i Śniegu, Brugia, Belgia)

(Ludzie z lodu walczą z globalnym ociepleniem (1000 lodowych figurek na schodach berlińskiego placu Gendarmenmarkt) )

I niech mi teraz ktoś powie, że zima to wyłącznie chlapa na ulicy 🙂

Muzycznie odgrzebuję starocie, wracam do ulubionych głosów i zakochuję się w nich na nowo:

Bo gwiazdy są bardzo nisko, a ja cieszę się z tego, że mam przewrócone w głowie 😀