Archive for the ‘Uncategorized’ Category

It’s not goodbye ‚Til I see you again

Kwiecień 28, 2013

Kochani,

kilka lat temu wybierając zawód nauczyciela nie spodziewałam się, że będę pracowała z aż tak różnymi ludźmi. Nie ukrywam, myślałam głównie o pracy z dziećmi, ale życie ułożyło się inaczej. Chciałam tylko uczyć, ale okazało się, że z dnia na dzień stałam się w jakimś stopniu osobą publiczną. Tym samym muszę zrezygnować, bądź mocno ograniczyć moją aktywność na różnych portalach.

Dlatego też postanowiłam zakończyć pisanie wordpressa, po to tylko, aby czuć się bezpiecznie we własnej pracy i mam nadzieję, że to zrozumiecie. Przez tych kilka lat otrzymałam od Was mnóstwo przyjemnych słów i Chwilopylnie zawsze pozostanie ciepłym wspomnieniem. Ale nie martwcie się, mam na siebie jeszcze kilka pomysłów i nie chciałabym zakończyć mojego pisania. Może wrócę do tego, od czego wszystko się zaczęło?

Dziękuję i do zobaczenia w innym miejscu

“In learning you will teach, and in teaching you will learn.”

Kwiecień 12, 2013

Już wiele razy pisałam, że praca nauczyciela sprawia mi ogromną przyjemność. I nie chodzi nawet o dobre wyniki w nauce moich uczniów, ale o fakt, że uwielbiam z nimi żartować (bez względu na to, czy mają 6 czy 60 lat). Oczywiście muszę uważać jak formułuję zdania (Ja: „-Wracam za 2 minuty, nie rozwalicie mi klasy?” Dzieci: „-Rozwalimy!”), w co się ubieram („Brzydką ma pani tę bluzkę”, „Proszę pani, to nie jest szalik, to jakaś szmata”), lub jakie miny prezentuję przy sprawdzaniu prac domowych („Wygląda pani jak kot w kuwecie”). Dzieci zawsze powiedzą mi, kiedy mam iść do fryzjera („Widzi coś pani przez tę grzywkę”, „Ale ma dzisiaj pani dziwne włosy”), lub dają pozwolenie na umiarkowane szaleństwo („Jest piątek, może pani pomalować paznokcie”, „Niech się pani nie krępuje, może pani wpisać tę jedynkę, mama wie, że ja się nie uczę”).

Z dorosłymi jest jeszcze ciekawiej, bo czasem mogę usłyszeć od nich perełki (Ja: „-Na pewno zna pani jakieś słowo po angielsku” Pani K.: „A znam: Malboro.”). Jednak świat się kończy, kiedy moi uczniowie zapraszają mnie na fb, o dziwo, zwykle przed egzaminami, lub gdy w następstwie otrzymanej piątki potrafią odtańczyć na zajęciach Gangnam style.

Podopieczni próbowali też wcisnąć mi ideę oddania pustej kartki w ramach pracy domowej, tłumacząc się przykładem przysłowiowego Jasia. Ów Jasiu mówił, że na kartce był osiołek i łąka, ale osiołek łąkę zjadł, a potem sobie poszedł, dlatego kartka jest pusta, a oni biorą z niego przykład i pracy domowej podobno pisać nie muszą. No cóż, uśmiałam się, muszę przyznać, ale nikt nie mówił, że będzie lekko i odpowiednie oceny wystawiłam, life’s a bitch.

Wniosków z lekcji sama wyciągam sporo: dzieci przystępujące do I Komunii Świętej to dzieci zestresowane najbardziej, nauczycielu – nigdy nie mów, że jakieś zadanie jest „dla chętnych”, bo lasu rąk nie zobaczysz, maturzyści najchętniej żywiliby się tylko i wyłącznie pizzą, problem odrzuconych zalotów dotyczy 6latków, kaligrafię należałoby wprowadzić do szkół jako przedmiot obowiązkowy, a rodzice karmią dzieci chyba samymi jajkami i cebulą.

Wiosno, gdzie jesteś?

Kwiecień 6, 2013

Problem z muzyką polega na tym, że ta, przy której najlepiej się bawimy, jest zwykle taką, której najbardziej się wstydzimy. Bo kto z nas nie tańczył w Sylwestra do „Jesteś szalona” czy nie zna ruchów do „Macareny”? Ostatnio, kiedy moi współlokatorzy wychodzą z mieszkania, trenuję przed zbliżającym się weselem i włączam piosenki, do których słuchania normalnie bym się nie przyznała. Do moich ulubionych należą:

 

Być może na mój dobry humor wpływa fakt, że ludzie występujący w teledyskach do tych piosenek też dobrze się bawią. Ale jeśli nie dobrą zabawą, to nie wiem, jak przywołać wiosnę. Próbowałam wszystkiego: ubierania się w bardziej kolorowe, lżejsze ubrania (witaj, chorobo!), zastanawiania się nad wakacyjnymi planami, nawet obraziłam się na zimę i śniegi – bezskutecznie. No, ale przecież jeszcze trochę, kilka(naście) dni, byle do wiosny.

Jadę i już!

Marzec 24, 2013

Muszę przyznać, że bardzo mnie martwi, kiedy reagujecie na moje wpisy tak, jak na poprzedni. Owszem, może nie zdałam egzaminu na prawo jazdy za pierwszym razem, ale żeby zaraz połowa znajomych ogłaszała, że przeprowadzają się do innych miast, żeby nie bać się wychodzić na ulice? Nie mogę być AŻ TAK zła w prowadzeniu auta, skoro nawet sam pan egzaminator stwierdził, że „przyjemnie mu się ze mną jechało”, jakkolwiek to brzmi. Zgłaszam więc oficjalny sprzeciw przeciwko Waszym niepochlebnym komentarzom mówiąc: jeszcze będziecie chcieli, żeby ktoś trzeźwy odwiózł Was do domu po imprezie! Wypominać ile razy zdawałam jest łatwo, ale przypomnieć sobie, że to JA ratowałam świat przed lawetą i sekatorami na obwodnicy to już nie łaska? 🙂

Baba w aucie

Marzec 20, 2013

Od kilku dni jestem pełnoprawnym kierowcą. Co prawda muszę jeszcze pojechać do Zielonego Miasta po plastikowy dowód moich umiejętności, ale już niedługo całkowicie legalnie będę włączała się moim pierwszym autem (którego poszukiwania trwaaają) do ruchu drogowego. Nadchodzące miesiące zapowiadają się bardzo zachęcająco i chyba dość turystycznie. Czekam więc na mojego pierwszego Batmobila, ewentualnie czerwone Porsche.

Niestety pogoda do podróży nie zachęca. Co więcej, nawet droga do pracy przez zaspy śnieżne to udręka. Kiedy ja stwierdziłam, że jestem już przygotowana na wiosnę, ta postanowiła się na mnie wypiąć, a ja nie znalazłam jeszcze guzika, który wyłączyłby zimę. Nie pozostaje mi więc nic innego jak udać, że ta pogoda mnie nie dotyczy. Bo – i mówię to z całym przekonaniem – wiosnę ma się w sercu, nie za oknem.

ta zima kiedyś musi minąć

Marzec 11, 2013

Brakuje mi słońca, zielonej trawy i spacerów po plaży, po których nie odpadają czerwone z zimna nosy. Postanowiłam więc przywołać wiosnę kupieniem sterty koszulek na krótki rękaw i lekkich butów, jednak zanim dotarła do mnie ostatnia przesyłka (tak, ostatnio większość zakupów robię przez internet, bo szkoda mi czasu na chodzenie po sklepach – jestem wtedy jeszcze bardziej niezdecydowana), za oknem spadł śnieg, być może nawet większy niż ten przed miesiącem. Posadziłam też kwiaty, które ustawiłam na parapecie, ale przez te mrozy i nasze nieszczelne okna kilka doniczek zdążyło zmarznąć. Tak więc przywoływanie wiosny nie idzie mi najlepiej, skoro ta uparcie wraca w wielkim stylu, ale staram się jak potrafię. Głęboko wierzę, że już za miesiąc (chociaż tak samo mówiłam już od stycznia) przerzucę się kozaków na trampki, z puchowej kurtki na lekki płaszcz, z braku energii na optymistyczne nastawienie. Być może wstawanie z rana przestanie sprawiać fizyczny ból, a kawa stanie się przyjemnym dodatkiem, a nie koniecznością.

 

the spring got me dreaming like a fool

Marzec 5, 2013

Przepraszam za moją nieobecność w tym miejscu i rzadkie wpisy, ale jak się wybrało „karierę” nauczyciela to nie ma czegoś takiego jak weekend, kiedy to można pozwolić sobie na słodkie nic nierobienie. Im cieplej za oknem, tym bardziej boli mnie, że zamiast przechadzać się po plaży, nabawiam się w klasie pylicy, tłumacząc zawzięcie reguły użycia angielskich struktur gramatycznych.

Co nie zmienia faktu, że im mniej czasu, tym bardziej doceniam pierwsze oznaki wiosny. I dziękuję w duchu chłopakom, którzy wieczorami siedzą w tunelu na gdańskim dworcu głównym gdy wracam z pracy, grając na gitarach i bębnach: „Wiosna, cieplejszy wieje wiatr”.

