lost my brain. please don’t contact me,i’m happy

To już oficjalne – starzeję się. Nie, żebym jakoś specjalnie przejmowała się moim wiekiem: nie latam po sklepach kosmetycznych jak kot z pęcherzem w poszukiwaniu kremów przeciwzmarszczkowych, odpowiadam na pytanie, ile mam lat, nie mam z tym problemów. Jednak dochodzące do mnie informacje sprawiają, że nad wieloma rzeczami się zastanawiam. Tak, to jest dobry dzień na zrobienie wiosennych porządków w głowie. Ale, ale – zacznijmy od początku.

Kiedyś już Wam wspominałam, że uwielbiam oglądać stare albumy. Zdjęcia dużo o nas mówią. Czasem pokazują, jacy uroczy byliśmy ze smokiem w paszczy, czy pieluchą na tyłku, innym razem przestrzegają nas przed popełnieniem fryzurowego, makijażowego, ubraniowego czy koleżeńskiego błędu. Na większości starych zdjęć ręka wędruje mi do paszczy. Po tylu latach przeżuwania (od bułek, po pluszowe misie) aż dziw, że jeszcze się nie turlam, zważywszy na fakt, że pewne przyzwyczajenia, nawet z wiekiem, się nie zmieniają. Mama zawsze mówiła, że „lepiej mnie ubierać, niż karmić”.

Tak czy siak, lubię je oglądać, nawet jeśli do niektórych moich ekscesów wolę się nie przyznawać 🙂 Niestety, zdjęcia mają to do siebie, że pokazują, jak szybko mija czas. Ostatnio dorwałam się do rodzinnych albumów i, wyciągając z nich kolejne zdjęcia, doszłam do wniosku z pierwszego akapitu.

Co więcej, w tym przekonaniu utwierdziła mnie moja była współlokatorka, która postanowiła się zaręczyć. Swoją drogą, to ciekawa historia: pierwszego roku studiów, naszego pierwszego dnia na uczelni, na pierwszych zajęciach, chłopak usiadł za nami i powiedział do kolegi patrząc na nią: „Wiesz, kiedyś się z nią ożenię”. Swoją konsekwencję zamanifestował pierścionkiem na palcu K. – będzie rodzina logopedów. A 4 lata temu śmiałam się, kiedy mówił, że zawsze realizuje swoje plany.

Skoro już dociera do mnie, że czas się ustatkować i zająć czymś dochodowym, dzięki pomocy N., wpadłam na pomysł złotego interesu. Jakoś trzeba zarobić na dom z basem, skoro po studiach perspektywa pracy jest nieciekawa (chociaż zmywaki w Anglii już czekają na magistrów): zainwestuję w kurę. Będzie to biznes z niewielkim wkładem własnym (zrobię jej tylko wybieg na balkonie), w procesie produkcji jaj nie muszę już brać udziału. Ona będzie znosiła ww. jaja, a ja mam zamiar je sprzedawać po sąsiadach w bloku, drąc się jak stare prześcieradło: „Świeże jaja” na dzielni 😛 Jeśli będzie mi się nudziło, nauczę ją mówić i będzie mogła mi siedzieć na ramieniu jak papuga, a w razie kryzysu – będzie rosół 😀 Zwierzątko domowe przynoszące dochody 😀 Poważnie zastanawiam się, czy założenie jest głupie, czy po prostu błyskotliwe 😀

Swoją drogą, idzie wiosna. Może dlatego przyszło mi zwariować 😀

Reklamy

Tagi: , , , , ,

komentarzy 6 to “lost my brain. please don’t contact me,i’m happy”

  1. Nata Says:

    lubię czytać Twoje wpisy,mają w sobie tyle optymizmu,że aż chce się żyć 🙂 ! swoją drogą czerwony strój w kropki wymiata 😀

  2. Agata Says:

    To była Myszka Minnie, dobre wdzianko 😀

  3. Wnusiek Says:

    Mówiąca kura na ramieniu to był mój pomysł:P

  4. Agata Says:

    Ja Ci zbyt dużo mówię o pomysłach przed ich realizacją 😛
    Pomysł kury nie był Twój,z papugokurą to już inna sprawa 😛
    Ale przyczyniłeś się do wpisu i rozwoju koncepcji kury na balkonie,możesz być z siebie dumny 😀

  5. Ania Says:

    Mnie mama zawsze przebierała z podstawówce za cygankę. Uważała, że z tymi siniakami i wiecznie czymś usmarowana to idealny strój dla mnie:)
    I ja pamiętam Sinbada:)*
    Kury jednej nie polecam, sra wszędzie przez co okrutnie śmierdzi, drze się czasami jak stare prześcieradło i znosi jajo z częstotliwością 1 na dwa dni czyli to mało dochodowe.

    Jak już robić złote interesy to ja polecam tak z 5 kurników po 10 tys sztuk wtedy się opłaca:D albo jeszcze lepiej kurczaki rzeźne wiesz jakie są na tym kokosy – wtedy będziesz miała 5 domów z basenem, a nie jeden i każdy w innym państwie. Tak, to świetny pomysł, a ja mogę Ci to wszystko leczyć i opiekować się stadem, to co robimy interes?:P

  6. Agata Says:

    Sindbad to moja trauma z dzieciństwa, nie przypominaj nawet…

    Też mnie mama przebierała za cygankę,ale zrezygnowała z pomysłu,kiedy rozwaliłam jej wszystkie korale i pogubiłam chusty 😀

    Agatowa kura nie będzie kupała gdzie popadnie, jedna mi wystarczy,skoro będzie znosiła złote jajka 😛

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s


%d blogerów lubi to: