O filmach słów kilka

Pora roku nie rozpieszcza. „Zimno, ciemno i do domu daleko”, chciałoby się powiedzieć. Jednak te chłodne, jesienne wieczory pasują mi do filiżanki herbaty i filmu, co też praktykuję w wolnych chwilach (bądź w tych, które wolne nie są, ale do marnowania się nadają).

Pierwszy z tych, które chcę Wam polecić, to „Wszyscy mają się dobrze” – dramat obyczajowy o facecie (Robert De Niro), który udaje się w podróż, aby odwiedzić wszystkie swoje – dorosłe już – dzieci. Jak to zwykle z podróżami bywa – kończą jako wycieczki w głąb siebie. Film dla jedynaka na emigracji smutny aż do bólu, prawdziwy. O czasie, który ucieka, a którego się nie docenia; o dorastaniu, przeżywaniu i starzeniu się; o problemach, które chciałoby się przemilczeć i radościach z dzielenia się nimi, z ludźmi, którzy są nam bliscy. Cudo.

„Listy do M.” perełką kinematograficzną nie są. Polska wersja „To właśnie miłość” z oklepaną obsadą aktorską i przewidywalnymi wątkami. Jak wiele świątecznych produktów, film ten trzeba było „opchnąć” przed Gwiazdką i, sądząc po wypełnionej po brzegi sali w kinie, twórcy dopięli swego. Polecam jednak, bo pierwszy raz w życiu rola młodego Stuhra mnie ruszyła (dziewczyny tak chyba mają, że nieogarnięci samotni ojcowie chwytają nas za serca) i stwierdziłam, że nie był zabawny w głupi sposób. Po „Testosteronie”, „Chłopaki nie płaczą” i „Baśń o ludziach stąd” trudno było mu wybić się poza ramy, w które go wsadziłam. Co więcej, skoro z wystaw sklepowych atakują nas już wystrojone choinki, a Justin Bieber śpiewa śpiewa swoje „Mistletoe”, dlaczego nie pójść na film, w którym przyjemnie sypie śnieg, a ludzie życzą sobie „Wesołych świąt”? Nawet taka produkcja była w stanie pozytywnie nastawić mnie do przedświątecznego szału zakupów i mordowania karpia.

Na koniec komedia. Tytułowa „Nowa dziewczyna” wprowadza się do wynajętego mieszkania, po tym, jak były zrobił ją w trąbę z inną. I tu Jess styka się z 3 współlokatorami, którzy, jak to faceci, zupełnie nie pojmują jej metod radzenia sobie po rozstaniu: oglądaniu „Dirty dancing” i pochłanianiu ogromnej ilości lodów. Serial o burzeniu stereotypów w zabawny sposób, humor rodem z „Jak poznałem waszą matkę”. Dla mnie świetne niecałe 30 minut za odcinek, a wnioskując z chichotów dochodzących z drugiego pokoju,  A. też została fanką tej historii.

Gdybyście obejrzeli coś, co Waszym zdaniem jest godne polecenia – zamieniam się w słuch. Zapasów herbaty mam jeszcze sporo, a pisanie prac dyplomowych nie idzie w parze z jesiennymi wieczorami.

Reklamy

Tagi: , , , , ,

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s


%d blogerów lubi to: