Światowy Dzień Książki

23 kwietnia został uznany za Światowy Dzień Książki i ( przez Szpiegowsky (->tutaj) ) pokusiłam się o wpis w sprawie książek właśnie, bo są one tematem wdzięcznym i chyba potrzebnym.

Ostatnio zasypiam nad „Językoznawstwem normatywnym” i „Tablicami polonistycznymi”, więc niecierpliwie czekam do wakacji, kiedy to wystawię swoje białe jak mąka ciało na plaży i będę wytrzepywała piasek spomiędzy kartek książek, które wzruszają i bawią bardziej niż normy wymawianiowe i ćwiczenia dykcji, którymi się teraz zajmuję.

Przyznaję się bez bicia: kiedyś czytałam dużo więcej. Teraz czas, który spędzam nad  książkami liczy się w długości torów tramwajowych. Książkę w torebce mam prawie zawsze. Nie przekonałam się jeszcze do elektronicznych czytników, bo uwielbiam zapach nowych stron, chociaż sporo książek kupuję też w second handach, bo te anglojęzyczne do tanich nie należą.

Uwielbiam porównywać słowo pisane z jego filmową wersją, chociaż jeszcze nie trafiłam na taki film, który uznałabym za lepszy niż książka. Jestem dumną posiadaczką „Wody dla słoni” Sary Gruen, „One day” Davida Nichollsa, prawie wszystkich książek Ceceli Ahern czy Emily Giffin, z których zaśmiewam się do łez.  Czytam seriami, zawsze w odpowiedniej kolejności. Przymierzam się do porównania „Jak ona to robi?” Allison Pearson oraz  „The Vow” Kim i Krickitt Carpenterów, którą widziałam w kinie pod polskim tytułem „I że cię nie opuszczę”, bo to historia tak nieprawdopodobnie banalna, że aż mnie korci, aby się z nią zapoznać.


Dzieciństwo spędziłam nad przygodami „Mikołajka” – do którego wróciłam ponownie na studiach – i historiami Krzysztofa Petka, które śledziłam, podróżując palcem po polskiej mapie. Do tej pory śnią mi się sceny z „Czarnego anioła” Grahama Mastertona – najbardziej brutalnej książki, jaką miałam w dłoniach i do której nigdy w życiu już nie wrócę. Lubię czytać tzw. historie z życia wzięte, ostatnio o Nataschy Kampusch i Julie Gregory, wcześniej zaczytywałam się w „Klejnocie Medyny” Sherry Jones, polecam.

Myślę, że książka to zawsze udany prezent, o czym doskonale wie N., bo od niej dostałam te najbardziej wzruszające, jak „Kartki z białego zeszytu” czy opowiadania Schmitta (osobiście kocham wręcz jego „Tektonikę uczuć”). Mama stawia na poezję i to od niej mam moją biblię –  „Tabletki na miłość” Krystyny Gucewicz.

Życzyłabym sobie więcej czasu, który mogłabym poświęcić na książki, niekoniecznie te czytane z przymusu, „bo studia”.

Reklamy

Tagi: ,

komentarze 2 to “Światowy Dzień Książki”

  1. Ania Says:

    Ach to tak się nazywała ta książka „Czarny anioł”. Nie pamiętałam jej tytułu ani skąd ją wzięłyśmy, pamiętam tylko że to było w gimnazjum, gdzieś po zajęciach i do dnia dzisiejszego (a przeczytałam multum książek) mam w głowie jedną z jej scen: młotek i przybijane do podłogi ręce….
    Skąd myśmy ją wytrzasnęły?
    Ja w światowym dniu książki stałam się posiadaczką Harry’ego Potter’a po hiszpańsku jejeje 😀
    beso :*

    • Agata Says:

      Od Martyny 🙂 Gratuluję Harrego,ale zastanawiam się,czy wiesz,na co się porywasz.Po angielsku jest czasem zabawnie,a co dopiero po hiszpańsku 🙂 No,ale trzymam kciuki 🙂

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s


%d blogerów lubi to: