Archive for Kwiecień 2011

Wesołych Świąt

Kwiecień 23, 2011

Kochani, ponieważ utknęłam między przedświątecznymi obowiązkami, a przyjemnościami w podjadaniu sałatek i oblizywaniu pacek po masach na ciasto, pozwólcie, że zostawię tu tylko kilka słów:


Niech Wam przyświeca przez całe święta to gigantyczne żółtko, które wisi na niebie, niech uśmiech nie schodzi z Waszych twarzy, a czas spędzony w gronie rodziny będzie niezapomniany. Bo to są właśnie momenty, które warto pamiętać 🙂

Bardzo Lubię Informować Przyjaciół

Kwiecień 19, 2011

Zwykle piosenki, które Wam polecam, bo merdają moim wyimaginowanym ogonkiem, umieszczam na końcu wpisu. Dziś robię wyjątek, bo rzadko trafiają mi się nutki, które uwielbiam aż do tego stopnia.

W głośnikach podśpiewuje mi  Miss Li tak, że mam aż ciarki, gdy wsłuchuję się w tekst. Marzy mi się, naprawdę mi się marzy, napisać pewnego dnia coś takiego, by ktoś przeczytał/wysłuchał i powiedział: „Czułem tak samo”. Takie moje niespełnienie 🙂

Proszę Państwa, przed Państwem „Is this the end”:

Ponieważ „Bardzo Lubię Informować Przyjaciół”, chciałam podzielić się z Wami nowiną, mianowicie przedstawiam moje najmłodsze dziecko – blipa 🙂

Dawno, dawno temu, kiedy K. zakładał własnego mikrobloga, opisał zasady jego funkcjonowania na swoim wordpressie. Mam nadzieję,że mi wybaczy, jeśli odeślę Was do jego linka, aby zapoznać się z definicjami i zasadami funkcjonowania tego maleństwa ( -> klik ).

Gdybyście więc chcieli zobaczyć, co dzieje się u mnie, a chwilopylnie już Wam się przejadło, zapraszam -> tutaj . Jednocześnie zapewniam, że z wordpressa nie rezygnuję, bo wszystkie moje dzieci kocham i dbam o nie tak samo 😀

Ja już w kościach czuję święta, w żołądku makowce i inne pyszności – jednym słowem laba na całego. W najbliższych dniach możecie spotkać mnie na rynku we Wrocławiu, szukającą krasnali między kamieniczkami, potem już tylko w Zielonym Mieście 😀

Do you believe in magic?

Kwiecień 14, 2011

Stwierdziłam, że muszę wygadać moją traumę. A jest nią specjalizacja, którą sobie wybrałam – neurologopedia. Semestr zbliża się ku końcowi, a ja do tej pory nie wiem, co mnie podkusiło, żeby uczyć się o mózgu i to dobrowolnie.

Wykładowcy na GUMedzie wyglądają jak rzeźnicy (bo kto chodzi po korytarzach w foliowych fartuchach, ja się pytam?) i krzyczą na mnie za jedzenie czekolady w prosektorium [Wielkie mi rzeczy – gdyby sala nie wyglądała jak typowa sala wykładowa z rzutnikiem i krzesłami dla słuchaczy, gdyby ktoś napisał na drzwiach, gdzie się wchodzi, nigdy bym tej czekolady do paszczy nie wepchała. Zresztą miałam inne wyobrażenie o prosektorium: długie stoły, lampy jarzeniowe, opary formaliny… Nie trzeba mi zaraz sugerować, że gdybym urodziła się w starożytności, moi rodzice pewnie zrzuciliby mnie ze skarpy].

O mózgu wiem jedynie tyle, że niektórzy go mają, a inni nie. I że dobrze, jeśli potencjalni kandydaci na męża go posiadają.

Mój mózg składa się z:

1) Tekstów piosenek

2) Cytatów z moich ulubionych filmów, książek i seriali

3) Zasłyszanych sucharów

Niestety nie odkryłam jeszcze, jak zwiększyć jego objętość, dlatego potrzebne informacje zajmują niewielką przestrzeń w mojej głowie.

Słyszałam również, iż mózg można podzielić na kilka innych części -> klik

Ponieważ ta wiedza wykładowców raczej nie przekonuje, próbowałam podszkolić się i do poduszki pochłaniam mądre książki o neuroanatomii. Okazało się jednak, że nawet one mnie demotywują po tym, jak zobaczyłam: „(…) gdy czytasz ten podręcznik, Twój mózg wysyła (miejmy nadzieję) fale beta”. No cóż, zdanie „motyla noga” przekształca on na milion sposobów w kierunku wykładowców, ale czy wysyła jakiekolwiek fale – sama zaczynam wątpić. Kiedy myślę więc o nadchodzących egzaminach, literki w książkach układają mi się w tylko jedno zdanie: „Do you believe in magic?” 🙂

Reasumując, uważam, że moja obecność na GUMedzie ma funkcję jedynie dekoracyjną i będę przeszczęśliwa, gdy ten semestr dobiegnie końca. Wakacyjne plany się krystalizują: bilety kupione, GB łelkam tu! 😀

