Archive for Luty 2013

Język dłoni

Luty 22, 2013

Kiedy byłam młodsza i miałam więcej czasu (przeważnie do zmarnowania), postanowiłam uczestniczyć w Kursie Języka Migowego. Skończyłam dwa stopnie z czystej przyjemności i myślałam, że ta umiejętność nigdy w życiu mi się nie przyda. Ku mojemu zaskoczeniu poproszono mnie o prowadzenie wykładów z tego właśnie języka. Oczywiście brak praktyki przez te kilka lat sprawił, że postanowiłam solidnie przygotować się do tych zajęć, co w konsekwencji doprowadziło do siedzenia przez komputerem i oglądania przeróżnych filmów, które stały się dla mnie niesamowitą inspiracją. I tym sposobem poniżej przedstawione piosenki nigdy już nie będą miały dla mnie ciekawszych teledysków:

Nie jestem poliglotką, umiem dogadać się jedynie po angielsku (w tym miejscu przepraszam nauczycieli, którzy przez 8 lat próbowali wbić mi do głowy gramatykę języka niemieckiego – bez żadnego skutku), nie wiem więc, czy powinnam wypowiadać się w tej kwestii, ale według mnie język migowy jest tym najpiękniejszym. Bo -choć to banalne – czy może być coś bardziej romantycznego niż język dłoni?

Reklamy

Little but loud

Luty 17, 2013

Dzieci potrafią dać w kość. Dzieci, które mają ferie i uważają, że mogą wszystko, bo nie chodzą do szkoły, potrafią być milion razy głośniejsze, bardziej marudne i rozbrykane niż zwykle. Tydzień ferii za mną, więc rozumiem, co to znaczy mieć migrenę, problemy ze słuchem i chodzić spać wraz z kurami, żeby odespać te hałasy. Owszem, miło jest usłyszeć: „ale ja panią lubię”, mniej przyjemne jest jednak wycieranie ze spodni rocznego zapasu zielonej substancji z nosa dziecka, które nie zdążyło iść po chusteczkę higieniczną (chociaż dawno tak szczerze się nie uśmiałam z koleżanki, która stała na linii strzału), zostać przypadkowo oplutą lub obryzganą farbą. W takich momentach zastanawiam się, czy nie jest jeszcze za późno, aby zostać biurową.

Zamiast wyznań walentynkowych usłyszałam, że moi podopieczni mają postanowienie noworoczne: „Nie jesteś swoich gili” oraz że ziemniakami gardzą, ale frytki uwielbiają. Walczyłam już z urwaną deską klozetową i rozkręconym kranem, wyciągałam plastelinę z włosów – jednym słowem czuję się jak w reality show, którego celem jest walka o przetrwanie. Moje przetrwanie do końca tygodnia.

Girls with braces are God damn hot so there’s one more (or so I’ve been told that)

Luty 3, 2013

I znów jestem aparatką. Chociaż uważam, że dziewczyny w aparatach ortodontycznych wyglądają uroczo, sama czuję się jak tygrys szablozębny, albo jak osoba, której ktoś włożył pas cnoty w usta. Znów zastanawiam się, czy bramki w sklepach będą piszczały, kiedy zechcę ze sklepu wyjść, lub czy nie zahaczę się o szalik i będę próbowała się z niego oswobodzić na przystanku pełnym ludzi w godzinach szczytu. Pomimo tego, że był to mój samodzielny wybór i po znanych już trudach pierwszego doświadczenia nie powinnam się denerwować, mówię Wam – nic przyjemnego.

O ile moi znajomi przemilczeli fakt zmiany, która nastąpiła w moim wyglądzie, tak dzieci w szkole były bezlitosne: „Proszę pani, a dlaczego ma pani aparat zębny”, „Ostatnio była pani ładniejsza”, „Moja siostra też ma aparat, ale ona ma 11 lat”. Nie da się ukryć  – poczułam się brzydka i stara. No, ale cóż, jak się chciało to teraz trzeba pocierpieć i znieść krytykę z pokorą. M. wspiera mnie dzielnie, bo na bolące zęby przynosi lody, a na poprawę humoru czekoladę. Jakoś mi wtedy lżej.

Dziwię się tylko, że historia lubi się powtarzać: już kiedyś nosiłam aparat, miałam krótkie włosy i pstro w głowie.