Archive for Styczeń 2011

Karty miejskie, wędliny wiejskie

Styczeń 31, 2011

Dziękuję panu, który podczas doładowania biletu semestralnego doprowadził mnie dzisiaj do łez. Tak, umiem być nieporadna, ale bez przesady. Liczę na to, że nie ma pan samochodu – niech się dobrze tramwajami jeździ.

S jak Sesja

Styczeń 27, 2011

Pamiętam, jak byłam mała i ledwo odstawałam od ziemi, zapytałam kuzynkę, dlaczego pije kawę. Powiedziała mi wtedy, że „dowiem się, jak pójdę na studia”. Cóż, jedynak mądrości życiowych musi uczyć się od starszego kuzynostwa (btw w tym miejscu „dziękuję” M. za niezapomnianą lekcję: wmawiała mi, że jak będę chciała nauczyć się kiedyś całowania, muszę wsadzić ryjek w szyjkę butelki po śmietanie… To, że nie miałam starszego brata, wcale nie znaczy, że ominęły mnie traumatyczne przeżycia, jeśli cale życie prezentuje się taki poziom naiwności). Gdybym wtedy wiedziała to, co wiem teraz, dodałabym jeszcze, że student po całym dniu pracy nie potrzebuje wiele do szczęścia: duży kubek i łyżka wystarczą na zupę chińską prosto z Radomia. Jak mówi A. – „Dieta Cud (że żyję)”. Cofam się w umiejętnościach kulinarnych, jeśli kiedyś w ogóle takowe wykształciłam.

Podczas sesji zdążyłam już przeszyć w swetrze wszystkie guziki i poważnie rozważam naukę robienia na drutach. Jak tu wyjść na ludzi, skończyć studia i zostać ninja, skoro być może właśnie teraz ujawniły się moje (do tej pory dobrze ukryte) talenty? A. ciągle powtarza, że muszę brać coś, czego nie dają bez recepty 🙂

Gdybyście jeszcze mieli wątpliwości, dlaczego dzisiejszy wpis zaczęłam od wspomnień o kawie i moich szeroko pojętych umiejętnościach krawieckich, odsyłam Was do Nonsensopedii, gdzie pod hasłem „Sesja” znajdziecie sporo ciekawych informacji, w tym podstawowe objawy zbliżającego się terminu egzaminów:

„Student w stanie przedsesyjnym to jednostka bardzo żywiołowa, pełna chęci do życia i zabawy, optymistycznie nastawiona do wszystkiego; przeczuwa sesję, jednak skrajny optymizm sprawia, że student ma chęć do nauki, która jednak poparta jest działaniem w skrajnych tylko przypadkach (patrz – „kujon”). W miarę zbliżania się sesji rośnie nerwowość osobnika studiującego, pojawia się stres, rozdrażnienie i zmęczenie. Student zmienia tryb życia na nocny w przekonaniu, że nocą będzie mógł się uczyć, ponieważ wszyscy mogący mu w tym przeszkadzać śpią. Myślenie to jest o tyle błędne, że dotyczy wszystkich studentów, czego efektem jest wzmożony ruch nocny w pubach, barach oraz sklepach monopolowych. Na kilka dni przed sesją student zaczyna nie wytrzymywać presji psychicznej, pije więcej, śpi mniej. Po kilku dniach takiego życia, przed samą sesją, na skutek silnego zmęczenia organizmu, mózg przestaje poprawnie funkcjonować i student nie jest w stanie prawidłowo oceniać zagrożeń, jakie na niego czekają; zwykle przechodzi do rozumowania „pie***, co będzie, to będzie” i naraża się na niebezpieczeństwo oblania egzaminu lub nawet roku. W takiej sytuacji tylko nieliczne jednostki potrafią przetrwać z pomocą szczęścia, a pewna część studentów nawet przy zaburzeniach pracy mózgu potrafi wykorzystać pomoce naukowe przydatne do zaliczenia egzaminu: ściągę, podpowiadanie, przełożenie egzaminu, poprawkę sesji we wrześniu (patrz – „kampania wrześniowa”, sesja poprawkowa) oraz powtarzanie przedmiotu i roku. Kiedy sesja przemija, student znów budzi się do życia, częściowo wraca do dziennego trybu, jego stan psychiczny się poprawia i – jak po każdej sesji – po raz kolejny powtarza sobie, że do następnej będzie uczył się na długo przed jej rozpoczęciem.”

Naukę umila mi ten pan, raczej nie ze względu na muzykę samą w sobie, ale na prosty tekst:

I got a pocket full of sunshine

Styczeń 20, 2011

Bardzo lubię ten fragment – przypomina to, co teraz wyprawiam 🙂

Sesja to – wbrew pozorom – bardzo zabawny czas. Do głowy przychodzą mi szalone pomysły, potrzebuję rzeczy, które można kupić tylko na drugim końcu Gdańska (i, oczywiście, trzeba po nie natychmiast pojechać), zachciewa mi się spacerów po Sopocie i absolutnie nie może to poczekać do lutego.

