Historia jednej butelki

Niektóre rzeczy wracają do nas jak bumerang, chociaż zwykle są to stare problemy. Ja jednak usłyszałam ostatnio historię pewnego przedmiotu, który zwiedził „pół świata”, a ponieważ opowieść ta rozbawiła mnie niesamowicie, postanowiłam się nią z Wami podzielić.

Pani B., jedna z najcudowniejszych osób jakie znam, kilka lat temu pojechała odwiedzić koleżankę, mieszkającą na stałe w Wielkiej Brytanii. Przy okazji postanowiła spotkać się ze znajomym – Panem X., który również mieszka w UK, ale – co jest istotne dla naszej historii – nie zna się z koleżanką Pani B.

Podczas spaceru Pan X. podarował Pani B. butelkę alkoholu, mówiąc: „Dostałem ją od kolegi, ale jest jakaś dziwna… Skoro jesteś z Polski, powiedz, proszę, co to jest?”. Pani B. stwierdziła, że mętna zawartość butelki jest spirytusem rozrobionym z wodą i miodem – typowym trunkiem, który pojawiał się kilka lat temu na stołach pod koniec imprezy weselnej (gdyby Pan X. przyjrzał się etykiecie, zauważyłby napis: „Wódka weselna”, imiona Młodej Pary oraz datę).

Pani B. wzięła butelkę od Pana X. i pokazała ją koleżance. „Pani B., ja znam tę butelkę!” – powiedziała ów koleżanka. „2 lata temu pojechałam na wesele do Polski, gdzie dostałam ją od Młodej Pary. Ponieważ przyjazd do rodzinnego kraju wiązał się z dłuższym urlopem, chciałam podziękować jakoś mojemu angielskiemu szefowi i dałam mu ją w prezencie po moim powrocie!” – wyjaśniła [Pan X. nie był szefem koleżanki Pani B., przypomina chwilopylnie].

Pani B., zaskoczona sytuacją, sięgnęła po słuchawkę, aby dowiedzieć się, dlaczego butelka polskiej wódki weselnej znalazła się w dłoniach Pana X, od którego ją dostała. I tak oto okazało się, że szef koleżanki Pani B. stwierdził, iż żółty kolor i mętna zawartość butelki nie przekonują go do jej spożycia, więc zrobił z niej tzw. prezent przechodni i oddał ją synowi. Syn spojrzał na mętną zawartość i przekazał ją dalej koledze, prawdopodobnie bojąc się o swoje angielskie zdrowie. Kolega syna również nie był przekonany do mętnych polskich wyrobów tradycyjnych, dlatego sprezentował ją dalej Panu X, który oddał ją Pani B., gdyż sądził, że ona – z racji swojego pochodzenia – na polskich specjałach znać się powinna…

W ciągu 2 lat butelka polskiej wódki weselnej przechodziła z rąk do rąk, aby finalnie wrócić z Panią B. do Polski i stać się bohaterką zabawnej anegdotki. Wiadomo bowiem, że wyroby weselne należą do dość specyficznych i nie dziwię się, że żaden z Anglików nie miał wystarczająco dużo odwagi, aby nasz trunek spożyć. Co nie zmienia faktu, iż chciałabym zobaczyć minę koleżanki Pani B., która zobaczyła nienaruszoną butelkę polskiej wódki z wesela, na którym była 2 lata wcześniej. U nas taka wstrzemięźliwość od alkoholu raczej by nie przeszła.

A skoro w temacie alkoholu już jesteśmy, polecam Eda z jego (kolejnym już) zabawnym teledyskiem. Tak, przyznaję, mam do niego słabość. Jak do wszystkich rudych zresztą.

Reklamy

Tagi: , , , ,

komentarze 2 to “Historia jednej butelki”

  1. itooktheroadlesstravelledby Says:

    swiat jest maly.. Kuzynowi mojego meza ukradli we Francji smochod. Rok pozniej moj maz, jego kuzyn i kilkoro znajomych imprezowali w Maroko. Po imprezie, idac przez parking zobaczyli samochod identyczny do tego skradzionego. Kuzyn mial przy sobie klucz od swojego skradzionego samochodu, ktory nosil jako breloczek. Dla zartow postanowil tym kluczem otworzyc „swoj” samochod… i otworzyl… 😀

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s


%d blogerów lubi to: