Grzanie przez przytulanie

Zima nie jest najlepszą porą roku, jeśli chodzi o kreowanie modowego wizerunku. Ubieram się „na cebulkę”, więc nie dość, że wyglądam jak wielka kulka, to jeszcze każdy ewentualny upadek (a o taki na lodzie wcale trudno nie jest), kończy toczeniem się. Mogłabym przymierzyć milion czapek, ale w każdej wyglądam jak w wełnianym czepku kąpielowym. Nauszniki wcale nie są lepsze, bo w połączeniu z moją kitką przypominają nadajnik radiowy i znajomi śmieją się, że spokojnie mogłabym odbierać Radio Maryja. Nie będę już wspominała o rajstopach, które na siłę wciskam w spodnie, a które znacznie ograniczają ruchy. Z całą pewnością wygrałabym konkurs na „Robota roku”, jeśli ktoś posłałby mnie na takowy w zimowym ubraniu.

Szczerze przeklinam „kanarów” w tramwajach, którzy każą wyciągać mi bilet do kontroli: nie dość, że muszę grzebać w torebce (a każda kobieta wie, że w pośpiechu jest to ogromne wyzwanie), to jeszcze muszę szukać potem rękawiczek po całym przedziale, bo jak się nosi 2 pary, to bardzo łatwo którąś zgubić. Ciężko jest bowiem upilnować 2 niesforne rękawiczki, a co dopiero 4, szalik i mnóstwo rzeczy, które chcą w tym samym czasie wyjść z torebki.

Jednak bez względu na to, ile warstw swetrów, barchanowych majtek i innym kalesonów bym na siebie nałożyła i tak będę zamarzała, więc każdej zimy wyglądam jak Rudolf z czerwonym nosem. I chociaż uwielbiam tę porę za cudny krajobraz za oknem, kiedy tulę się czule do kaloryfera, tak wnioskuję, że w poprzednim życiu  na pewno urodziłam się w ciepłym klimacie. Swoją drogą, biedni ci ludzie, którzy opalają się przez cały rok. Może w swoim życiu zobaczą mnóstwo bałwanów, ale pewnie rzadko tych ze śniegu.

Moją ulubioną zimową czynnością jest „grzanie przez przytulanie”. O ile nie mam wpływu na zaszronione szyby i oblodzone ulice, tak wpływam na moje prywatne „roztopienie się w środku”, a to przydaje się na chłodne wieczory. I nie wiem, jak faceci to robią, ale działają jak najlepsze kaloryfery, więc czy M. tego chce czy nie, „grzanie przez przytulanie” stało się również jego rozrywką 🙂

Muzycznie grzeje mnie Ed, gdy śpiewa: „And if it’s dark in a cold December, I’ve got ya to keep me warm”:

Reklamy

Tagi: ,

Komentarzy 6 to “Grzanie przez przytulanie”

  1. nin Says:

    To śpiewa Ron z Harego Potera?!

  2. Ania Says:

    czy to jest poterowski Ron? ale numer…

  3. Agata Says:

    Nieeee,śpiewa Ed,a w teledysku występuje Rupert Grint,ot taka zmyłka 🙂 Swoją drogą,dobry pomysł na video 🙂

  4. Joanna Mrozińska Says:

    na gubienie rękawiczek wymyślono sposób już dawno – wystarczy przyszyć je do sznurka, przeciągnąć konstrukcję przez wieszaczek w kurtce (o ile nie jest urwany ;D) i gotowe; wiem, że są i tacy, którzy i tak rękawiczki zgubią, ale trzeba o to o wiele więcej starania; ja, dopóki mama dawała takie rękawiczki, wracałam do domu z kompletem, potem było już gorzej 😉

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s


%d blogerów lubi to: