Archive for Grudzień 2012

All I wish that everyday was Christmas

Grudzień 21, 2012

Śnieg pada, prezenty zapakowane, bilet do domu kupiony – czas na święta. I przestałam się nawet łudzić, że „w tym roku nie będę obżerała się pierogami jak dziki bąk”, bo zgłodniałam automatycznie, kiedy Mama powiedziała, co już czeka na mnie w lodówce (tak, opowieści o półkach uginających się od jedzenia kręcą mnie bardziej, niż wyszukane męskie komplementy). Nie boję się, że poświąteczna grawitacja sprawi, że będę czołgała się po podłodze, a dopiero wizja sylwestrowej sukienki zmusi mnie do wyjścia na spacer. Uroki świąt odkładają się w kolejnych oponkach miłości i nic na to nie można poradzić.

Jeśli nie nastąpi koniec świata, PKP nie będzie strajkowało i bez problemów trafię do domu, spotkamy się dopiero po Nowym Roku, z magiczną – bo szczęśliwą – trzynastką w dacie.

W tym miejscu chciałabym życzyć Wam spokojnych i rodzinnych świąt. Takich, gdy słowa wypowiadane przy dzieleniu się opłatkiem niosą nadzieję, a największym prezentem jest widok bliskich nam osób przy stole. Osobiście jestem już na tym etapie, kiedy tęsknota za domem jest przeogromna i ja – poważna kobieta pracująca – chcę do Mamy. Niech już będą te święta. A Nowy Rok niech obfituje w przygody, bo życie bez atrakcji byłoby nudne 🙂

Reklamy

Till the World Ends

Grudzień 18, 2012

Podobno świat ma się skończyć. Średnio podoba mi się ta wizja, bo mam w głowie jeszcze kilka pomysłów, które wymagają realizacji. Poza tym nie przepadam za wybuchami, atakami zombie i innymi oznakami apokalipsy. Jeśli świat ma się skończyć, to prosiłabym, żeby w tle ktoś puścił Bitter Sweet Symphony, a do ręki dał mi paczkę ciastek. Uważam jednak, że nadchodzący piątek przeżyjemy wszyscy, a koniec świata nie nastąpi, dopóki w telewizji emitują jeszcze Modę na Sukces, a Michał Wiśniewski planuje kolejne śluby i dzieci. W tym miejscu głośno i wyraźnie odwołuję więc koniec świata (till the world ends).

Leczy mnie leczo

Grudzień 11, 2012

Jak stara ciotka – klotka truję wszystkim o noszeniu barchanowych majtek, a sama długo nie mogłam przestawić się na zimową kurtkę i mam – zasmarkane dziewczyny nie są sexy, potwierdzam. Mam za to powód do przesiadywania w mieszkaniu ubrana w 3 warstwy swetrów i bawełniane kapcie. Z kaloryferem rozkręconym na maksa nadrabiam filmowe zaległości, ozdabiam współlokatorom okna sztucznym śniegiem i przyglądam się małej choince, którą z dumą postawiłam już na parapecie. Na zajęcia przygotowałam dzieciakom pół lasu kserówek z reniferami i od następnego poniedziałku zaczynam już śpiewanie „Last Christmas” i Jingle Bells”. I chociaż do świąt jeszcze 2 tygodnie, ja już mam zapakowaną walizkę prezentów, a Mamie stękam każdego dnia, że „kutię bez rodzynek poproszę” . Och, jak ja kocham Boże Narodzenie!

Zimą leczy nas leczo i pikantna zupa z soczewicy, czyli pomysły na obiady, które bez skrępowania podkradam A. i wprowadzam do swojego menu. Bo chociaż pogodziłam się już ze śniegiem i przedzieraniem się przez zaspy, to pomysłów na rozgrzanie się ciągle mi brakuje. Ale Mama mówi, że chora nie jestem dopóki mam apetyt, a czego jak czego, ale apetytu to mi akurat nie brakuje (nic tak nie smakuje zimą, jak czekoladowe choinki z piernika!).

the use of winter

Grudzień 6, 2012

Jestem „słoneczną dziewczyną”, dlatego za zimową aurą nie przepadam. Ciężko jednak uciec od mrozów i zaśnieżonych ulic, dlatego staram się szukać plusów w każdej porze roku. Ponieważ zdarza mi się wstawać rano (albo w środku nocy, jak wolę określać wczesne godziny), postanowiłam wykorzystać szron i śnieg do własnych celów. Trzeba było przecież pokazać współlokatorowi „kto tu rządzi”, dlatego przekaz został zapisany na szybie jego samochodu. Bo przecież „Falubaz rulezzz” (jak podpowiada mi mój lokalny, zielonogórski patriotyzm), a kotki, choinki, prezenty i serduszka są ozdobą szyby każdego zimowego samochodu, przynajmniej w moim mniemaniu.

Oczywiście zima to świetna okazja do pajacowania (bądź reniferowania, mikołajowania, śnieżynkowania etc.), a kto jak kto, ale ja na tym znam się znakomicie. A że pracuję głównie z dziećmi, to trzeba im jakoś zapewnić rozrywkę, sprawiając przy okazji przyjemność samej sobie. I tym sposobem mam już gotowy outfit na przedświąteczne lekcje.

Muzycznie do tego zdjęcia pasuje mi tylko jedna piosenka: