‚I go back to black’

Amy Winehouse nie żyje. Można to było przewidzieć po tym, jak od kilku lat media śledziły jej problemy z depresją, bulimią, uzależnieniami od alkoholu, narkotyków, tytoniu i kij ją wie, od czego jeszcze. Pomimo tego, szkoda mi kobiety, bo zmarnowała swój olbrzymi talent. Ludzie naprawdę nie potrafią docenić swoich zdolności.

Wielka Brytania to kraj niezwykle Amy oddany. Koszulki z jej wizerunkiem łatwo dostać w sklepach, „Rehab” (wydawać by się mogło, jej carpe diem) można było usłyszeć z samochodów praktycznie każdego dnia. Mam wrażenie, że dzisiaj każda angielska rodzina słucha jej płyt, a telewizory są włączone jedynie po to, żeby dowiedzieć się o szczegółach jej śmierci (co tam zamachy w Norwegii…), większość stacji przypomina jej teledyski, a w radiu nie mówią już o niczym innym, tylko o tłumie ludzi zebranych pod jej londyńską posiadłością.

Publicysta Piotr Bratkowski w artykule „Tylko martw Amy jest dobrą Amy” napisał: „mam nieodparte wrażenie, że Amy Winehouse umarła, bo nikomu nie zależało, by żyła. Także branży muzycznej. Weźcie to za teorię spiskową ale podejrzewam że przeprowadzono w tej  sprawie kalkulację. I wyliczono, że martwa Amy opłaca się bardziej niż Amy żywa. Bo cóż po żywej? Od  pięciu lat nie udało jej się nagrać płyty, niedawny come back zakończył się kompromitacją. Żywa Amy generowała raczej koszta niż zyski. Na Amy martwej i przerobionej na legendę można by ten niekorzystny bilans poprawić: Presley i Lennon wciąż należą do najlepiej zarabiających muzyków na świecie. A dzisiejszym pięknym i zdolnym, jakoś odechciało się w skali masowej młodo umierać. Trup Amy Winehouse tę dotkliwą lukę rynkowa świetnie wypełni. / Nie potrafię i nie chcę o niej myśleć jako o przyszłej legendzie. To dla mnie dzieciak, pozostawiony w samotności tak strasznej, że nie umiem sobie tego wyobrazić.” [całość do przeczytania tutaj]

Być może są to słowa prawdy, bo już dzień po jej śmierci w internecie można kupić koszulki z napisem: „Amy nie umarła”, co przypomina mi wydarzenia z 2009 roku, kiedy media trąbiły o śmierci Jacksona. Aż boję się pojechać do centrum Hastings, bo jestem w stanie wyobrazić sobie te „pamiątki” w każdym sklepie. Liczba jej fanów na facebooku znacznie wzrosła, tak, jak pewnie wzrośnie sprzedaż jej płyt w ciągu najbliższych kilku dni. Widać nawet na śmierci można nieźle zarobić, bo wyżej wspomniana koszulka kosztuje niecałe 20 euro, a nie będę zaskoczona, jeśli przynajmniej 1/3 Brytyjczyków będzie chciała taką mieć. W sumie można byłoby wyprodukować całą serię takich t-shirtów i czekać tylko, aż Pete Doherty czy Lindsay Lohan, tak, jak wczoraj Amy, przegrają walkę z uzależnieniem (czego, oczywiście, nie życzę).

Tak czy siak, ja do fanów głosu Amy się zaliczam i żałuję, że wyprodukowała zaledwie 2 albumy studyjne.

Zostawiam Was z moimi ulubionymi kawałkami Amy:

Reklamy

Tagi:

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s


%d blogerów lubi to: