Archive for Sierpień 2012

Wpis o polskim sporcie ekstremalnym

Sierpień 20, 2012

Wiecie, co najbardziej lubię w takich ciepłych miesiącach jak ten? GRILL! Rozpalanie go uważam za polski sport narodowy (zwykle ekstremalny) i chociaż nie zdobyłabym w nim mistrzostwa, spokojnie mogłam brać udział w kategorii jedzenia kiełbasek na czas.

Encyklopedia polskiego humoru wyjaśnia, iż „obsługę grilla stanowić może zespół w liczbie od 1 do 34 osobników na metr kwadratowy powierzchni grillującej. Osobnik taki powinien być wyposażony w strój niepalny, aparat świeżego powietrza, sprej na komary, szlifierkę oscylacyjną, kij na wałęsające się psy oraz butelkę wódki. Ewentualnie może posiadać także węgiel, zapałki oraz sztućce do grilla.” I choćby nie wiem jak spalony był efekt końcowy grillowania, wszyscy oblizują się ze smakiem, a kucharz zostaje oznaczony tytułem Master Chef. Nie ukrywam, że w moich oczach umiejętność pieczenia kiełbasek plusuje tak samo, jak gra na gitarze czy strój strażaka na babskiej imprezie 🙂

Czas spędzony przy grillowanych pysznościach obfituje później w zwiększone ilości prania (nic na to nie poradzę, że zamiast na talerzu, jedzenie zwykle ląduje na moich spodniach), a upaprana keczupem wyglądam, jakby ktoś rzucił się na mnie z nożem – norma.

I te rozmowy o życiu i przemijaniu… Ostatnio moje ciężarne koleżanki naopowiadały mi o cesarce historie rodem z dobrego filmu science-fiction, aż odechciało mi się potomstwa. Jeden z lepszych balsamów na duszę, kiedy tak można pośmiać się, pożartować na świeżym powietrzu. A potem czekać tylko na hasło: „Wracamy do środka, bo komary zaczynają ciąć” i wsłuchiwanie się w śmiech rozbrzmiewający tak samo głośno, tylko w 4 ścianach.

I wanna be a dancing queen

Sierpień 16, 2012

Mam nowe marzenie, które jest absolutnie do spełnienia, ale wymaga obecności osób chętnych i gotowych do zabawy. Chciałabym chociaż raz w życiu pójść na dancing. Taki prawdziwy, z kolorową kulą na suficie, przebojami mojej młodości i paluszkami w szklankach na stolikach z wykrochmalonymi obrusami. Pod moim blokiem jest restauracja o wdzięcznej nazwie „Żabusia”, która właśnie takie dancingi organizuje. Wracając wczoraj do mieszkania usłyszałam takie oto przeboje:

 

 

 

 

 

To były dopiero hity! I niech mi nikt nie mówi, że nigdy do tego nie tuptał bucikiem, bo i tak nie uwierzę 🙂

I gdybym miała przywrócić coś jeszcze z tych cudownych lat 90tych, poprosiłabym o gumę Turbo, program „Randka w ciemno”, rubrykę o intymnych zwierzeniach w Bravo i komiksy z Kaczorem Donaldem 🙂

Serious? What for?

Sierpień 9, 2012

Zawsze myślałam, że ludzie po skończeniu studiów są osobami poważnymi. Bo przecież dorosłe życie, bo praca, bo trzeba, bo wypada… Cóż, mam tytuł magistra i do bycia poważną nadal mi daleko. Lubię się wygłupiać, nic na to nie poradzę, więc na co dzień ciężko mi zachować powagę jakąkolwiek.

Ostatnio szefowa poprosiła mnie o przesłanie zdjęcia, które „pokazuje moją osobowość” kreatywnego nauczyciela. Próby stworzenia czegoś, co przekonałoby rodziców wysyłających swoje dzieci na zajęcia robotyki w języku angielskim zaowocowały takim oto efektem:

 

Nie wiem, czy jestem wystarczająco poważna (a jednocześnie wzbudzająca zaufanie i pomysłowa). Nie wiem, kiedy i czy w ogóle taka będę. Jak się czuję po skończeniu studiów? Na szczęście nie zostałam topiarzem frytek czy ciągaczem drutu, a ciągle mam w sobie niezaspokojony głód odkrywania i po studyjnych zmaganiach przygód mi trzeba. Gdybym miała stworzyć opis własnej osoby wg mojego pomysłu, znalazłyby się w nim cytaty Szymborskiej: „ (…) ciągle wolę bajki Grimma od pierwszych stron gazet” i teksty moich ulubionych piosenek: „(…) jeszcze wierzę, że dobrze wybieram / Że otwieram szeroko swe drzwi / Dla ludzi, z którymi nic nie uwiera / Którzy mają podobny film”.

Po tych 5 latach nadszedł dla mnie czas zmian. Zaczęłam od tych widocznych – ścięłam włosy tak krótko, jak jeszcze nigdy przedtem. To takie kobiece zaczynać nowe etapy od nowych fryzur, prawda? Teraz przyglądam się sobie w lustrze i nie poznaję samej siebie, bo mentalnie mam dwie kitki na czubku głowy obwiązane różowymi kokardami. Ale włosy nie kapusta – rosną cały rok, więc już niedługo znów będę stękała, że nie potrafię ich upiąć tak, jakbym sobie tego życzyła i że odstają na 4 strony świata. Powagi w dalszym ciągu mi brak. I myślę, że to jedna z tych cech, których na razie zmieniać nie planuję. Przynajmniej nie jest nudno 🙂

Oh, baby, baby it’s a wild world

Sierpień 8, 2012

Muszę się Wam do czegoś przyznać – nigdy nie byłam w zoo. Nigdy to znaczy aż do wczoraj. O ile każde wakacje u babci nauczyły mnie rozpoznawania zwierząt gospodarczych, tak zawsze chciałam zobaczyć żyrafę i słonia.

Wczoraj M. zabrał mnie do gdańskiego zoo właśnie, gdzie zobaczyłam nie tylko żyrafę, ale też surykatki i plującą lamę, co sprawiło, że cieszyłam się bardziej, niż 7letnia bratanica M. Swoją drogą D. miała w zoo kilka ciekawych spostrzeżeń ( „Wujek, powinieneś ciocię tak na barana nosić, jak goryl tamtą małpę, o tam!”), z którymi trudno mi się nie zgodzić 🙂

Nasza wycieczka miała również aspekt edukacyjny, bo wiem już, jak na żywo wygląda – pojawiający się często w krzyżówkach – tybetański jak. Wiem też, że jeśli będzie się chciało poczęstować małpę jabłkiem, to można tym jabłkiem oberwać, jeśli małpa uzna, że jest ono zbyt kwaśne.

Reasumując: gdańskie zoo polecam, zwłaszcza, że można też zobaczyć tam Park Dinozaurów i spędzić trochę czasu w parku linowym. Wybierzcie tylko lepszą pogodę, bo przez wczorajszy deszcz ubolewam nad faktem, że nie mam zdjęcia z hipopotamem.

Happy meal

Sierpień 1, 2012

Nie od dziś wiadomo, że kuchnia to moje absolutnie ulubione miejsce w domu i podziwiam wszystkich, którzy potrafią tam stworzyć rzeczy pyszne i piękne. A ponieważ moje zdolności manualne ograniczone są do minimum, uparcie wierzę, że istotna piękna tkwi w jej prostocie.

Poniżej zamieściłam porcję zdjęć, które przedstawiają banalne wręcz udekorowanie jedzenia. Bo przecież jedzenie ma być smacznie… i piękne 🙂

1) Czekoladowe serduszka

Płynną ciemną czekoladę wlewamy do pojemnika na lód, po jej zastygnięciu uzupełniamy foremki białą czekoladą, żeby stworzyć  dwukolorowe serduszka. Idealny dodatek do lodowych deserów i jako dekoracja do ciast.

2) Serowe ruloniki

Plastry sera rolujemy i zawijamy w szczypiorek, uzyskując ciekawą dekoracją szwedzkiego stołu.

3) Kiwi co się dziwi

Kiwi kroimy na dość grube plastry, wkładamy do nich patyczki do lodów i maczamy w rozpuszczonej, ostudzonej czekoladzie. Patyczki nabijamy na coś sztywnego aż do wystygnięcia czekolady. Lizaki kiwi można posypać kolorową posypką lub zrobić na nich wzorek z białej czekolady. W ten sam sposób możemy przygotować truskawki czy pokrojone w plasterki banany. Nie oszukujmy się: cokolwiek zamoczymy w czekoladzie będzie smakowało przepysznie. Bo przecież kto nie lubi czekolady?

4) Jajka sadzone w parówkowym sercu

Parówkę rozcinamy,  końce do zewnątrz sczepiamy wykałaczką, kładziemy na rozgrzanym na patelni tłuszczu. Do środka wbijamy jajko, solimy, pieprzymy, na koniec posypujemy szczypiorkiem.

5) Czekoladowe wzorki

Jak już wspomniałam w punkcie pierwszym, czekolada jest najlepszą ozdobą deserów i ciast. Jeśli posiadamy jakikolwiek mały lejek, możemy rozprowadzić czekoladę na folii i pozostawić do wystygnięcia. Wzorki zależą wyłącznie od naszej wyobraźni.

6) Azbuzowe lizaki

Wydaje mi się, że zdjęcie nie wymaga komentarza. Potwierdza jednak, że lodowe patyczaki to w kuchni rzecz niezbędna.

7) Cytrynowe słońca

Nożykiem lub obieraczką do warzyw nacinamy skórkę cytryny w sposób przedstawiony na obrazku. Nic trudnego, a ile może dać radości.