Posts Tagged ‘wiosna’

Wiosno, gdzie jesteś?

Kwiecień 6, 2013

Problem z muzyką polega na tym, że ta, przy której najlepiej się bawimy, jest zwykle taką, której najbardziej się wstydzimy. Bo kto z nas nie tańczył w Sylwestra do „Jesteś szalona” czy nie zna ruchów do „Macareny”? Ostatnio, kiedy moi współlokatorzy wychodzą z mieszkania, trenuję przed zbliżającym się weselem i włączam piosenki, do których słuchania normalnie bym się nie przyznała. Do moich ulubionych należą:

 

Być może na mój dobry humor wpływa fakt, że ludzie występujący w teledyskach do tych piosenek też dobrze się bawią. Ale jeśli nie dobrą zabawą, to nie wiem, jak przywołać wiosnę. Próbowałam wszystkiego: ubierania się w bardziej kolorowe, lżejsze ubrania (witaj, chorobo!), zastanawiania się nad wakacyjnymi planami, nawet obraziłam się na zimę i śniegi – bezskutecznie. No, ale przecież jeszcze trochę, kilka(naście) dni, byle do wiosny.

Baba w aucie

Marzec 20, 2013

Od kilku dni jestem pełnoprawnym kierowcą. Co prawda muszę jeszcze pojechać do Zielonego Miasta po plastikowy dowód moich umiejętności, ale już niedługo całkowicie legalnie będę włączała się moim pierwszym autem (którego poszukiwania trwaaają) do ruchu drogowego. Nadchodzące miesiące zapowiadają się bardzo zachęcająco i chyba dość turystycznie. Czekam więc na mojego pierwszego Batmobila, ewentualnie czerwone Porsche.

Niestety pogoda do podróży nie zachęca. Co więcej, nawet droga do pracy przez zaspy śnieżne to udręka. Kiedy ja stwierdziłam, że jestem już przygotowana na wiosnę, ta postanowiła się na mnie wypiąć, a ja nie znalazłam jeszcze guzika, który wyłączyłby zimę. Nie pozostaje mi więc nic innego jak udać, że ta pogoda mnie nie dotyczy. Bo – i mówię to z całym przekonaniem – wiosnę ma się w sercu, nie za oknem.

ta zima kiedyś musi minąć

Marzec 11, 2013

Brakuje mi słońca, zielonej trawy i spacerów po plaży, po których nie odpadają czerwone z zimna nosy. Postanowiłam więc przywołać wiosnę kupieniem sterty koszulek na krótki rękaw i lekkich butów, jednak zanim dotarła do mnie ostatnia przesyłka (tak, ostatnio większość zakupów robię przez internet, bo szkoda mi czasu na chodzenie po sklepach – jestem wtedy jeszcze bardziej niezdecydowana), za oknem spadł śnieg, być może nawet większy niż ten przed miesiącem. Posadziłam też kwiaty, które ustawiłam na parapecie, ale przez te mrozy i nasze nieszczelne okna kilka doniczek zdążyło zmarznąć. Tak więc przywoływanie wiosny nie idzie mi najlepiej, skoro ta uparcie wraca w wielkim stylu, ale staram się jak potrafię. Głęboko wierzę, że już za miesiąc (chociaż tak samo mówiłam już od stycznia) przerzucę się kozaków na trampki, z puchowej kurtki na lekki płaszcz, z braku energii na optymistyczne nastawienie. Być może wstawanie z rana przestanie sprawiać fizyczny ból, a kawa stanie się przyjemnym dodatkiem, a nie koniecznością.

 

the spring got me dreaming like a fool

Marzec 5, 2013

Przepraszam za moją nieobecność w tym miejscu i rzadkie wpisy, ale jak się wybrało „karierę” nauczyciela to nie ma czegoś takiego jak weekend, kiedy to można pozwolić sobie na słodkie nic nierobienie. Im cieplej za oknem, tym bardziej boli mnie, że zamiast przechadzać się po plaży, nabawiam się w klasie pylicy, tłumacząc zawzięcie reguły użycia angielskich struktur gramatycznych.

Co nie zmienia faktu, że im mniej czasu, tym bardziej doceniam pierwsze oznaki wiosny. I dziękuję w duchu chłopakom, którzy wieczorami siedzą w tunelu na gdańskim dworcu głównym gdy wracam z pracy, grając na gitarach i bębnach: „Wiosna, cieplejszy wieje wiatr”.

Odchudzam swoją garderobę, posiałam w doniczkach pierwsze zioła, wyjęłam okulary przeciwsłoneczne i  rozkoszuję się samym faktem, że mogę otworzyć w pokoju okno, a na moich kwiatach nie pojawią się sople lodu. (Jeszcze) nie denerwują mnie muchy obijające się o szyby, myślę, że już najwyższy czas na rozpoczęcie sezonu grillowego i – o dziwo – zaczęłam zamawiać SUKIENKI przez INTERNET, co albo oznacza, że dorastam, albo, że wiosny potrzebuję bardziej niż czegokolwiek innego.

Muzycznie I’m ready:

Wiosna to stan umysłu

Maj 3, 2012

Długi majowy weekend raczej nie mija mi pod znakiem grilla i zabawy, bo niestety przez prawie cały ten czas uprawiam łóżking, spaning i kompresing do oporu. Mam już jednak za sobą pierwsze wycieczki rowerowe i spacery po plaży.

Prawie letnią pogodę czuje się w powietrzu i widzi za oknem: zazieleniło się do granic możliwości, panie wyciągają z szaf kusikiece i kusimajty, panowie wkładają skarpety w sandały. W kuchni podwórkowej królują kiełbaski z grilla i nadziewane pieczareczki z rusztu, lody topią się w dłoniach, a w okolicach plaży pachnie już smażona rybka. Osobiście do kompletu potrzebne mi jeszcze tylko plenerowe koncerty i przygody – przygód mi się chce.

Przyszła wiosna i doszło do tego, że połowa moich koleżanek przeszła na dietę. Ja do osób asertywnych nie należę i komu jak komu, ale jedzeniu nie umiem powiedzieć „nie”. I dopóki mieszczę się jeszcze w kiece z działu dziecięcego (rzadko, bo rzadko, ale jednak), to nie mam zamiaru tego zmieniać, bo jedzenie uważam za przyjemność. Niestety producenci czekolad nie rozumieją mojego braku asertywności i pakują w tabliczki zbyt dużo kostek. Myślę, że jeszcze kiedyś ktoś ich za to pozwie.

Istnieje wiele teorii odchudzania. Można przeistoczyć się w królika i wciągać marchewki czy inne sałaty. Można też zastosować dietę „MŻ”, czyli „mniej żreć” i szybciej wstawać od stołu. Osobiście wolę wciągnąć brzuch. Co więcej, nie lubię słowa „tyć”, wolę już „puchnąć”, a każdy centymetr więcej w pasie tłumaczę faktem, iż mam po prostu zbyt duże pokłady uczuć, które czasem wychodzą tłuszczykiem, tworząc tzw. oponki miłości (które wraz z wiosną przyszło zmienić z zimowych w letnie). Więc wina nie moja, a wszystko przez M.

Wiosną mój gust muzyczny zależy już tylko od ilości słońca wpadającego przez otwarte okna. Raz sięgam po Mando Diao…

…innym razem tańczę przy dźwiękach, moim zdaniem najpiękniejszej kobiety Wielkiej Brytanii, Cheryl Cole:

Ps Bawcie się dobrze jeszcze przez te kilka wolnych dni i pamiętajcie: wiosna to nie wyłącznie piękna pogoda – to stan umysłu 🙂

Byle do wiosny.

Luty 27, 2012

Czuję wiosnę. Może nie tę wiosnę za oknem, ale z całą pewnością tę w środku mnie. Zaczyna się ona przypływem energii, więc mam milion pomysłów na minutę i jak tak dalej pójdzie to pracę magisterską napiszę w mgnieniu okna (ba! nawet doktorat!).

Podobają mi się trendy, jakie mają zapanować w modzie na tegoroczne ciepłe miesiące. Intensywne, gorące kolory, a z drugiej strony – pastele. Zainwestowałam już nawet w marki, których nie powstydziłaby się nawet Kasia Tusk i już za kilka tygodni zobaczycie mnie w turkusowych żakietach, sukienkach koloru musztardowego i wściekłego różu – jak szaleć, to szaleć! Stęskniona za słońcem i wylegiwaniem się na plaży, kupiłam nawet w strój kąpielowy, a na „bieganie po mieście” – błękitne trampki (tak, jestem dzieckiem wyprzedaży, nie da się ukryć). Zachorowałam na kolor pistacjowy, więc czekam tylko na wygraną w Toto Lotka, aby zainwestować w buty i torebkę w tym kolorze. Kiedyś jeszcze przyjdzie ten dzień, gdy na wordpressie przedstawię Wam moje stylizacje i – jak wspomniana wyżej Kasia – wygram nagrodę na Blog Roku, a co! 🙂 Swoją drogą nic dziwnego, że ta dziewczyna ma ponad 100 000 wejść dziennie na swojego bloga. Ja ze swoim nazwiskiem powinnam mieć 2x tyle 😀

Wiosną mam zawsze więcej odwagi, więcej ochoty na nowości, wyzwania. Widać to nie tylko w mojej szafie i kuchni, ale również w sposobie myślenia – czas wykorzystuję intensywniej, nastrajam się pozytywniej. Życie płynące spokojnym rytmem – to zimą, kiedy większość czasu spędzam romansując z kaloryferem. Wiosną chce mi się tańczyć [a ci, którzy mnie znają wiedzą, że zwykle unikam robienia tego publicznie, by – wymachując rękami – nie doprowadzić do większych szkód w otoczeniu], na plażę biegałabym każdego dnia, gdybym tylko mogła, rozważam zrobienie tatuażu z napisem: „Ahoj, przygodo!”.

Jak uroczo, jak pięknie będzie, kiedy „świat zazieleni się na śmierć”. Czekam. Cała jestem czekaniem.

My heart is both drunk and a kid

Kwiecień 2, 2011

Czuję wiosnę. Mam już za sobą pierwszą jazdę na rowerze, pierwsze podrygi w lekkim płaszczu, balerinach i cienkich sukienkach, pierwsze lody w wafelkach, pierwszy lans w okularach przeciwsłonecznych, przesiadywanie na plażowym piasku – lubię te wszystkie pierwsze, które kojarzą mi się z wiosną. Chociaż wstawanie o poranku w dalszym ciągu jest dla mnie Mission Impossible, to jednak chce mi się więcej, uśmiecham się częściej, śpiewam głośniej. Odpowiada mi stan wiosennego roztargnienia; tego czasu, kiedy nie pozostaje mi już nic innego, jak wariować, a znajomi zaczynają traktować to jako skutek pięknej pogody, a nie symptomy choroby psychicznej 🙂 Przypominają mi się słowa Agnieszki Osieckiej (polecam wykonanie zespołu Raz Dwa Trzy):

” (…) I tylko taką mnie ścieżką poprowadź,
gdzie śmieją się śmiechy w ciemności
i gdzie muzyka gra, muzyka gra.
…nie daj mi, Boże, broń Boże, skosztować
tak zwanej życiowej mądrości (…) „

Ostatnio odwiedziła mnie A., co, oprócz standardowych procedur gościnno – plotkarskich, zaowocowało zdjęciami na plaży właśnie. Poniżej możecie zobaczyć nas, wtedy jeszcze w zimowych kurtkach, jak przygotowujemy się do sesji, rozgrzewając herbatą i szczerząc do aparatu. Zapraszam do śledzenia kolejnych wpisów, aby zobaczyć rezultaty mojego biegania po piachu.

Wiosennym potupajkom towarzyszą przeróżne rytmy. W słoneczne dni muzykę łykam jak żaba muł 😀

Ps

Zastanowiło Was kiedyś, co wzięlibyście ze sobą, gdybyście mieli okazję zabrać tylko jedną rzecz? A może, co chcielibyście posiadać, a nie należy w tej chwili do Was? Ja – gdybym miała taką okazję – wiedziałabym, co zabrać.

lost my brain. please don’t contact me,i’m happy

Marzec 23, 2011

To już oficjalne – starzeję się. Nie, żebym jakoś specjalnie przejmowała się moim wiekiem: nie latam po sklepach kosmetycznych jak kot z pęcherzem w poszukiwaniu kremów przeciwzmarszczkowych, odpowiadam na pytanie, ile mam lat, nie mam z tym problemów. Jednak dochodzące do mnie informacje sprawiają, że nad wieloma rzeczami się zastanawiam. Tak, to jest dobry dzień na zrobienie wiosennych porządków w głowie. Ale, ale – zacznijmy od początku.

Kiedyś już Wam wspominałam, że uwielbiam oglądać stare albumy. Zdjęcia dużo o nas mówią. Czasem pokazują, jacy uroczy byliśmy ze smokiem w paszczy, czy pieluchą na tyłku, innym razem przestrzegają nas przed popełnieniem fryzurowego, makijażowego, ubraniowego czy koleżeńskiego błędu. Na większości starych zdjęć ręka wędruje mi do paszczy. Po tylu latach przeżuwania (od bułek, po pluszowe misie) aż dziw, że jeszcze się nie turlam, zważywszy na fakt, że pewne przyzwyczajenia, nawet z wiekiem, się nie zmieniają. Mama zawsze mówiła, że „lepiej mnie ubierać, niż karmić”.

Tak czy siak, lubię je oglądać, nawet jeśli do niektórych moich ekscesów wolę się nie przyznawać 🙂 Niestety, zdjęcia mają to do siebie, że pokazują, jak szybko mija czas. Ostatnio dorwałam się do rodzinnych albumów i, wyciągając z nich kolejne zdjęcia, doszłam do wniosku z pierwszego akapitu.

Co więcej, w tym przekonaniu utwierdziła mnie moja była współlokatorka, która postanowiła się zaręczyć. Swoją drogą, to ciekawa historia: pierwszego roku studiów, naszego pierwszego dnia na uczelni, na pierwszych zajęciach, chłopak usiadł za nami i powiedział do kolegi patrząc na nią: „Wiesz, kiedyś się z nią ożenię”. Swoją konsekwencję zamanifestował pierścionkiem na palcu K. – będzie rodzina logopedów. A 4 lata temu śmiałam się, kiedy mówił, że zawsze realizuje swoje plany.

Skoro już dociera do mnie, że czas się ustatkować i zająć czymś dochodowym, dzięki pomocy N., wpadłam na pomysł złotego interesu. Jakoś trzeba zarobić na dom z basem, skoro po studiach perspektywa pracy jest nieciekawa (chociaż zmywaki w Anglii już czekają na magistrów): zainwestuję w kurę. Będzie to biznes z niewielkim wkładem własnym (zrobię jej tylko wybieg na balkonie), w procesie produkcji jaj nie muszę już brać udziału. Ona będzie znosiła ww. jaja, a ja mam zamiar je sprzedawać po sąsiadach w bloku, drąc się jak stare prześcieradło: „Świeże jaja” na dzielni 😛 Jeśli będzie mi się nudziło, nauczę ją mówić i będzie mogła mi siedzieć na ramieniu jak papuga, a w razie kryzysu – będzie rosół 😀 Zwierzątko domowe przynoszące dochody 😀 Poważnie zastanawiam się, czy założenie jest głupie, czy po prostu błyskotliwe 😀

Swoją drogą, idzie wiosna. Może dlatego przyszło mi zwariować 😀