Przykładowo dzisiaj musiałyśmy z A. zrobić pierniki. Na opakowaniu było napisane, że ich przygotowanie zajmuje tylko 20 minut, pomyślałam więc: „Idealnie”. Nie wliczyłam jednak czasu na wietrzenie mieszkania i zmywanie różowego lukru ze wszystkich powierzchni płaskich. A potem siedzę przed książką i zastanawiam się, kto mnie okradł z tego czasu, który był przeznaczony na naukę. Tak, dobrze się bawię podczas tej sesji 🙂

Mam nadzieję, że z pewnych rzeczy się nie wyrasta. Że za 10, 20 lat będę potrafiła śmiać się równie głośno, reagować spontanicznie i konsekwentnie wprowadzać w życie najdziwniejsze pomysły. Chcę jak najdłużej sprawdzać, czy pod moim łóżkiem czają się potwory (jeśli przestanę tak robić, będzie to oznaczało, iż dotarło do mnie, że potwory siedzą ludziach, a tego naprawdę nie chcę wiedzieć). Świat i tak jest czarno – biały, ważne, aby w głowie mieć trochę różu, przynajmniej nie będzie nudno 😀

Liczę na to, że za 50 lat, jak dobrze pójdzie, będę się darła jak stare prześcieradło, śpiewając „Forever young”. Tego życzę sobie i Wam.

Instalacja mózgu w toku… Proszę czekać.

Styczeń 15, 2011

Rozpoczęłam właśnie kolejne praktyki. Tym samym obliczyłam, że są to już 9 w mojej nauczycielskiej „karierze”. Nie muszę więc chyba mówić, że samo słowo „praktyka” wywołuje u mnie napady lęku, irytację, ogólnie pojęte zniechęcenie i zmęczenie wszelkiego rodzaju. Te idą mi jak menel po krawężniku – wyjątkowo opornie. Tak, tak – nie chcem, ale muszem. „Pani praktykantka” to moje drugie imię, chociaż – wg mnie – brzmi jak łacina podwórkowa.

W tym miejscu stwierdzam, że jest to idealny moment, aby rzucić wszystko, pojechać na Bali, popijać drinki z palemką, tańczyć Lambadę, Makarenę czy inne Kokodżambo. Dobrze, że marzenia nic nie kosztują. Poszłabym z torbami za te wszystkie kolorowe drinki, które wypiłam w mojej głowie.

Jakby tego było mało, na obu kierunkach rozpoczął się okres stęku i jęku – sesja. Siedzę więc, jak nigdy, przyklejona do książek, mając luźny kontakt z rzeczywistością. Powinnam wytatuować sobie na czole: „Instalacja mózgu w toku… Proszę czekać”, może to pomogłoby zrozumieć wykładowcom, że oprócz egzaminów mam jeszcze 3 sezony „Gotowych na wszystko” do obejrzenia 🙂

Co do planów na „po sesji”, to kupiłam sobie orbitreka i zamierzam z niego korzystać.  Fakt, że jeszcze bardziej zagraciłam sobie (już klaustrofobiczny) pokój, ale pójdę jutro kupić los,wygram w totka i dokupię sobie plazmę, z której puszczę widok lasu, nastawię w orbitreku opcję „czerwony szlak” i będę pedałowała na „rowerku” dopóki nie padnę, o! 🙂

Zanim jednak doczekam do końca sesji i z nieukrywaną radością stwierdzę, że jest już luty, wysłucham tej pani jeszcze z milion razy…

… a potem zacznę żałować, że nie potrafię migać tak szybko, jak ta dziewczyna, która została ostatnio moją bohaterką. Przedstawienie ten piosenki w języku migowym było dla niej formą zaliczenia zajęć. Gdybym musiała zaliczać egzaminy w ten sposób – byłabym najbardziej ambitną studentką 🙂

Nowy, nowy rok

Styczeń 6, 2011

Święta, święta i już po, jak zawsze zbyt szybko. Mama postawiła sobie za życiowy cel oddelegować mnie do Gdańska o tonę cięższą, więc – jak to pisał D. – „teraz łatwiej mnie przeskoczyć niż obejść”. Sylwester i Nowy Rok też minęły bez większych atrakcji, bo jak strzeliło Agacie w kręgosłupie, to wolała 2 dni przeleżeć plackiem w łóżku, opróżniała lodówkę z czego się tylko dało i wstrzymywała oddech, jak za każdym razem, gdy w tv puszczają „Wichry namiętności”. Tym razem darowałam sobie„Notting hill”, bo K. z A. skutecznie mi ten film obrzydzili 😀

Muzycznie Nowy Rok powitałam kolejnymi inspiracjami:

A na koniec zostawiłam „perełkę”. Porwałabym go – chcę mieć takie genialne dziecko. Problem polega na tym, że nie mam wystarczająco dużo miejsca w szafie. Na dobrą sprawę to w pokoju w ogóle nie mam szafy. Że też pod górkę w tym Nowym Roku.