Posts Tagged ‘zima’

Wiosno, gdzie jesteś?

Kwiecień 6, 2013

Problem z muzyką polega na tym, że ta, przy której najlepiej się bawimy, jest zwykle taką, której najbardziej się wstydzimy. Bo kto z nas nie tańczył w Sylwestra do „Jesteś szalona” czy nie zna ruchów do „Macareny”? Ostatnio, kiedy moi współlokatorzy wychodzą z mieszkania, trenuję przed zbliżającym się weselem i włączam piosenki, do których słuchania normalnie bym się nie przyznała. Do moich ulubionych należą:

 

Być może na mój dobry humor wpływa fakt, że ludzie występujący w teledyskach do tych piosenek też dobrze się bawią. Ale jeśli nie dobrą zabawą, to nie wiem, jak przywołać wiosnę. Próbowałam wszystkiego: ubierania się w bardziej kolorowe, lżejsze ubrania (witaj, chorobo!), zastanawiania się nad wakacyjnymi planami, nawet obraziłam się na zimę i śniegi – bezskutecznie. No, ale przecież jeszcze trochę, kilka(naście) dni, byle do wiosny.

ta zima kiedyś musi minąć

Marzec 11, 2013

Brakuje mi słońca, zielonej trawy i spacerów po plaży, po których nie odpadają czerwone z zimna nosy. Postanowiłam więc przywołać wiosnę kupieniem sterty koszulek na krótki rękaw i lekkich butów, jednak zanim dotarła do mnie ostatnia przesyłka (tak, ostatnio większość zakupów robię przez internet, bo szkoda mi czasu na chodzenie po sklepach – jestem wtedy jeszcze bardziej niezdecydowana), za oknem spadł śnieg, być może nawet większy niż ten przed miesiącem. Posadziłam też kwiaty, które ustawiłam na parapecie, ale przez te mrozy i nasze nieszczelne okna kilka doniczek zdążyło zmarznąć. Tak więc przywoływanie wiosny nie idzie mi najlepiej, skoro ta uparcie wraca w wielkim stylu, ale staram się jak potrafię. Głęboko wierzę, że już za miesiąc (chociaż tak samo mówiłam już od stycznia) przerzucę się kozaków na trampki, z puchowej kurtki na lekki płaszcz, z braku energii na optymistyczne nastawienie. Być może wstawanie z rana przestanie sprawiać fizyczny ból, a kawa stanie się przyjemnym dodatkiem, a nie koniecznością.

 

the use of winter

Grudzień 6, 2012

Jestem „słoneczną dziewczyną”, dlatego za zimową aurą nie przepadam. Ciężko jednak uciec od mrozów i zaśnieżonych ulic, dlatego staram się szukać plusów w każdej porze roku. Ponieważ zdarza mi się wstawać rano (albo w środku nocy, jak wolę określać wczesne godziny), postanowiłam wykorzystać szron i śnieg do własnych celów. Trzeba było przecież pokazać współlokatorowi „kto tu rządzi”, dlatego przekaz został zapisany na szybie jego samochodu. Bo przecież „Falubaz rulezzz” (jak podpowiada mi mój lokalny, zielonogórski patriotyzm), a kotki, choinki, prezenty i serduszka są ozdobą szyby każdego zimowego samochodu, przynajmniej w moim mniemaniu.

Oczywiście zima to świetna okazja do pajacowania (bądź reniferowania, mikołajowania, śnieżynkowania etc.), a kto jak kto, ale ja na tym znam się znakomicie. A że pracuję głównie z dziećmi, to trzeba im jakoś zapewnić rozrywkę, sprawiając przy okazji przyjemność samej sobie. I tym sposobem mam już gotowy outfit na przedświąteczne lekcje.

Muzycznie do tego zdjęcia pasuje mi tylko jedna piosenka:

Grzanie przez przytulanie

Styczeń 29, 2012

Zima nie jest najlepszą porą roku, jeśli chodzi o kreowanie modowego wizerunku. Ubieram się „na cebulkę”, więc nie dość, że wyglądam jak wielka kulka, to jeszcze każdy ewentualny upadek (a o taki na lodzie wcale trudno nie jest), kończy toczeniem się. Mogłabym przymierzyć milion czapek, ale w każdej wyglądam jak w wełnianym czepku kąpielowym. Nauszniki wcale nie są lepsze, bo w połączeniu z moją kitką przypominają nadajnik radiowy i znajomi śmieją się, że spokojnie mogłabym odbierać Radio Maryja. Nie będę już wspominała o rajstopach, które na siłę wciskam w spodnie, a które znacznie ograniczają ruchy. Z całą pewnością wygrałabym konkurs na „Robota roku”, jeśli ktoś posłałby mnie na takowy w zimowym ubraniu.

Szczerze przeklinam „kanarów” w tramwajach, którzy każą wyciągać mi bilet do kontroli: nie dość, że muszę grzebać w torebce (a każda kobieta wie, że w pośpiechu jest to ogromne wyzwanie), to jeszcze muszę szukać potem rękawiczek po całym przedziale, bo jak się nosi 2 pary, to bardzo łatwo którąś zgubić. Ciężko jest bowiem upilnować 2 niesforne rękawiczki, a co dopiero 4, szalik i mnóstwo rzeczy, które chcą w tym samym czasie wyjść z torebki.

Jednak bez względu na to, ile warstw swetrów, barchanowych majtek i innym kalesonów bym na siebie nałożyła i tak będę zamarzała, więc każdej zimy wyglądam jak Rudolf z czerwonym nosem. I chociaż uwielbiam tę porę za cudny krajobraz za oknem, kiedy tulę się czule do kaloryfera, tak wnioskuję, że w poprzednim życiu  na pewno urodziłam się w ciepłym klimacie. Swoją drogą, biedni ci ludzie, którzy opalają się przez cały rok. Może w swoim życiu zobaczą mnóstwo bałwanów, ale pewnie rzadko tych ze śniegu.

Moją ulubioną zimową czynnością jest „grzanie przez przytulanie”. O ile nie mam wpływu na zaszronione szyby i oblodzone ulice, tak wpływam na moje prywatne „roztopienie się w środku”, a to przydaje się na chłodne wieczory. I nie wiem, jak faceci to robią, ale działają jak najlepsze kaloryfery, więc czy M. tego chce czy nie, „grzanie przez przytulanie” stało się również jego rozrywką 🙂

Muzycznie grzeje mnie Ed, gdy śpiewa: „And if it’s dark in a cold December, I’ve got ya to keep me warm”: