Lubię liczyć schody, kiedy po nich wchodzę

Sesja dobiegła końca: teraz swój czas poświęcam już tylko na rzeczy, które – jak mawia Król Julian – trzeba wykonać szybko, zanim dotrze do mnie, że to bez sensu. Śpiewanie do grzebienia (biorę przykład z najlepszych, do lodówki też śpiewam, ale to jakoś nie powiększa jej zawartości), skakanie „na Małysza” z ruchomych schodów, uczę się nawet obsługiwać eyeliner (w razie gdybym musiała szykować barwy wojenne) – idzie przecież wiosna, a na wiosnę zawsze dzieją się ciekawe rzeczy. N. powiedziała, że „nigdy się nie dowiem, jaki scenariusz przygotowało mi życie.” Odpowiedziałam: „Mam nadzieję, iż w tym roku pojawi się kilka ciekawych wątków” i tego się trzymam. Zaprzyjaźniam się więc z tymi wszystkimi kosmetykami, które dziwnie często atakują moje oczy (spokojnie, rzęsy po ćwiczeniach z zalotką już dawno mi odrosły).

Po egzaminach wszystko jest piękniejsze, a ja jestem bardziej optymistycznie nastawiona do świata (nawet plujące i płaczące dzieci na zajęciach przestały mnie zniechęcać). Niech Was nie zdziwi, jeśli zobaczycie, że na ulicy ktos tak tańczy. To prawdopodobnie będę ja:

Ostatnio zastanawiałam się, co najbardziej sprawia mi przyjemność. Oprócz oczywistych, jest kilka drobnych rzeczy, które powodują, że uśmiecham się natychmiast. Lubię ten moment, kiedy śmieję się z czegoś tak bardzo i tak głośno, że czuję napływające do oczu łzy i brakuje mi tchu; jeść palcami („Gąski i kurki bierzemy w pazurki.”); mówić do zwierząt tak, jakby mnie rozumiały. Czasem zdarza mi się dyskutować też z ubraniami („Myślę, że to dobry dzień, aby spędzić go razem, nie sądzisz?”) i różnymi sprzętami domowymi („Niech cię szlag!”); przyglądać się parom w podeszłym wieku, które trzymają się za ręce; stać w autobusie obok kierowcy i wyobrażać sobie, że ja prowadzę ten autobus; patrzeć na biegające dzieci. Tak śmiesznie wtedy podskakują, że wyglądają jak piłeczki kauczukowe; słuchać, jak facet nuci / śpiewa w samochodzie (nawet, jeśli nie ma radia); wspominać czasy, kiedy wchodziło się do sklepu, żeby powiedzieć: „Dzień dobry, poproszę Hubbę Bubbę”; liczyć schody, kiedy po nich wchodzę … Tak, są rzeczy, które nigdy mi się nie znudzą, a po egzaminach są wyjątkowo przyjemne. I jakoś łatwiej je zauważyć.

Reklamy

Komentarzy 5 to “Lubię liczyć schody, kiedy po nich wchodzę”

  1. tom Says:

    Agata inspires Tom – Breakbot ❤

  2. Agata Says:

    Nareszcie! 🙂

  3. Karola Says:

    z tym autobusistą mje sie najbardziej podoba

  4. Fish Says:

    Kocham kocham kocham!! ❤ Kocham to w jaki sposób piszesz :* Chce sie spotkac po tej sesji w koncu! I bardzo poprawiłas mi humor znów przypominając Animale 😀 Spot-kaj-my się! 😀

  5. Agata Says:

    Haha,dorobiłam się własnego fana:P
    Ja jestem za,pisałam nawet ostatnio:)

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s


%d blogerów lubi to: