Archive for Lipiec 2012

Historie z palca wyssane

Lipiec 30, 2012

Wydaje mi się, że nie jestem jedyną osobą, którą w dzieciństwie faszerowano różnymi kłamstwami i bajkami, żebym tylko przestała zadawać pytania, bądź zachowywała się przynajmniej znośnie. Ciotki-klotki straszyły mnie, że „przyjdzie dziad i mnie zabierze”, jeśli będę rozrabiała. Dziś się pytam, kim jest, jak wygląda i skąd ma przyjść ów dziad? Czarna wołga jakoś niespecjalnie na mnie działała (zresztą wtedy już zaczęła wychodzić z mody) natomiast dziada się bałam.

Mama wmawiała mi, że jeśli będę piła nieprzegotowaną wodę z kranu, to zalęgną mi się żaby w brzuch oraz że urośnie mi w nim drzewo jeśli będę połykała pestki po arbuzach i jabłkach. Wielokrotnie sprawdzałam, kto zapala światło w lodówce, chociaż nigdy nikogo nie przyłapałam na gorącym uczynku i bardzo długo wierzyłam, że sygnalizacją świetlną sterują krasnoludki mieszkające pod ziemią.

W liceum największym kłamstwem, jakie utkwiło mi w głowie – w przeciwieństwie do jakichkolwiek reguł rządzącym pitagorejskim światem – było zdanie: „Matematyka przyda Ci się w życiu”.

W swoim dorosłym życiu często słyszę: „będzie dobrze” w sytuacjach kryzysowych. Do tej pory nie wiem, jak ma mi to pomóc, nawet, jeśli na co dzień mocno w to zdanie wierzę.

Tak czy siak przywykłam już, że naiwność jest moim znakiem rozpoznawczym. Może czasem nawet dobrze jest wierzyć w rzeczy niemożliwe i absurdalne.

Reklamy

Lipiec 20, 2012

Zdarza się Wam, że usłyszycie lub przeczytacie zdanie, które przez kolejne dni/tygodnie nie daje Wam spokoju? Ja mam tak bardzo często. A że jestem wielką fanką angielskiego sposobu dekorowania mieszkań, uwielbiam grafiki, które znalazłam na stronie Pakamery, czyli polskiego handmade’u w sieci. Może dlatego, że sama mam w pokoju szafkę wyklejoną 2 zdaniami, które rzucają mi się w oczy, jak tylko je otwieram z rana: „Smile. Why? Because you can” oraz „Today is a perfect day for a perfect day”, w które głęboko wierzę.

Poniżej przedstawiam Wam grafiki, które można zakupić na stronie Pakamery, niestety za – moim zdaniem – mocno przesadzone ceny. Tak czy siak ich teksty są olbrzymią motywacją do działania, powiedziałabym nawet, iż są bardziej skuteczne, niż filiżanka mocnej kawy z rana.

 

If you need me I’ll be right here.

Lipiec 18, 2012

Jak ten czas szybko mija… Rok temu, dokładnie o tej samej porze, opublikowałam 110 wpis, dziś napisałam 165 i ciągle chcę więcej. Chwilopylnie świętuje swoje 3 urodziny! 😀

To był ciężki rok. A może nie tyle ciężki, co stresujący i cieszę się, że niektóre rzeczy mam już za sobą. I chociaż były momenty, kiedy ograniczałam (i zaniedbywałam) pisanie, strona nie straciła swoich wiernych czytelników, za co jestem Wam niesamowicie wdzięczna. Pomysły mi się nie kończą, więc czekajcie w pogotowiu, już niedługo nowe wpisy.

A wszystko dlatego, że po skończeniu studiów obrałam sobie nowy życiowy cel: zdanie egzaminu na prawo jazdy. Chociaż zawsze twierdziłam, że nauczę się prowadzić dopiero wtedy, kiedy na ulicy postawią neonowe znaki z brokatem, których nie można byłoby przeoczyć, doszłam do wniosku, że prędzej czy później i tak coś mnie do tego kroku zmusi, więc szkoda czasu na czekanie.

W ramach przygotowań M. zabrał mnie na pole, gdzie próbował oswoić z nieuniknionym. I tym sposobem wyprowadziłam z równowagi najbardziej cierpliwego (tak mi się przynajmniej zdawało) człowieka, jakiego znam. Uroczyście oświadczył, że samochodu nigdy mi nie pożyczy, a do mojego wsiądzie tylko wtedy, kiedy wcześniej obłożę wszystkie drzwi poduszkami. Czuję więc, że kolejne wpisy w dużym stopniu zostaną poświęcone motoryzacji. Co w moim wykonaniu może być ciekawe, bo ‚z marek samochodów odróżniam wyłącznie kolory’.

I jedyne, co przychodzi mi teraz do głowy – w dniu wordpressowych urodzin – to if you need me I’ll be right here.

Oko dnia.

Lipiec 10, 2012

Dostałam w prezencie od W. cudne „Oko dnia” Jonathana Carrolla – książkę, którą pochłonęłam jednym tchem. I – jak to zwykle z Jonathanem bywa – wzruszył mnie i zastanowił.

Poniżej jeden z moich ulubionych fragmentów:

„Ona pragnie tego, co niewielu potrafi dać. Pragnie rzeczy prostych. Mało kto potrafi jeszcze robić to, co proste. Chce jeść domowe kanapki z topionym serem, moczone w keczupie i podane na papierowym talerzyku, a nie obiad w luksusowej restauracji. (…) Otrzymywać skreśloną własnoręcznie kartkę z napisem: „Zależy mi na tobie”, zamiast jubilerskiego cacka kupionego przed trzema laty.

Ona pragnie rzeczy jeszcze prostszych. Takich, o których można by sądzić, że o nich zapomnieliśmy. Chce, abyś spytał ją o zdanie, nim pocałujesz ją po raz pierwszy i drugi. Chce, abyś trzymał ją za rękę, kiedy będziecie oglądać stare filmy na kanapie. Chce, abyś przy rozmowie patrzył na nią (…)

„Czego ona chce?” – ktoś zapytał. Chce tylko być kochana, po prostu. Tak samo jak kocha wszystko w swoim życiu. Nie kieruje się żadną skomplikowaną formułą. Wszystko jest proste i łatwe, bo wszystko pochodzi z serca. Chce, abyś ją kochał, bo ludzie poświęcają czas na rozmyślania i analizy, na robienie głupstw i wynajdywanie powodów, by nie kochać sercem.”

Osobiście ulżyło mi, kiedy przeczytałam, że ‚chodzi po świecie osoba, która myśli dokładnie tak, jak ja’. A potem zastanowiłam się, ile razy w życiu dostałam moje ulubione konwalie czy ile razy ktoś zrobił dla mnie kanapkę. A przecież to wszystko jest takie proste i niesamowicie przyjemne.

Przyszło lato, czas się wzruszyć.

You can call me ‚Pani Magister’ right now.

Lipiec 4, 2012

Agata K. Rocznik 88’, ten uparty i nadwrażliwy. Magister neurologopeda / filolog angielski, niespełniona poetka z zamiłowania, śpiąca królewna z zawodu, hipochondryczka, drama queen, pasjonatka herbaty.

Po 5 latach nauki nie czuje się mądrzejsza, chociaż już wie, że wrzaski nic nie dają, gdy w mieszkaniu strzelą korki, a warczenie na psa wcale nie sprawi, że ten przestanie szczekać. Ciągle jeszcze potrafi skaleczyć się grzebieniem lub potknąć o własne nogi. Od czasu matury nauczyła się obsługi sprzętu kuchennego, co sprawiło, że już nie gotuje wody na twardo i jest niezwykle wdzięczna losowi, że wszyscy, na których doskonaliła swoje umiejętności w gotowaniu, cieszą się dobrym zdrowiem. Po skończeniu studiów postanowiła zostać w Trójmieście jeszcze na chwilę, na dwa oddechy nad polskim morzem.

Nieustannie gdzieś biegnie. Nie  w sensie fizycznym – bo nie lubi, gdy ktoś ogląda ją spoconą z wypiekami na twarzy – ale metaforycznym, wyznaczając sobie nowe cele i zapisując je w kalendarzu, z którym się nie rozstaje, by nie zapomnieć o wykonaniu tych wcześniejszych. Irytuje się, gdy ktoś słowami potrafi wyrazić to, co czuje lepiej, niż ona sama. Wewnętrzne katharsis osiąga robiąc pranie,  panicznie boi się burz, wierzy, że „w szyszynce mieszka dusza”, kocha szeptem, ale w złości potrafi drzeć się jak stare prześcieradło. Nie przestała wzruszać się z byle powodu – lubi romantyczne historie z happy endem i płacze nawet podczas oglądania „Domu nie do poznania”.

Uparcie wierzy, że któregoś dnia napije się herbaty we własnej herbaciarni, potrzyma w rękach książkę podpisaną swoim nazwiskiem, a jej największym problemem będzie zastanawianie się, jak zmieścić 6osobową rodzinę w 5osobowym aucie. Nie wie, co będzie robiła jutro, za 5, 10 czy 50 lat, chociaż jest pewna, że nie będzie stała w miejscu. Wie również, że nie przestanie się śmiać, nawet, jeśli przyjdzie jej śmiać się z samej siebie.