Smak i zapach Indii

Moim ulubionym miejscem w Hastings, gdzie obecnie mieszkam, jest indyjska restauracja, w której miałam już wcześniej okazję pracować i która zatrudnia mnie podczas tegorocznych festiwali. Nie będę ukrywała, że korzystam z uprzejmości moich znajomych i obżeram się indyjskimi specjałami jak dziki bąk. Uwielbiam tę kuchnię – to jedna z tych, które doceniają magię przypraw, przez co jest ona niezwykle aromatyczna, ostra i dość konkretna. Cebulowe Bhajee, Papadumsy, chleb Naan wypiekany w specjalnych piecach przytaszczonych z Indii (kupiłam taki w Polsce – nasz nawet nie leżał koło takiego wynalazku), Samosa (wyglądem przypominająca trójkątne pierogi) z kurczakiem lub warzywami (jakoś nie mogę przekonać się do owcy, biorąc pod uwagę, że od zatrzęsienia biega tego po okolicznych łąkach)… I nie byłabym sobą, gdybym nie wspomniała o indyjskiej herbacie, czyli mieszance liści czarnej herbaty ze wszystkimi możliwymi przyprawami tej kuchni – nawet w smaku jest ostra, przez co świetnie rozgrzewa, chociaż nie powiem, że jest to mój ulubiony napar. Smakuje zawsze inaczej, w zależności, kto ją przygotowuje i ile składników ma aktualnie pod ręką.

Jeśli chodzi o ludzi pochodzących z Indii to mogłabym mówić o nich godzinami. Ci, których znam z Hastings są jak jedna wielka rodzina, bardzo pozytywnie nastawiona do Polaków, opisująca nas jako „crazy people”. Jest to jednak środowisko dość hermetyczne, jedynie obsługa i tzw. management znają angielski w stopniu komunikatywnym, reszta pracowników kończy rozmowę na kilku podstawowych zwrotach, dlatego nigdy nie wiem, czy dyskutują o posiłkach, czy mnie obgadują 🙂

Język indyjski jest dla mnie banalny jeśli chodzi o powtarzanie, jednak totalnie nie do zapamiętania, bo słowa ciężko z czymkolwiek skojarzyć. Ja jednak osiągam zadowalające rezultaty jako nauczycielka: obsługa i dostawcy powtarzają już większość zwrotów grzecznościowych, wszystkie znane mi wersje: „Masz duże cycki”, frazy i wyrazy takie jak: „Piwo jest drogie, idź do domu”, „Cześć, mała”, „Spier****j” (na ich prośbę i wyraźne zainteresowanie, przez co teraz nadużywają tego słowa), naturalnie „Kocham cię” oraz  „kilof” i „poziomica”, do tej pory nie wiem, dlaczego i po co im te dwa ostatnie.

Reasumując, chciałabym zabrać kawałek tego miejsca – zwłaszcza kuchnię – do domu. No, może tylko te śmierdzące kadzidełka zostawiłabym tutaj.

Reklamy

Tagi:

komentarzy 6 to “Smak i zapach Indii”

  1. Ania Says:

    jednak Flavours of India? 🙂 eh chłopaki są śmieszni ze swoim „jak (jug) of water”:D
    Skype we wtorek wieczorem? ok czasu polskiego, może być? pisz na fb lub maila bo to spr codziennie. besito:*

    ps. wiesz jak po angielsku jest kilof i poziomica!? masa:P

  2. wnusiek Says:

    Przesadziłaś z tym wideo:P

  3. Agata Says:

    Już sam fakt,że ktoś zamawia dzbanek wody z kranu i za to płaci mnie dziwi 🙂
    Wtorek jestem na festiwalu,środa.
    Jeśli nie wiem,jak coś jest po ang -zawsze mogę to opisać,to mi dobrze idzie 😀
    A wideo jest mega,w razie w zwalę na dziewczyny z Żaby,to one mi to pokazały,jak miały fazę na Bollywood 🙂

  4. Ania Says:

    e tam wideo, kuchnie mają zajebistą… Takiego Naana to bym wciągnęła o każdej porze dnia i nocy:) Może być środa, pa:*

    ps. po dłuższym przesłuchaniu przyznaję rację Mateuszowi.

  5. Agata Says:

    Przesłuchasz 20 razy,to Ci się wkręci,wspomnisz moje słowa,że to dobry kawałek 😛

  6. wnusiek Says:

    Przynajmniej Ania mi przyznaje rację 😀 Dzięki:)

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s


%d blogerów lubi to: