Archive for Kwiecień 2012

Historia jednej butelki

Kwiecień 26, 2012

Niektóre rzeczy wracają do nas jak bumerang, chociaż zwykle są to stare problemy. Ja jednak usłyszałam ostatnio historię pewnego przedmiotu, który zwiedził „pół świata”, a ponieważ opowieść ta rozbawiła mnie niesamowicie, postanowiłam się nią z Wami podzielić.

Pani B., jedna z najcudowniejszych osób jakie znam, kilka lat temu pojechała odwiedzić koleżankę, mieszkającą na stałe w Wielkiej Brytanii. Przy okazji postanowiła spotkać się ze znajomym – Panem X., który również mieszka w UK, ale – co jest istotne dla naszej historii – nie zna się z koleżanką Pani B.

Podczas spaceru Pan X. podarował Pani B. butelkę alkoholu, mówiąc: „Dostałem ją od kolegi, ale jest jakaś dziwna… Skoro jesteś z Polski, powiedz, proszę, co to jest?”. Pani B. stwierdziła, że mętna zawartość butelki jest spirytusem rozrobionym z wodą i miodem – typowym trunkiem, który pojawiał się kilka lat temu na stołach pod koniec imprezy weselnej (gdyby Pan X. przyjrzał się etykiecie, zauważyłby napis: „Wódka weselna”, imiona Młodej Pary oraz datę).

Pani B. wzięła butelkę od Pana X. i pokazała ją koleżance. „Pani B., ja znam tę butelkę!” – powiedziała ów koleżanka. „2 lata temu pojechałam na wesele do Polski, gdzie dostałam ją od Młodej Pary. Ponieważ przyjazd do rodzinnego kraju wiązał się z dłuższym urlopem, chciałam podziękować jakoś mojemu angielskiemu szefowi i dałam mu ją w prezencie po moim powrocie!” – wyjaśniła [Pan X. nie był szefem koleżanki Pani B., przypomina chwilopylnie].

Pani B., zaskoczona sytuacją, sięgnęła po słuchawkę, aby dowiedzieć się, dlaczego butelka polskiej wódki weselnej znalazła się w dłoniach Pana X, od którego ją dostała. I tak oto okazało się, że szef koleżanki Pani B. stwierdził, iż żółty kolor i mętna zawartość butelki nie przekonują go do jej spożycia, więc zrobił z niej tzw. prezent przechodni i oddał ją synowi. Syn spojrzał na mętną zawartość i przekazał ją dalej koledze, prawdopodobnie bojąc się o swoje angielskie zdrowie. Kolega syna również nie był przekonany do mętnych polskich wyrobów tradycyjnych, dlatego sprezentował ją dalej Panu X, który oddał ją Pani B., gdyż sądził, że ona – z racji swojego pochodzenia – na polskich specjałach znać się powinna…

W ciągu 2 lat butelka polskiej wódki weselnej przechodziła z rąk do rąk, aby finalnie wrócić z Panią B. do Polski i stać się bohaterką zabawnej anegdotki. Wiadomo bowiem, że wyroby weselne należą do dość specyficznych i nie dziwię się, że żaden z Anglików nie miał wystarczająco dużo odwagi, aby nasz trunek spożyć. Co nie zmienia faktu, iż chciałabym zobaczyć minę koleżanki Pani B., która zobaczyła nienaruszoną butelkę polskiej wódki z wesela, na którym była 2 lata wcześniej. U nas taka wstrzemięźliwość od alkoholu raczej by nie przeszła.

A skoro w temacie alkoholu już jesteśmy, polecam Eda z jego (kolejnym już) zabawnym teledyskiem. Tak, przyznaję, mam do niego słabość. Jak do wszystkich rudych zresztą.

Reklamy

Światowy Dzień Książki

Kwiecień 23, 2012

23 kwietnia został uznany za Światowy Dzień Książki i ( przez Szpiegowsky (->tutaj) ) pokusiłam się o wpis w sprawie książek właśnie, bo są one tematem wdzięcznym i chyba potrzebnym.

Ostatnio zasypiam nad „Językoznawstwem normatywnym” i „Tablicami polonistycznymi”, więc niecierpliwie czekam do wakacji, kiedy to wystawię swoje białe jak mąka ciało na plaży i będę wytrzepywała piasek spomiędzy kartek książek, które wzruszają i bawią bardziej niż normy wymawianiowe i ćwiczenia dykcji, którymi się teraz zajmuję.

Przyznaję się bez bicia: kiedyś czytałam dużo więcej. Teraz czas, który spędzam nad  książkami liczy się w długości torów tramwajowych. Książkę w torebce mam prawie zawsze. Nie przekonałam się jeszcze do elektronicznych czytników, bo uwielbiam zapach nowych stron, chociaż sporo książek kupuję też w second handach, bo te anglojęzyczne do tanich nie należą.

Uwielbiam porównywać słowo pisane z jego filmową wersją, chociaż jeszcze nie trafiłam na taki film, który uznałabym za lepszy niż książka. Jestem dumną posiadaczką „Wody dla słoni” Sary Gruen, „One day” Davida Nichollsa, prawie wszystkich książek Ceceli Ahern czy Emily Giffin, z których zaśmiewam się do łez.  Czytam seriami, zawsze w odpowiedniej kolejności. Przymierzam się do porównania „Jak ona to robi?” Allison Pearson oraz  „The Vow” Kim i Krickitt Carpenterów, którą widziałam w kinie pod polskim tytułem „I że cię nie opuszczę”, bo to historia tak nieprawdopodobnie banalna, że aż mnie korci, aby się z nią zapoznać.


Dzieciństwo spędziłam nad przygodami „Mikołajka” – do którego wróciłam ponownie na studiach – i historiami Krzysztofa Petka, które śledziłam, podróżując palcem po polskiej mapie. Do tej pory śnią mi się sceny z „Czarnego anioła” Grahama Mastertona – najbardziej brutalnej książki, jaką miałam w dłoniach i do której nigdy w życiu już nie wrócę. Lubię czytać tzw. historie z życia wzięte, ostatnio o Nataschy Kampusch i Julie Gregory, wcześniej zaczytywałam się w „Klejnocie Medyny” Sherry Jones, polecam.

Myślę, że książka to zawsze udany prezent, o czym doskonale wie N., bo od niej dostałam te najbardziej wzruszające, jak „Kartki z białego zeszytu” czy opowiadania Schmitta (osobiście kocham wręcz jego „Tektonikę uczuć”). Mama stawia na poezję i to od niej mam moją biblię –  „Tabletki na miłość” Krystyny Gucewicz.

Życzyłabym sobie więcej czasu, który mogłabym poświęcić na książki, niekoniecznie te czytane z przymusu, „bo studia”.

sleep tight and don’t let the bedbugs bite

Kwiecień 22, 2012

Szukam w internecie inspiracji, tym razem na pościel. I, jak się okazuje, jest tego więcej niż przypuszczałam. Z ciekawszych mogłabym pokusić się na:

(wersja no clothes required)

Chociaż są też komplety pościeli, które mnie przerażają i wolałabym spać w czymś wizualnie przyjemniejszym. Raczej nie zdecydowałabym się na to:

Są jednak takie, które zdecydowanie by się przydały, bo albo za mało miejsca…

…albo czas spełnić marzenie i spać obok księcia (tudzież z) 😀 :

Swoją drogą, Anglicy to jednak mają głowę do interesów, jeśli chodzi o przedziwne pamiątki dotyczące Rodziny Królewskiej, chociaż nie jestem pewna, czy dobrze to o nich świadczy.

Tak czy siak, pościel dla siebie znajdzie każdy:

Chociaż nie o pościel tu chodzi, ale o dobry sen i miłe pobudki. Osobiście marzę o takiej, na której będzie napisane największe kłamstwo świata, czyli: „You look beautiful in the morning”. Mnie by to cieszyło z rana.

.be the spark in my brain.

Kwiecień 16, 2012

Im mniej czasu do pracy, tym więcej ciekawych rozpraszaczy.

Przede wszystkim odkryłam swoje powołanie na Aqua Fitnessie, mówcie mi więc Mała Syrenka. Ćwiczenia na basenie to chyba jedyny sport, podczas którego nie można się spocić, dlatego też tak lubię tam chodzić, a czuję, że z powodzeniem odnalazłabym się w roli instruktorki. Krzyczenie na zmęczone kobitki: „3,2,1, lewa, prawa, tempo, tempo, tempo!” nie może być przecież takie trudne, prawda? Po każdej serii ćwiczeń czuję, że skurczyłam się o połowę i mam mniejsze wyrzuty sumienia, gdy pędzę do sklepu po paczkę chipsów.

Ponieważ każdą wolną chwilę staram się teraz spędzać nad magisterką, przedmioty codziennego użytku prowadzą w moim pokoju dość koczowniczy tryb życia, a ja – jak powiedziała M., że aż zacytuję – „cierpię za miliony.W wordzie cierpię”. I ponieważ nie wypada mi mówić, jak bardzo nie lubię tej pracy, wmawiam więc sobie, że kocham wyzwania i chcę zostawić po sobie coś dla przyszłych pokoleń. To chyba pierwszy rok, kiedy moje plany na majowy weekend sprowadzają się do analizy badań i utrwalaniu nieprawidłowej krzywizny kręgosłupa przed komputerem. Ale czego się nie robi dla „mgr” przed prezydenckim nazwiskiem.

Muzycznie zasłuchuję się w przecudnych słowach tej oto piosenki i zamiast powtarzać informacje o rodzajach błędów językowych oraz zasadach ortografii, które powinny mnie interesować przed obroną, podśpiewuję: „be the blood in my vein, I’ll do the same”.

Dumna ciocia

Kwiecień 13, 2012

Chociaż być prawdziwą mamą jeszcze nie planuję, jestem już Matką Chrzestną dwóch uroczych dziewczynek. Przed świętami jedna z nich – Paulinka przyjęła ten sakrament i ja, dumna ciocia, w tym wydarzeniu uczestniczyłam. Nie ukrywam, że topię się w środku za każdym razem, kiedy trzymam na rękach takiego małego krasnala, tym bardziej, że moja rodzina systematycznie się powiększa. Szkoda tylko, że mieszkając daleko od Zielonego Miasta, widuję się z nimi tak rzadko i tych najmłodszych muszę przekonywać do siebie za każdym razem, gdy ich widzę, bo zdarza się im mnie zapominać…

Sucked in by the spreading Easter mania outside

Kwiecień 7, 2012

Kochani,

zdrowych, radosnych i CIEPŁYCH Świąt Wielkanocnych, smacznego jajka i prawidłowego poziomu cholesterolu we krwi. I pamiętajcie – wiosnę ma się w środku, ta za oknem nie jest aż taka istotna 🙂