Archive for Luty 2011

Kiedyś nauczyciele mieli jeszcze gorzej

Luty 22, 2011

Na chwilę obecną pracuję zarówno jako logopeda, jak i anglista, więc chyba nic  już nie zrobi na mnie wrażenia – trochę śliny czy flegmy mnie nie rusza, na moich oczach dzieci jadły bibułę, papier, kasztany, a nawet plastelinę. Muszę jednak przyznać, że to, co robię, sprawia mi mnóstwo przyjemności, bo każdego dnia jest coś, co mnie rozbawi. Dla przykładu:

Agata: – Powiedz, jak szczeka piesek?

Dziecko: – Woaf, woaf.

Agata: – A polski piesek?

Dziecko: – Hau, hau.

Czy hit ostatnich tygodni, A. lat 12: „A dlaczego pani nie pójdzie do Top Model? No, tak, z tymi włosami to będzie kiepsko….”. Kiedy wczoraj chciałam zrobić niespodziankę mojemu uczniowi i za ładną pracę dostał ode mnie zabawkę z Kinder Jajka, W.  lat 7, oparł ręce na biodrach i z wyrzutem zapytał: „A czekolada gdzie?!”. I miej tu dobre chęci 😀 Z dorosłymi też mam zajęcia, wcale nie są lepsi 🙂

Ta praca zmusza mnie do ciągłej samodyscypliny, przy nikim nie muszę się tak pilnować, jak przy dzieciach, ciągle inwestuję w kolejne pomoce i naprawy poprzednich, bo często lądują w zaślinionych paszczach, kiedy się odwracam. Nauczyłam się, że biżuterię warto zostawiać w mieszkaniu, o ile chcę zachować swoje uszy (w gruncie rzeczy zdążyłam się do nich przyzwyczaić, szkoda byłoby je stracić), zawsze muszę mieć przy sobie paczkę chusteczek, a niektórych wyrazów i zwrotów przy dzieciach wymawiać nie mogę (odpadły moje ulubione: „Si ju lejter, aligejter”, „Ołki dołki” oraz „In a łajl, krokodajl”).

Ostatnio jednak przeczytałam warunki pracy wg Kodeksu Nauczyciela z 1872 roku i doszłam do wniosku, że prawie 140 lat temu nauczyciele mieli jeszcze gorzej 🙂

„1. Nauczyciel każdego dnia powinien zadbać o to, aby lampy były napełnione a kominek czysty.

2. Każdy nauczyciel winien codziennie przynosić wiadro wody i kubeł węgla.

3. Pióra należy przygotowywać starannie. Końcówki piór można ostrzyć zgodnie z indywidualnymi upodobaniami wychowanków.

4. Nauczycielowi płci męskiej zezwala się na wykorzystanie jednego wieczoru w tygodniu na sprawy osobiste (bądź też dwóch wieczorów, jeśli regularnie uczęszcza do kościoła).

5. Po spędzeniu dziesięciu godzin w szkole, nauczyciele mogą oddać się czytaniu Biblii lub innych pożytecznych ksiąg.

6. Nauczycielki, które wychodzą za mąż bądź angażują się w romanse, dostaną natychmiastowe wypowiedzenie.

7. Nauczyciel, który pali, używa alkoholu w jakiejkolwiek formie, uczęszcza do kasyna lub domu publicznego, lub też goli się u fryzjera, dostarcza znakomitych powodów, by żywić poważne wątpliwości, co do jego wartości, zamiarów, prawości i uczciwości.

8. Nauczyciel powinien odkładać drobne sumy z każdej wypłacanej mu pensji, aby w latach starości nie stać się ciężarem dla społeczeństwa. (…)”

Muzycznie Sara Bareilles za niesamowity głos i cudne teksty piosenek:

Reklamy

Bezgraniczne zaufanie

Luty 20, 2011

Są osoby, które – ze względu na wykonywaną przez nich pracę – darzymy bezgranicznym zaufaniem. Lekarz, bo wyleczy nas z choroby; pilot samolotu, bo jeśli umierać to z miłości – szybsza identyfikacja zwłok po fakcie; dentysta – dwa lata nosiłam kaganiec na zębach i zaczepiałam się o absolutnie każdy szalik, wiem, co mówię; nawet weterynarz, skoro powierzamy w jego ręce naszego pupila, którego często kochamy bardziej, niż własne dzieci.

My – kobiety do takich zawodów doliczamy jeszcze fryzjera czy kosmetyczkę (i ewentualnie chirurga plastycznego). Zdrowie psychiczne jest dla nas równie ważne, jak to fizyczne.

W ramach zakończenia sesji, kiedy relaks jest bardziej niż wskazany, postanowiłam odwiedzić właśnie fryzjera. Chcąc podciąć końcówki włosów dosłownie o centymetr, wyszłam z salonu z fryzurą „a la garnek” – pani postanowiła uskutecznić na mnie swoją wizję, zupełnie ignorując moją dezaprobatę. Już po kilku pierwszych cięciach miałam łzy w oczach i zapewnienia: „Proszę się nie martwić, będzie dobrze,a włosy są jak trawa – odrosną” jakoś do mnie nie przemawiały.

Dwa kolejne dni przesiedziałam w mieszkaniu, zakrywając się kapturem i płacząc za każdym razem, kiedy przechodziłam obok szafy (kto wymyślił szafę z lustrem od podłogi do sufitu naprzeciwko moich drzwi, ja się pytam?).  Rozważałam potraktowanie resztek moich włosów uśmiechającymi się do mnie z każdej strony nożyczkami [wprowadzenie elementu dramatu na wzór amerykańskich teledysków], doszłam jednak do wniosku, że podobną sytuację przerabiałam już 4 lata temu i fachowcem w tej dziedzinie to ja nie jestem. Podpalenie salonu rozładowałoby złość, ale niczego nie zmieniłoby w moim wyglądzie. Poszłam więc do innego salonu, gdzie pani, która spojrzała na mnie, natychmiast zapytała: „Herbatki?”. Wiedziałam wtedy, że nadchodzi ratunek.

Podsumowując, drogie panie, drastyczne zmiany w wizerunku są ważne, ale tak, jak sprawdzacie lekarzy przed wizytą, tak radzę sprawdzić salon fryzjerski. Przecież fryzjera trzeba darzyć bezgranicznym zaufaniem 🙂

W głośnikach „Tiger” Maximum Balloon:

Filmowo polecam ciekawostkę logopedyczną „Jak zostać królem” z genialnym akcentem i prezencją Colina. Nigdy jeszcze nie miałam okazji pracować z osobą jąkającą się, a po obejrzeniu tej propozycji mam na to wyjątkową ochotę .

A tak swoją drogą, chyba odkryłam powód, dla którego studiuję filologię angielską („Panie Boże, nie potrzebuję kwiatów, nie musi mnie nosić na rękach, ale spraw, żeby mówił z brytyjskim akcentem. Amen.”).

Z zaległości, które nadrabiam, mogę polecić również „Jestem na tak”:

Obejrzałam ze względu na współlokatorów, którzy zachwycają się jedną z bohaterek i doszłam do wniosku, że muszę popracować nad słowem „tak” w moich wypowiedziach. Bo „świat jest placem zabaw – wiedzieliśmy o tym, gdy byliśmy dziećmi, ale zapomnieliśmy gdzieś po drodze”.

Love. almost as good as chocolate.

Luty 14, 2011

Znajdziemy powód, by być z sobą,
Albo będziemy bez powodu.”

/Czerwony Tulipan, „Żeby się sobą zauroczyć”/

Tak, wierzę w miłość. Nie w tę z księciem na białym koniu, czy – jak kto woli – wampirem w czarnym volvo. Wierzę w to prawdziwe, że jest. I mam Was za świadków, że jak znajdzie się ten ktoś, kto ukradnie moje serce, to się zrewanżuję i pewnego dnia rąbnę mu nazwisko.

Lubię liczyć schody, kiedy po nich wchodzę

Luty 11, 2011

Sesja dobiegła końca: teraz swój czas poświęcam już tylko na rzeczy, które – jak mawia Król Julian – trzeba wykonać szybko, zanim dotrze do mnie, że to bez sensu. Śpiewanie do grzebienia (biorę przykład z najlepszych, do lodówki też śpiewam, ale to jakoś nie powiększa jej zawartości), skakanie „na Małysza” z ruchomych schodów, uczę się nawet obsługiwać eyeliner (w razie gdybym musiała szykować barwy wojenne) – idzie przecież wiosna, a na wiosnę zawsze dzieją się ciekawe rzeczy. N. powiedziała, że „nigdy się nie dowiem, jaki scenariusz przygotowało mi życie.” Odpowiedziałam: „Mam nadzieję, iż w tym roku pojawi się kilka ciekawych wątków” i tego się trzymam. Zaprzyjaźniam się więc z tymi wszystkimi kosmetykami, które dziwnie często atakują moje oczy (spokojnie, rzęsy po ćwiczeniach z zalotką już dawno mi odrosły).

Po egzaminach wszystko jest piękniejsze, a ja jestem bardziej optymistycznie nastawiona do świata (nawet plujące i płaczące dzieci na zajęciach przestały mnie zniechęcać). Niech Was nie zdziwi, jeśli zobaczycie, że na ulicy ktos tak tańczy. To prawdopodobnie będę ja:

Ostatnio zastanawiałam się, co najbardziej sprawia mi przyjemność. Oprócz oczywistych, jest kilka drobnych rzeczy, które powodują, że uśmiecham się natychmiast. Lubię ten moment, kiedy śmieję się z czegoś tak bardzo i tak głośno, że czuję napływające do oczu łzy i brakuje mi tchu; jeść palcami („Gąski i kurki bierzemy w pazurki.”); mówić do zwierząt tak, jakby mnie rozumiały. Czasem zdarza mi się dyskutować też z ubraniami („Myślę, że to dobry dzień, aby spędzić go razem, nie sądzisz?”) i różnymi sprzętami domowymi („Niech cię szlag!”); przyglądać się parom w podeszłym wieku, które trzymają się za ręce; stać w autobusie obok kierowcy i wyobrażać sobie, że ja prowadzę ten autobus; patrzeć na biegające dzieci. Tak śmiesznie wtedy podskakują, że wyglądają jak piłeczki kauczukowe; słuchać, jak facet nuci / śpiewa w samochodzie (nawet, jeśli nie ma radia); wspominać czasy, kiedy wchodziło się do sklepu, żeby powiedzieć: „Dzień dobry, poproszę Hubbę Bubbę”; liczyć schody, kiedy po nich wchodzę … Tak, są rzeczy, które nigdy mi się nie znudzą, a po egzaminach są wyjątkowo przyjemne. I jakoś łatwiej je zauważyć.

Sesja trwa – piorę dywan

Luty 5, 2011

Całe życie marzyła mi się sypialnia z fioletowymi ścianami, jasnymi meblami i dużym, białym dywanem. Ponieważ minie jeszcze sporo czasu zanim dorobię się własnej sypialni, biały dywan postanowiłam kupić sobie w ramach czekania na resztę.

Niestety, białe rzeczy mają to do siebie, że brudzą się milion razy szybciej, niż te w innych kolorach. A ponieważ moja pomysłowość w czasie sesji nie zna granic, zamiast odwiedzić pralnię chemiczną, postanowiłam wyprać go sama.

Oczywiście zrozumiałam, że to nie był mój najmądrzejszy pomysł zaraz po tym, jak odkręciłam wodę. Mokra byłam ja, moja współlokatorka, cała łazienka (podejrzewam, że łącznie z sufitem), ale dywan – jak na złość – długo pozostał suchy. Co się działo po tym, jak zmieszałam wszystkie detergenty, jakie miałam pod ręką i potraktowałam nimi ww. dywan? No cóż, powiem tylko tyle, że połamałam sobie paznokcie i dostałam uczulenia  od wybielacza. Jednym słowem, moje marzenie odnośnie prześlicznej sypialni legło w gruzach ze względów praktycznych. Bo dywan moczący się w wannie i spoglądający na mnie ze smutkiem jak karp przed wigilią, to nie jest najciekawszy widok. A po prawie 2 h szorowania z góry na dół, swoim kolorem prezentuje bardziej rany wojenne, niż pierwotny kolor śniegu. Niech ta sesja już się kończy, bo zaczynam bać się własnych pomysłów 🙂

Muszę jednak przyznać, że moi współlokatorzy są niezwykle wyrozumiali, biorąc pod uwagę to, co wyprawiam. Ba, im głupszy pomysł, tym bardziej mnie dopingują (jak tak dalej pójdzie to zostanę królową jutuba 🙂 ). Jednak czasem ich inspiruję 🙂 Przykładowo A. postanowiła zrobić mi ciasto w ramach imienin. Możecie sobie wyobrazić moją radość, kiedy zobaczyłam to:

Myślę, że bardzo bym się nudziła, gdyby otaczali mnie sami normalni ludzie. Dobrze jest mieć pewne odchyły – przynajmniej banalne rzeczy mogą stać się powodem do śmiechu, a dobrych wspomnień nigdy dość 😀

Na zakończenie przedstawiam Wam Marcelka. Tak, rozczula mnie ta mała muszelka 🙂