Odchudzam swoją garderobę, posiałam w doniczkach pierwsze zioła, wyjęłam okulary przeciwsłoneczne i  rozkoszuję się samym faktem, że mogę otworzyć w pokoju okno, a na moich kwiatach nie pojawią się sople lodu. (Jeszcze) nie denerwują mnie muchy obijające się o szyby, myślę, że już najwyższy czas na rozpoczęcie sezonu grillowego i – o dziwo – zaczęłam zamawiać SUKIENKI przez INTERNET, co albo oznacza, że dorastam, albo, że wiosny potrzebuję bardziej niż czegokolwiek innego.

Muzycznie I’m ready:

Język dłoni

Luty 22, 2013

Kiedy byłam młodsza i miałam więcej czasu (przeważnie do zmarnowania), postanowiłam uczestniczyć w Kursie Języka Migowego. Skończyłam dwa stopnie z czystej przyjemności i myślałam, że ta umiejętność nigdy w życiu mi się nie przyda. Ku mojemu zaskoczeniu poproszono mnie o prowadzenie wykładów z tego właśnie języka. Oczywiście brak praktyki przez te kilka lat sprawił, że postanowiłam solidnie przygotować się do tych zajęć, co w konsekwencji doprowadziło do siedzenia przez komputerem i oglądania przeróżnych filmów, które stały się dla mnie niesamowitą inspiracją. I tym sposobem poniżej przedstawione piosenki nigdy już nie będą miały dla mnie ciekawszych teledysków:

Nie jestem poliglotką, umiem dogadać się jedynie po angielsku (w tym miejscu przepraszam nauczycieli, którzy przez 8 lat próbowali wbić mi do głowy gramatykę języka niemieckiego – bez żadnego skutku), nie wiem więc, czy powinnam wypowiadać się w tej kwestii, ale według mnie język migowy jest tym najpiękniejszym. Bo -choć to banalne – czy może być coś bardziej romantycznego niż język dłoni?

Little but loud

Luty 17, 2013

Dzieci potrafią dać w kość. Dzieci, które mają ferie i uważają, że mogą wszystko, bo nie chodzą do szkoły, potrafią być milion razy głośniejsze, bardziej marudne i rozbrykane niż zwykle. Tydzień ferii za mną, więc rozumiem, co to znaczy mieć migrenę, problemy ze słuchem i chodzić spać wraz z kurami, żeby odespać te hałasy. Owszem, miło jest usłyszeć: „ale ja panią lubię”, mniej przyjemne jest jednak wycieranie ze spodni rocznego zapasu zielonej substancji z nosa dziecka, które nie zdążyło iść po chusteczkę higieniczną (chociaż dawno tak szczerze się nie uśmiałam z koleżanki, która stała na linii strzału), zostać przypadkowo oplutą lub obryzganą farbą. W takich momentach zastanawiam się, czy nie jest jeszcze za późno, aby zostać biurową.

Zamiast wyznań walentynkowych usłyszałam, że moi podopieczni mają postanowienie noworoczne: „Nie jesteś swoich gili” oraz że ziemniakami gardzą, ale frytki uwielbiają. Walczyłam już z urwaną deską klozetową i rozkręconym kranem, wyciągałam plastelinę z włosów – jednym słowem czuję się jak w reality show, którego celem jest walka o przetrwanie. Moje przetrwanie do końca tygodnia.

Girls with braces are God damn hot so there’s one more (or so I’ve been told that)

Luty 3, 2013

I znów jestem aparatką. Chociaż uważam, że dziewczyny w aparatach ortodontycznych wyglądają uroczo, sama czuję się jak tygrys szablozębny, albo jak osoba, której ktoś włożył pas cnoty w usta. Znów zastanawiam się, czy bramki w sklepach będą piszczały, kiedy zechcę ze sklepu wyjść, lub czy nie zahaczę się o szalik i będę próbowała się z niego oswobodzić na przystanku pełnym ludzi w godzinach szczytu. Pomimo tego, że był to mój samodzielny wybór i po znanych już trudach pierwszego doświadczenia nie powinnam się denerwować, mówię Wam – nic przyjemnego.

O ile moi znajomi przemilczeli fakt zmiany, która nastąpiła w moim wyglądzie, tak dzieci w szkole były bezlitosne: „Proszę pani, a dlaczego ma pani aparat zębny”, „Ostatnio była pani ładniejsza”, „Moja siostra też ma aparat, ale ona ma 11 lat”. Nie da się ukryć  – poczułam się brzydka i stara. No, ale cóż, jak się chciało to teraz trzeba pocierpieć i znieść krytykę z pokorą. M. wspiera mnie dzielnie, bo na bolące zęby przynosi lody, a na poprawę humoru czekoladę. Jakoś mi wtedy lżej.

Dziwię się tylko, że historia lubi się powtarzać: już kiedyś nosiłam aparat, miałam krótkie włosy i pstro w głowie.