Muzycznie miałam niedawno okazję pojawić się na koncercie Piotra Roguckiego. Od tego czasu chodzi za mną „Mała”, do posłuchania -> tutaj , a dzięki D. męczę współlokatorów Kings Of Leon za dobre słowa:

Jak wspominałam we wcześniejszych wpisach – przyszła wiosna. Coraz częściej zaczynam zauważać, jakie dziwne rzeczy wyprawia ona z ludźmi. Jedni się rozstają, chociaż były to pary, którym wróżyłam ołtarze i białe suknie pod rozgwieżdżonym niebem rozpalonych dłoni. Inni odnajdują w sobie coś, czego nie dostrzegali zimową porą. Jedni i drudzy zaskakują mnie niesamowicie. Bo dlaczego ludzie nie przygarniają się jesienią, tylko zawsze na wiosnę? Myślę o tym wszystkim, nucąc pod nosem jedną z moich ulubionych piosenek:

” (…) życie w dziwny sposób czai się na ciebie,
kiedy myślisz, że jest ok, wszystko idzie dobrze;
i życie w dziwny sposób pomaga Ci,
kiedy myślisz, że wszystko idzie źle i cały świat wali Ci się na głowę (…)”

Prywatnie cieszę się, że ludzie potrafią mnie jeszcze zaskoczyć.

Bardzo miło jest czuć wiosnę

Jeszcze nie wiem, skąd wieje wiatr.

Kwiecień 4, 2011

To był pracowity tydzień. Zaczęło się od, wspomnianego już wcześniej, przyjazdu A. do Gdańska. Przed Wami kilka moich ulubionych zdjęć z biegania po plaży:

Zdjęcia: Agnieszka Biczuk ->  http://www.abiczuk.pl/

Następnie spotkania z Piratami, zapiekanki, które kończą się jajecznicą i odkrywanie, że dowcipni sąsiedzi i właściciele wynajmowanych mieszkań to skarb. Moi obecni sąsiedzi, chociaż mieszkają w bloku, mają drzwi pancerne i nikt ich nigdy na oczy nie widział. Raz nawet odwiedziła nas pani z urzędu dowiedzieć się, czy czasem nie umarli…

Więcej z czwartkowo – sobotniej przeprowadzki znajdziecie tutaj -> http://kamilwysocki.com/wordpress/2011/04/o-tym-ze-krol-wrocil-na-zamek/ .

Filmowo polecam „500 Days of Summer”, po obejrzeniu którego zamarzyłam o bieganiu po Ikea i odgrywaniu scenek „z życia wziętych”, jak podczas ćwiczeń z angielskiego przed maturą 😀  [„Darling, I don’t know how to tell you this, but there’s a Chinese family in our bathroom.”]

Muzycznie cudny soundtrack z tego właśnie filmu:

A ja dalej nie wiem, skąd wieje wiatr.

My heart is both drunk and a kid

Kwiecień 2, 2011

Czuję wiosnę. Mam już za sobą pierwszą jazdę na rowerze, pierwsze podrygi w lekkim płaszczu, balerinach i cienkich sukienkach, pierwsze lody w wafelkach, pierwszy lans w okularach przeciwsłonecznych, przesiadywanie na plażowym piasku – lubię te wszystkie pierwsze, które kojarzą mi się z wiosną. Chociaż wstawanie o poranku w dalszym ciągu jest dla mnie Mission Impossible, to jednak chce mi się więcej, uśmiecham się częściej, śpiewam głośniej. Odpowiada mi stan wiosennego roztargnienia; tego czasu, kiedy nie pozostaje mi już nic innego, jak wariować, a znajomi zaczynają traktować to jako skutek pięknej pogody, a nie symptomy choroby psychicznej 🙂 Przypominają mi się słowa Agnieszki Osieckiej (polecam wykonanie zespołu Raz Dwa Trzy):

” (…) I tylko taką mnie ścieżką poprowadź,
gdzie śmieją się śmiechy w ciemności
i gdzie muzyka gra, muzyka gra.
…nie daj mi, Boże, broń Boże, skosztować
tak zwanej życiowej mądrości (…) „

Ostatnio odwiedziła mnie A., co, oprócz standardowych procedur gościnno – plotkarskich, zaowocowało zdjęciami na plaży właśnie. Poniżej możecie zobaczyć nas, wtedy jeszcze w zimowych kurtkach, jak przygotowujemy się do sesji, rozgrzewając herbatą i szczerząc do aparatu. Zapraszam do śledzenia kolejnych wpisów, aby zobaczyć rezultaty mojego biegania po piachu.

Wiosennym potupajkom towarzyszą przeróżne rytmy. W słoneczne dni muzykę łykam jak żaba muł 😀

Ps

Zastanowiło Was kiedyś, co wzięlibyście ze sobą, gdybyście mieli okazję zabrać tylko jedną rzecz? A może, co chcielibyście posiadać, a nie należy w tej chwili do Was? Ja – gdybym miała taką okazję – wiedziałabym, co zabrać.